Świetny początek sezonu Gmura. Później przyszedł jednak spadek formy
Początek tego sezonu zdecydowanie należał do Tymoteusza Gmura. Dla 18-letniego pomocnika wypożyczenie na tym etapie kariery było już naturalną sprawą. W zeszłym sezonie dla drugiej drużyny Lecha Poznań w Betclic 3. lidze rozegrał aż 1878 minut w 27 spotkaniach. Dodatkowo odnotował tam pięć goli oraz trzy asysty podkreślając tym samym swoją nieprzeciętną wartość dla tej drużyny. Jakby tego było mało, w letnim sparingu grając dla pierwszej drużyny przeciwko Želarniane Podbrežova jako pierwszy wpisał się też na listę strzelców.
Piłkarz regularnie brał udział w treningach z pierwszą drużyną, a także był powoływany na jej zgrupowania wraz z innymi największymi talentami akademii. Na początku swojej przygody w Stali Mielec pokazał, że takie decyzje nie były przypadkowe, a on sam bez żadnych większych problemów odnajdywał się w grze na zapleczu PKO BP Ekstraklasy. Z miejsca stał się członkiem wyjściowych jedenastek nowego zespołu, a miejsce w pierwszych składach utrzymywał przez siedem kolejek z rzędu na dziewięć możliwych.
Na pierwszą bramkę dla Stali Mielec musiał czekać do drugiej kolejki, kiedy to dał swojej nowej ekipie pierwsze prowadzenie na 1:0 w meczu przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała. W czwartej serii spotkań zaprezentował się natomiast z rewelacyjnej strony podczas rywalizacji z Polonią Bytom. Wtedy to znów dał swojej ekipie gola na 1:0, asystując później przy trafieniu Kamila Cybulskiego na 3:1. W grze Tymoteusza Gmura dało się przede wszystkim wyróżnić wysoką jakość techniki użytkowej, szybkość na skrzydle, przebojowość w pojedynkach, świetny przegląd pola oraz dynamikę, dzięki której brylował w rajdach na skrzydle.
Przerwa reprezentacyjna przyszła mimo wszystko w dobrym momencie, ponieważ tak jak Stal Mielec imponowała formą w pierwszej części dotychczasowego sezonu, tak w drugiej przyszedł ewidentny krzys. Cztery porażki i jeden remis sprawiły, że drużyna spadła na aż 16. miejsce w tabeli! Przypomnijmy, że jeszcze w czwartej utrzymywała się na trzeciej lokacie. To wskazuje na jej regres formy, który odczuł także sam Tymoteusz Gmur. W ostatnich dwóch kolejkach przed przerwą reprezentacyjną rozegrał cztery minuty i blisko pół godziny wchodząc z ławki. Co gorsza jego statystyki udanych dryblingów czy pojedynków mocno się zmniejszyły.
Solidna forma Dudka w nowej roli. Przechodzi przez szkołę defensywy
Sammy Dudek na swoim wypożyczeniu w Unii Skierniewice poziomem przebojowości zdecydowanie nie nawiązuje do swojego równieśnika ze Stali Mielec, ale młodzieżowcowi Lecha Poznań absolutnie nie można ujmować umiejętności. Systematycznie rósł w zespole rezerw Lecha Poznań, co w końcu doprowadziło go do małych szans na grę barwach pierwszej drużyny Kolejorza.
Przejście do Unii Skierniewice, która była rewelacją Betclic 2. ligi w zeszłym sezonie było dla piłkarza naturalnym ruchem. Pod batutą trenera Kamila Sochy jak dotąd wystąpił w sześciu z dziewięciu meczów na zapleczu PKO BP Ekstraklasy. Ponadto trener zaufał mu na dłużej także w Pucharze Polski, wystawiając go w pierwszym składzie na 45 minut przeciwko Sokołowi Kleczew. Spotkanie to udało się wygrać 6:3 po rzutach karnych.
Sammy Dudek jak dotąd wystąpił w czterech meczach od pierwszej minuty i póki co może się pochwalić jednym, honorowym trafieniem w przegranym 1:3 starciu z Ruchem Chorzów. O wiele bardziej niż w ofensywie piłkarz może się podobać w defensywie. Schowany za plecami atakujących, wychowanek Lecha Poznań koncentruje się przede wszystkim na ubezpieczaniu tyłów, eksponując swoje największe atuty w grze bez piłki w średnim pressingu.
W dotychczasowych spotkaniach, które mieliśmy okazję oglądać z jego udziałem widać, że zawodnikowi nie brakuje pasji i zaangażowania przy wykonywaniu swoich obowiązków w destrukcji, ale jednocześnie "ciągnie go" mocno do przodu. Często objawia się to w próbach samodzielnego wyprowadzania akcji po przechwytach.
Mimo wszystko, widać wizualnie i statystycznie, że piłkarz zaczyna coraz pewniej czuć się w schemacie gry Unii Skierniewice. Jego statystyki odbiorów, wybić piłki, a szczególnie podań zaczynają utrzymywać się na stabilnym poziomie. Młodzieżowiec stara się jak najbardziej dynamizować grę po przejęciach, a także dobrze radzi sobie z czytaniem przestrzeni, gdy rywale przechodzą do ataku pozycyjnego. Pierwotnie zdawał się być bardziej stażystą w pierwszym składzie, który asekurował doświadczonych kolegów. Teraz jednak coraz bardziej bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za interwencje oraz sam przebieg rozegrania.
