Wychowanek Lecha bohaterem głośnego transferu
Latem ubiegłego roku znajdujący się na zakręcie swojej kariery Jakub Kamiński zmienił barwy klubowe, na zasadzie wypożyczenia zamieniając VfL Wolfsburg na FC Koln. Klub z Kolonii zagwarantował sobie w umowie z "Wilkami" opcję wykupu 24-letniego skrzydłowego, która z finansowego punktu widzenia okazała się prawdziwym strzałem w dziesiątkę.
FC Koln nie miało bowiem większych wątpliwości, by po udanym sezonie zdecydować się na transfer definitywny. Kamiński był jednym z najważniejszych zawodników zespołu - wystąpił w każdym z 34 ligowych meczów, strzelił 7 goli i zantotował 3 asysty. Dał poznać się jako zawodnik niezwykle wszechstronny - grywał nie tylko na skrzydle, ale również obu wahadłach, a nawet w... środku pola. 3-krotni mistrzowie Niemiec zapłacili za niego 5,5 miliona euro, ale od samego początku pewnym było, że 24-latek szybko opuści Kolonię. Już kilka dni później wychowanek Lecha Poznań został sprzedany z ponad trzykrotną przebitką.
17 milionów euro wyłożyła za niego portugalska Benfica. Kamiński nie przychodził rzecz jasna do Lizbony jako zawodnik, który z miejsca miał stać się największą gwiazdą zespołu, ale wysokość transferu mogła budzić oczekiwania kibiców. Liczyli oni na to, że Polak wniesie do drużyny odpowiednią jakość - tym bardziej, że Benfica nie należy do klubów, które każdego lata wydają kilkanaście milionów euro na pojedynczych zawodników.
Kwota, jaką klub z Lizbony przeznaczył na pozyskanie wychowanka Lecha Poznań, uplasowała go na 17. miejscu wśród najdroższych transferów przychodzących w historii Benfiki. W zestawieniu tym zdecydowanie prowadzi Enzo Fernandez, za którego Portugalczycy zapłacili River Plate aż 44 miliony euro. Kamiński znalazł się jednak w gronie zawodników, za których Benfica wyłożyła naprawdę pokaźne pieniądze. Nic więc dziwnego, że kibice oczekiwali od niego dobrego wejścia do zespołu.
Nieudany początek w nowym klubie
Tymczasem już pierwszy występ 24-latka w barwach Benfiki sprawił, że spotkał się on ze sporą krytyką. Polak rozpoczął od pierwszej minuty oba spotkania II rundy eliminacji Ligi Europy ze szwajcarskim St. Gallen. W pierwszym meczu zaprezentował się z bardzo słabej strony, a Benfica przegrała 1:2. Portugalscy kibice szybko zaczęli więc zastanawiać się, czy wychowanek Lecha Poznań rzeczywiście był wart aż 17 milionów euro.
W rewanżu Benfica wygrała już 5:0, a Kamiński zanotował asystę. Nie był to jednak występ, który pozwolił mu oczarować kibiców i na dobre wywalczyć sobie mocną pozycję w zespole. Kolejne spotkania pokazały bowiem, że konkurencja w drużynie Marco Silvy jest naprawdę duża.
Następne cztery mecze Kamiński rozpoczął na ławce rezerwowych. Co więcej, na murawie spędził zaledwie 16 minut, dostając szansę jedynie w końcówkach obu spotkań ze szkockim Hearts w ramach III rundy eliminacji Ligi Europy. Dwa mecze ligowe - kolejno z Academico Viseu oraz Casa Pia - przesiedział natomiast w całości na ławce rezerwowych.
Właśnie to ostatnie spotkanie najlepiej pokazuje, jak trudna jest obecnie sytuacja Polaka. W poniedziałek, 17 sierpnia, Benfica rozbiła na wyjeździe Casa Pia aż 7:0. Lizbończycy wszystkie siedem bramek zdobyli w zaledwie 61 minut. Pomimo tak wysokiego prowadzenia trener zespołu ze stolicy Portugalii nie zdecydował się jednak na danie szansy Kamińskiemu.
Początek w Lizbonie jest więc dla 24-latka wyjątkowo trudny. Kamiński nie tylko stracił miejsce w podstawowej jedenastce, ale obecnie ma problem nawet z regularnym pojawianiem się na boisku. Sytuacji nie ułatwia również fakt, iż bardzo dobrze w ostatnim czasie prezentują się jego konkurenci. Szczególnie mocno swoją pozycję zbudował Gianluca Prestianni, który w ostatnich czterech meczach zdobył trzy bramki i dołożył do tego asystę.
Do tego dochodzi Andreas Schjelderup, który również pozostaje ważną postacią w ofensywie Benfiki. Norweg był jednym z zawodników wyróżniających się podczas zakończonych niedawno mistrzostw świata, a jego dobra forma dodatkowo komplikuje sytuację Polaka.
Kamiński ma przed sobą sporo pracy. Z pewnością nie można jeszcze mówić o transferowym rozczarowaniu - sezon dopiero się rozpoczął, a wychowanek Lecha ma za sobą zaledwie kilka występów w nowym klubie. Na razie trudno jednak znaleźć wiele powodów do optymizmu. 17 milionów euro sprawiło, że oczekiwania wobec Polaka były wysokie, a on sam nie zdołał jeszcze na nie odpowiedzieć. Jeśli szybko nie odwróci swojej sytuacji, walka o regularną grę w Benfice może okazać się dla niego znacznie trudniejsza, niż zakładał przed transferem.
Komentarze (0)