Wypożyczony gracz Lecha nie ma łatwo. "Plany trochę pokrzyżowała mi kontuzja"
Bartłomiej Barański niestrudzenie szuka sposobu, by zapewnić sobie stabilną przyszłość w Lechu Poznań. Wychowanek Kolejorza od początku kariery w tym klubie nie może zagrzać tam miejsca na dłużej. W związku z tym stara się udowadniać działaczom swoją wartość na licznych wypożyczeniach.
Dziesięciokrotni mistrzowie Polski ewidentnie coś jednak widzą w tym pomocniku, bowiem jeszcze nie tak dawno zdecydowali się go kupić po tym, gdy wcześniej podjęto decyzję o rozstaniu z nastolatkiem. W rozmowie z portalem "Stolicasportu.pl" piłkarz nie krył zaskoczenia z powodu ponownej możliwości gry przy Bułgarskiej.
- Nie będę ukrywał, że kiedy odchodziłem z Akademii Lecha, nie zakładałem, że kiedyś może pojawić się możliwość powrotu. Byłem bardzo zaskoczony, a z drugiej strony – szczęśliwy. To bardzo duży klub, jeden z największych w Polsce. Grają tam zawodnicy z naprawdę wysokim poziomem i dużym doświadczeniem, jak Ishak czy Palma. Sama możliwość trenowania z nimi i rywalizowania o miejsce w składzie była dla mnie czymś bardzo pozytywnym. Chciałem dostać szansę, pokazać coś od siebie i przede wszystkim rozwijać się. Grając i trenując z lepszymi od siebie zawodnikami, też można zrobić duży krok do przodu - podkreślał w rozmowie z Maciejem Ziółkowskim gracz Odry Opole.
Póki co jednak Bartłomiej Barański przeżywa jednak coś na kształt flashbacku, bowiem powrót do Kolejorza po latach przerwy nie poskutkował ustabilizowaniem jego kariery. Co prawda zdołał zadebiutować w barwach pierwszej drużyny 28 sierpnia 2025 roku w starciu kwalifikacji Ligi Europy z Genk, ale od tamtego czasu głównie siedział na ławce lub grał w drużynie rezerw. Tam odnotował dwa gole oraz asystę w 11 spotkaniach, lecz już zimą przeniósł się do GKS-u Tychy. Decyzja ta jednak nie rozczarowała zawodnika.
- Nie, nie było zawodu. Plany trochę pokrzyżowała mi kontuzja zaraz po obozie przygotowawczym. Wcześniej dochodziły do mnie sygnały z różnych stron, że bardzo fajnie wyglądam i dobrze się odnalazłem. Niestety po obozie naderwałem mięsień czworogłowy, przez co pauzowałem około miesiąca, a nawet trochę dłużej. Później zaczęły się już rozgrywki pucharowe i mecze co trzy dni, więc powrót po kontuzji był trochę trudniejszy. Grałem głównie w rezerwach i ciężko było mi ponownie wbić się do pierwszego zespołu po takim urazie, szczególnie że kadra była już skompletowana. Tak to po prostu wyglądało - wspominał tamten czas Bartłomiej Barański w rozmowie dla "Stolicy Sportu".
Barański szuka złotego środka na wypożyczeniach. "Wszystko zależy ode mnie"
Wypożyczenie do GKS-u Tychy miało pomóc zawodnikowi, ale w ostatecznym rozrachunku nie przybliżyło go do gry na stałe w Lechu Poznań. Piłkarzowi nie można było odmówić tego, że utrzymywał formę meczową. Zdobył gola w 15 meczach Betclic 1. ligi i zanotował 1045 minut, a na dodatek w rundzie wiosennej nie opuścił żadnego meczu swojej drużyny. Piłkarz w rozmowie z Maciejem Ziółowskim wspomninając tamten etap kariery koncentrował się przede wszystkim na pozytywach - wbrew pozorom było ich całkiem sporo.
- Niczego nie żałuję, Nie uważam, że pół roku w GKS-ie było stracone. Praktycznie cały czas grałem, więc zdobyłem kolejne doświadczenie na poziomie pierwszej ligi. Jeśli chodzi o sam transfer do Lecha, również nie żałuję tej decyzji. Miałem okazję zobaczyć, jak wygląda ten futbol na wyższym, także międzynarodowym poziomie, i naprawdę przekonać się, z czym się to wiąże. Teraz wszystko zależy ode mnie i od mojej dyspozycji. To, jak będę się prezentował, będzie decydowało o tym, co wydarzy się dalej - przekonywał Bartłomiej Barański w wywiadzie.
