Rywalem rezerw Lecha Poznań był w sobotnie popołudnie Grom Nowy Staw - beniaminek z Pomorza, który w poprzednim sezonie wywalczył awans do Betclic 3. Ligi po udanych barażach. Początek obecnych rozgrywek nie był jednak łatwy dla podopiecznych trenera Dawida Lelenia, gdyż w pięciu meczach zgromadzili zaledwie trzy punkty i zajmowali przed tą kolejką miejsce w strefie spadkowej.
Absolutna dominacja Kolejorza do przerwy
Od pierwszego gwizdka było widać, że Lech II dysponuje większą jakością i nie zamierza ułatwiać zadania rywalowi. Zawodnicy trenera Joopa Oostervelda grali wysoko, agresywnie i z dużą intensywnością. Holender nieustannie krzyczał do swoich piłkarzy, by natychmiast po stracie doskakiwali do odbioru. Wysoki pressing, a do tego daleko wysunięci boczni obrońcy, pozwalały rezerwom Lecha raz za razem napędzać następne akcje.
Grom praktycznie nie istniał na boisku, a niebiesko-biali byli coraz bliżej wyjścia na prowadzenie. Szukali przede wszystkim swoich możliwości po akcjach skrzydłami, ale potrafili również wykorzystać środkowych pomocników w grze na małej przestrzeni. Właśnie po takiej akcji padł pierwszy gol w tym meczu.
Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa piłka trafiła do Maksymiliana Dziuby. Ofensywny pomocnik umiejętnie wyczekał, a następnie wypuścił Patryka Kowalskiego prostopadłym podaniem za linię obrony. Środkowy obrońca, który niespodziewanie znalazł się w polu karnym Gromu, był sam na sam z bramkarzem i pokazał swój kunszt w ofensywie. Nie próbował pokonać golkipera mocnym strzałem, za to delikatnie podciął piłkę nad wychodzącym golkiperem i po chwili wpadł w objęcia swoich kolegów.
Dla Lecha II był to dopiero początek - kolejne doskonałe okazje mieli także Igor Stankiewicz i Aleksander Klimkiewicz. W jednej sytuacji piłka trafiła w bramkarza, drugi przypadek zakończył się uderzeniem obok słupka. Zanim jednak na zegarze wybiło pół godziny gry, Kolejorz miał już dwubramkową przewagę.
Piłka krążyła między zawodnikami Lecha niemal jak po sznurku. W pewnym momencie w polu karnym ponownie znalazł się Patryk Kowalski. Tym razem dostrzegł lepiej ustawionego Igora Stankiewicza i wyłożył mu futbolówkę. Skrzydłowy nie zmarnował okazji - lewą nogą posłał precyzyjne uderzenie w kierunku dalszego słupka.
Grom nie potrafił znaleźć odpowiedzi na grę Poznaniaków. Lech cały czas był stroną zdecydowanie aktywniejszą i mógł jeszcze przed przerwą zamknąć spotkanie. Na minutę przed zejściem do szatni, Klimkiewicz znakomicie odebrał piłkę na połowie rywala. Lewy obrońca ruszył w kierunku bramki i po chwili znalazł się sam na sam z golkiperem. Miał wszystko, czego potrzebował, aby zdobyć bramkę - przestrzeń, piłkę na lewej nodze i dużo czasu na podjęcie decyzji. Ponownie jednak zabrakło skuteczności. Bramkarz Gromu wygrał ten pojedynek, a gospodarze musieli zadowolić się jedynie rzutem rożnym.
Nagle wszystko się zmieniło. Kapitalne show napastnika Gromu
Po zmianie stron przyjezdni wyszli na boisko zdecydowanie odważniej. Lech rozpoczął trochę lekceważąco, ustawił się znów wyżej, a dzięki temu pojawiło się również więcej miejsca, z którego mogli korzystać gracze Gromu. Lech nie był już w stanie tak skutecznie zamykać przeciwnika na jego połowie, chwilami nie nadążał już za prostopadłymi podaniami.
