"Wojskowym" nie wystarczyło sił na tak intensywną pierwszą połowę
Gdyby nie fatalna seria porażek od połowy kwietnia, może Stal Gorzów walczyłaby w Poznaniu o awans do elity. Pozostała jednak rywalizacja o 4. miejsce i to w bezpośrednim pojedynku z podopiecznymi trenera Michała Tórza. To nie ten sam prestiż, co bilet do Orlen Superligi, ale można było spodziewać się bardzo interesującego spotkania.
Od początku poziom meczu nie rozczarował. Wynik otworzył Rafał Renicki, zaraz po nim szybko wyrównał Dawid Bujok. W ciągu pięciu minut obejrzeliśmy kilka takich akcji "ząb za ząb", a do tego zmarnowany rzut karny przez Mateusza Stupińskiego. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i świetnie z tej dezorientacji u rywala skorzystali "Wojskowi". Dorzucili kolejne trzy trafienia, a atomowy rzut Dawida Krzywickiego wyprowadził Poznaniaków na prowadzenie 5:3.
Gorzowianie nie ulegli presji narzuconej przez gospodarzy. Tym razem to oni odpowiedzieli trzema golami z rzędu. Po dziesięciu minutach na tablicy wyników świecił się rezultat 6:6. Taka intensywność meczu robiła wrażenie, choć jak się później okazało, odbiła się Poznaniakom czkawką.
Wkradała się duża niedokładność w rozegraniu oraz brak pomysłu na przełamanie coraz lepiej ustawiającej się defensywy Stali. Przy stanie 6:9 dla gości trener Michał Tórz poprosił o przerwę, ale to rewolucji nie przyniosło. Mało tego, Grunwald przestał grać w piłkę ręczną. Na parkiecie całkowicie dominowali goście, czego efektem był tylko jeden gol rzucony przez gospodarzy w ostatnich dziesięciu minutach. Gorzowianie w tym czasie podwoili swój dorobek i na przerwę schodzili prowadząc 20:12.
Gospodarze rzucili się do odrabiania strat. Przeszkodziła zaczarowana bramka Stali
W drugiej połowie jako pierwszy na liście zapisał się Wiktor Mejza. Stal grała bardzo spokojnie, sugerując się tym, że mają bezpieczny wynik. Okazało się to dla nich dość złudne, bo przecież WKS Grunwald nie powiedział ostatniego słowa. Rozpoczęła się obiecująca pogoń za wynikiem, która wlewała nadzieje w serca kibiców. Przewaga gości w pewnym momencie stopniała do zaledwie czterech punktów.
Gorzowianie znów musieli przyspieszyć, a że w swoich szeregach mieli sporo jakości, to udało im się wrócić do całkiem bezpiecznego dystansu. Przed rozpoczęciem ostatnich dziesięciu minut prowadzili 27:20. "Wojskowi" grali do samego końca, nawet jeśli odrabiać trzeba było aż taką różnicę punktową. Jedną z ozdób tego meczu było trafienie Filipa Stachowiaka, który nie mając za dużo miejsca na kole, zdecydował się na rzut zza pleców i efektownie umieścił piłkę w bramce.
Ostatnie minuty to już pokaz świetnej gry bramkarza Stali, Krzysztofa Nowickiego. Golkiper na przestrzeni całego meczu spisywał się naprawdę świetnie, ale w końcówce zaczarował bramkę, do której nie chciało wpaść prawie nic. Stal Gorzów utrzymała dobrą postawę do końcowej syreny i to właśnie ten zespół zakończył sezon na czwartej pozycji w tabeli. Podopieczni trenera Michała Tórza poprawili się względem poprzednich rozgrywek i tym razem uplasowali się końcowo na 5. miejscu.
Ten ostatni mecz w hali przy Newtona miał także symboliczne znaczenie dla Adama Pacześnego. Gracz Enei WKS-u rzucił w tym spotkaniu swojego ostatniego gola w karierze i pożegnał się z poznańską publicznością.
Enea WKS Grunwald Poznań - RAJBUD DEVELOPMENT Stal Gorzów 25:32 (12:20)
Bramki dla WKS-u: Dawid Bujok 4, Kacper Siejek 4, Filip Stachowiak 4, Dawid Krzywicki 3, Wiktor Mejza 2, Mikołaj Płoski 2, Mikołaj Przybylski 2, Erik Uyen 2, Piotr Nowicki 1, Adam Pacześny 1
Bramki dla Stali: Mateusz Stupiński 6, Konrad Wątroba 5, Igor Drzazgowski 4, Dawid Pietrzkiewicz 4, Rafał Renicki 4, Konrad Koss 3, Gabriel Bartnicki 2, Stanisław Dzięcielski 1, Bartosz Sarnowski 1
Sędziowali: Mateusz Kaczorowski i Daniel Przybysz
Komentarze (0)