Teraz piłkarz Lecha Poznań testuje swoje umiejętności już w Odrze Opole, a jego priorytety się nie zmieniają: chce grać regularnie, walczyć o wysokie cele, nabywać doświadczenia i rozwijać się piłkarsko. Sytuacja zespołu w Betclic 1. lidze nie jest aktualnie powalająca, bowiem w ośmiu dotychczasowych meczach odnotowała ona dwa zwycięstwa, trzy porażki i trzy remisy.
To przełożyło się na 13. z 18. miejsc na zapleczu PKO BP Ekstraklasy, ale Barański nie ma tam powodów do narzekań. Na boisku spędza około godziny na mecz, czasem po 45 minut, a dodatkowo z dużą estymą wyraża się o warsztacie swojego nowego trenera - Łukasza Tomczyka.
- Rozmawiałem z Lechem od razu po zakończeniu sezonu i pojawił się pomysł kolejnego wypożyczenia. Tym razem chodziło o to, żeby trafić do klubu, w którym będę w stanie regularnie grać w piłkę. Trenerem Odry jest obecnie Łukasz Tomczyk i bardzo go cenię. Z tego, co wiem, Lech również uważa go za naprawdę dobrego szkoleniowca. Rozmawialiśmy więc między sobą i uznaliśmy, że będzie to dla mnie dobra opcja. Tak miało być w Tychach, ale niestety nie udało się tego zrealizować. Mam nadzieję, że ten sezon będzie zdecydowanie lepszy i że moja dyspozycja, która mam nadzieję jeszcze trochę urośnie, otworzy mi furtkę do regularnego łapania minut w Lechu w następnym sezonie - wspominał Barański dla "Stolicy Sportu".
Wychowanek Kolejorz wie, jak osiągnąć sukces. "Chcę po prostu cały czas robić swoje"
Nie ma wątpliwości co do tego, że ambicje Bartłomieja Barańskiego w Lechu Poznań są duże, a piłkarz bardzo realnie myśli o regularnej grze dla swojego macierzystego klubu w niedalekiej przyszłości. Świadczą o tym także jego słowa dotyczące aktualnej współpracy z przedstawicielami dziesięciokrotnych mistrzów Polski. Kluczem do jego regularnej gry w Kolejorzu będą przede wszystkim liczby, które będą stanowić podstawowy wyznacznik czy zawodnik jest już gotowy do rywalizacji o miejsce w kadrze pierwszego zespołu.
- Ogólnie wszystko odbywa się bardzo profesjonalnie. Były różne rozmowy dotyczące tego sezonu, ale też przyszłego sezonu i mojego powrotu do Lecha. Przede wszystkim zależy mi teraz na tym, żeby rozegrać cały sezon, zdobyć kolejne doświadczenie, zrobić trochę liczb i wrócić wtedy do Poznania w pełni gotowym. Zobaczymy, co się wydarzy - wspominał w rozmowie z Ziółkowskim Barański.
Dobry czas w Odrze Opole, wyższe statystyki oraz częsta gra w 1. lidze mogą także zaowocować spełnieniem innego zawodowego celu czyli powołania do reprezentacji U-21. Kadra Jerzego Brzęczka spisuje się doprawdy znakomicie i słusznie zwraca na siebie uwagę kibiców z całej Polski. Drużyna aż kipi talentem, a Bartłomiej Barański będzie musiał mocno się natrudzić, by zyskać w oczach selekcjonera. Ma jednak na to prostą receptę.
- To też jest jedno z moich marzeń. Jeśli będzie taka możliwość, będę robił wszystko, żeby do tego dojść. Oczywiście znaczenie będzie miało też to, ile i gdzie będę grał. Regularne występy są bardzo ważne (...) Na pewno chciałbym dorzucić trochę więcej liczb, szczególnie ze względu na moją pozycję, czyli „dziesiątkę”. Poza tym chcę po prostu cały czas robić swoje i ciężko pracować. Jeśli będą za tym szły liczby i dobra gra, to myślę, że prędzej czy później mogę znaleźć się na radarze selekcjonera. W piłce czasami naprawdę nie jest to taka długa droga - patrzył na sprawę z optymizmem wychowanek Lecha Poznań.
Komentarze (0)