Barański ciągle szuka liczb. Regularna gra to za mało!
Ostatnim z młodzieżowców, w którym to Lech Poznań pokłada duże nadzieje jest Bartłomiej Barański. Wychowanek Kolejorza wciąż szuka liczb w kolejnym klubie czyli Odrze Opole, ale póki co jego gra jeszcze nie przekłada się na gole czy asysty. Piłkarz nie ma najmniejszych wątpliwości, że to właśnie one odegrają decydującą rolę w utrzymaniu się w Lechu Poznań, ale tym razem na znacznie dłużej niż za czasów juniorskich.
Póki co Barański musi się jednak uzbroić się w cierpliwość choć należy wspomnieć, że w ekipie trenera Łukasza Tomczyka gracz ten odgrywa jedną z najważniejszych ról. Rozegrał łącznie sześć z dziewięciu spotkań w Betclic 1. lidze i tylko raz w ich trakcie nie wyszedł w podstawowym składzie. Zaliczył też kwadrans w wygranym starciu w Pucharze Polski przeciwko Wiśle Kraków. Jego średnia minut na mecz na zapleczu PKO BP Ekstraklasy wynosi 53,5 minuty co nie jest złym wynikiem.
Statystyki meczowe nie wskazują jednak na to, by Bartłomiej Barański był obecnie bliski przekonania władz Lecha Poznań do swojej dobrej formy. Jego średnie strzałów na mecz rozczarowują - nie przekraczają dwóch uderzeń i nie lecą w światło bramki, zmuszając bramkarza do interwencji. Liczby nie wskazują też na jakkolwiek godne pochwały statystyki wygranych pojedynków czy dryblingów. Za pewien pozytyw możemy obecnie uznać wyłącznie wysokie średnie celnych podań na mecz.
Sytuacji nie poprawia też fakt, iż Odra Opole sama jako zespół nie notuje obiecujących wyników. Jest dopiero 14. ekipą w Betclic 1. lidze, dysponując przeciętnym wynikiem dwóch zwycięstw, trzech remisów i czterech porażek. Jej ofensywa dzierży obecnie niechlubny wynik ledwie siedmiu zdobytych goli, co czyni ją najsłabszą formacją w Betclic 1. lidze. To tylko podkreśla fakt, iż sytuacja Barańskiego na początku tego sezonu na papierze wciąż jest daleka od satysfakcjonującej Więcej o niej pisaliśmy TUTAJ.
Hoffmann stara się zwiększyć perspektywy na przyszłość. Sytuacja jest jednak trudna
Z kronikarskiego obowiązku należy też uwzględnić to, co się dzieje w przypadku Iana Hoffmanna, który na powrót na stałe do Lecha Poznań nie ma już raczej co liczyć. Prawy obrońca dołączy do drużyny Kolejorza z końcem tego roku i zostanie mu już wtedy tylko pół roku gry dla dziesięciokrotnych mistrzów Polski na mocy kontraktu, który pierwotnie podpisał. Ten transfer z pewnością będzie należeć do największych flopów Lecha Poznań w XXI wieku, co potwierdza wynik ledwie trzech rozegranych spotkań w trakcie blisko trzech lat.
Hoffmann po próbach udowodnienia swojej wartości w ekipach Kristiansund oraz HamKam walczy teraz o swoją pozycję i być może przyszłość w ekipie mistrzów Szwecji - Mjallby AIF. W nowym zespole nie robi już jednak na papierze tak świetnego wrażenia jak w pierwszej z wyżej wymienionych drużyn. Dla szwedzkiego klubu rozegrał póki co pięć z dziewięciu spotkań - raz spędził cały mecz na ławce rezerwowych, a cztery razy lądował poza kadrą.
Co gorsze w żadnym spotkaniu nie przekroczył godziny gry, co jak dotąd wcześniej w Kristiansund mu się nie zdarzało. Nawet przez chwilę gry w HamKam regularnie dobijał do ponad 75 minut gry na mecz, gdzie wyjątkiem były tylko trzy starcia. W dwóch wchodził z ławki. Nie dość, że Hoffmann nie wydaje się fundamentalną postacią w Mjallby to w dodatku sam zespół notuje kiepskie wyniki. Od 13. kolejki osiągnął tylko jedno zwycięstwo, a do tego przyszło pięć porażek i cztery remisy. Dość powiedzieć, że Szwedzi nie wygrali meczu od pięciu ostatnich kolejek.
Aktualnie tylko trzy drużyny w Allsvenskan notują gorsze wyniki w kontekście wpuszczonych goli. Na chwilę obecną Mjallby wpuściło ich 38 w 22 meczach. Zespół kompletnie nie domaga też w defensywie. Pomijając wygrany mecz z Siriusem 4:3, w żadnym innym od jedenastu miesięcy drużyna Hoffmanna nie może zanotować więcej niż jednego gola. To tylko potwierdza w jakiej sytuacji znalazł się piłkarz i raczej nie ma czego szukać w Kolejorzu, będąc przeciętnym graczem w przeciętnie grającej drużynie.
Komentarze (0)