W 52. minucie Grom wysłał pierwszy sygnał ostrzegawczy. Fabian Urbański zdecydował się na uderzenie przy bliższym słupku, które zmusiło do interwencji Wiktora Obremskiego.
Dwie minuty później ostrzeżenie zamieniło się w konkret. Prawą stroną boiska przedarł się jeden ze skrzydłowych. Zobaczył dobrze ustawionego Igora Jankowskiego i zagrał mu piłkę wzdłuż bramki. Wystarczyło, że napastnik dostawił stopę.
Poznaniacy nie zdążyli nawet odpowiedzieć, a na tablicy wyników pojawił się remis. Ponownie bohaterem gości okazał się Jankowski. Początkowo chciał zagrać piłkę do jednego z partnerów, ale ta wróciła pod jego nogi. Napastnik nie zastanawiał się długo - uderzył i zmieścił piłkę obok słupka.
Zawodnicy trenera Oostervelda próbowali jeszcze odzyskać kontrolę nad spotkaniem, ale po przerwie wyraźnie brakowało im tego, co było ich największą siłą w pierwszej połowie - ciągu na bramkę, determinacji i pomysłu na rozmontowanie defensywy Gromu. Jedną z prób podjął Hubert Janyszka, który zdecydował się na strzał z dystansu. Piłka minimalnie minęła poprzeczkę.
To jednak było za mało. Lech nie potrafił już z taką intensywnością atakować pola karnego rywala. W jego grze pojawiało się coraz więcej niedokładności. Ofensywę próbował jeszcze rozruszać Dziuba, jednak Poznaniakom brakowało w tym spotkaniu zawodnika, który wziąłby na siebie rolę klasycznej „dziewiątki”. Kolejorz nie miał już takiej siły rażenia, jaką prezentował wcześniej.
Przed ostatnim kwadransem przyjezdni dokonali czegoś absolutnie niemożliwego. Jednym prostopadłym podaniem wprawili w osłupienie całą defensywę Lecha II, a tym samym Igor Jankowski wybiegł oko w oko z bramkarzem niebiesko-białych i po raz trzeci zapisał swoje nazwisko na liście strzelców.
Żeby tego było mało - w końcówce spotkania Grom postawił kropkę nad „i”. Igor Jankowski ponownie znalazł się w odpowiednim miejscu i... dołożył czwartego gola! Tym razem jego trafienie przesądziło już o losach spotkania i ustaliło wynik na 4:2.
Choć jeszcze w pierwszej połowie wydawało się, że Lech ma wszystko pod kontrolą i dołoży trzy punkty do swojego dorobku, zagrał fatalną drugą część meczu. To z pewnością jedna z tych porażek, które dłużej posiedzą w głowach zawodników.
Lech II Poznań - Grom Nowy Staw 2:4 (2:0)
Bramki:
1:0 Patryk Kowalski (14.)
2:0 Igor Stankiewicz (27.)
2:1 Igor Jankowski (54.)
2:2 Igor Jankowski (56.)
2:3 Igor Jankowski (72.)
2:4 Igor Jankowski (83.)
Składy:
Lech II: Wiktor Obremski - Filip Tokar, Patryk Kowalski (79. Oliwier Latosi), Hubert Janyszka, Aleksander Klimkiewicz (72. Daniel Chejdysz) - Mateusz Cegiełka (72. Eryk Śledziński), Serafim Bakhno, Maksymilian Dziuba - Igor Stankiewicz (58. Radosław Gołębiowski), Filip Tonder, Alan Majewski (58. Piotr Bartczak)
Grom: Szymon Wawrowski - Gracjan Szpucha, Mikołaj Zieliński, Fabian Urbański, Wojciech Zieliński, Łukasz Kopka, Amadeusz Mielnik, Animashaun Saheed Olasumkamni, Igor Jankowski, Tomasz Panek, Adam Stefański
Żółte kartki: Urbański, Szpucha (Grom)
Sędziował: Szymon Rutkowski (Bydgoszcz)
Komentarze (0)