reklama

Porażka jednym punktem, ale wszystko jeszcze jest możliwe

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Archiwum sportowy-poznan.pl

Porażka jednym punktem, ale wszystko jeszcze jest możliwe - Zdjęcie główne

foto Archiwum sportowy-poznan.pl

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Koszykówka To był kolejny dreszczowiec z udziałem koszykarzy Enei Basketu Poznań, ale i kolejny mecz, w którym poznaniacy roztrwonili kilkunastopunktową przewagę i przegrali. W Opolu ulegli AZS-owi Politechnice jednym punktem 88:89. Podopieczni Przemysława Szurka mają czego żałować, bo pokonanie wyżej notowanego rywala przybliżyłoby ich do fazy play-off, a tak poznaniacy wciąż muszą gonić czołową ósemkę.
reklama

Enea Basket Poznań jechała do Opola podbudowana serią trzech wygranych meczów z rzędu, ale faworytem niedzielnego spotkania był zespół Politechniki Opolskiej. Gracze Roberta Skibniewskiego plasują się wyżej w ligowej stawce, a w dodatku zwyciężyli poznaniaków 80:75 w pierwszej rundzie rozgrywek. 


Gospodarze od początku narzucili wysokie tempo i zbudowali kilkupunktową przewagę (16:9). Na prowadzeniu byli całą pierwszą kwartę, ale tuż przed jej zakończeniem Brandon Randolph celnym lay-upem doprowadził do remisu (26:26). Po raz pierwszy na prowadzenie poznaniacy wyszli po dwóch minutach od startu drugiej kwarty. Wtedy dwa celne rzuty osobiste oddał Marcin Dymała i było 30:29 dla Enei Basketu. I był to jeden z lepszych fragmentów gry podopiecznych Przemysława Szurka w tym spotkaniu. Od stanu 36:35 dla gospodarzy Basket zdołał zanotować serię 11:0, głównie dzięki dwóch celnym trójkom Randolpha. Do przerwy to zespół z Poznania prowadził 50:42.

Gra falami i najwyższe prowadzenie Enei


Kilkadziesiąt sekund po zmianie stron Randolph za sprawą kolejnej celnej trójki podwyższył przewagę Enei do 11 punktów. Wtedy poirytowani gospodarze wzięli się w garść i po udanym rzucie zza łuku Adama Kaczmarzyka doszli poznaniaków na zaledwie dwa punkty (52:54). Szczególnie na początku spotkania byliśmy świadkami nierównej gry obu ekip i podobnie było w trzeciej części meczu. Trójki Pułkotyckiego i Kulisa, a także dwie celne próby Randolpha dały Basketowi 12 oczek przewagi (64:52). Końcówka trzeciej kwarty przebiegała jednak pod dyktando Politechniki Opolskiej, która w ostatnie dziesięć minut gry wchodziła ze stratą dwóch punktów (63:65).

Czwarta kwarta bez centra i niecelny rzut na zwycięstwo


Czwarta kwarta rozpoczęła się idealnie dla Weegree AZS-u. Przy stanie 72:70 dla gospodarzy piątego przewinienia dopuścił się Mateusz Kulis, co zmusiło go do zakończenia swojego występu. Wcześniej za pięć fauli boisko musiał opuścić Wojciech Fraś, co sprawiło, że do końca meczu poznaniacy musieli grać bez nominalnego centra. To skrzętnie wykorzystywali gracze z Opola, którzy w błyskawicznym tempie objęli dziewięciopunktowe prowadzenie (79:70).

Nadzieję w serca kibiców z Wielkopolski tchnął grający znakomite zawody Randolph. Dzięki niemu, ale też wymuszonym faulom Marcina Dymały i ważnym punktom Arkadiusza Adamczyka, Basket zdołał wyjść na prowadzenie na niespełna trzy minuty przed ostatnią syreną (80:81). Drużyna z Opola nie dawała za wygraną, ale to samo trzeba powiedzieć o Baskecie. Ku uciesze lokalnych kibiców Dominik Rutkowski zdołał przeprowadzić akcję 2+1 na 73 sekundy przed końcem, ale znów zza łuku trafili gracze z Poznania. Celny osobisty dodał po faulu technicznym Randolph i było 88:87 dla poznaniaków. 40 sekund przed końcem Michał Jodłowski wykorzystał przewagę fizyczną, zdobywając punkty spod kosza i – jak się okazało – były to ostatnie punkty w tym spotkaniu. W ostatniej sekundzie rzut na zwycięstwo oddał Randolph, ale piłka nie doleciała do obręczy i to Politechnika Opolska wygrała 89:88.


Kolejny dreszczowiec w naszym wykonaniu na wyjeździe. Z ostatnich trzech spotkań w każdym decydowało jedno posiadanie. We Wrocławiu mieliśmy rzut na dogrywkę, w Koszalinie na zwycięstwo, w Opolu na zwycięstwo. To pokazuje tylko, że mecze z naszym udziałem dają sporo emocji kibicom. Co do samego spotkania, tak naprawdę prowadziliśmy 12 punktami w połowie trzeciej kwarty, a gospodarze wyglądali na totalnie zmęczonych. Trzeba było wówczas wykazać się instynktem sportowego zabójcy i dokończyć mecz. Niestety, rozpoczęła się z naszej strony nonszalancja defensywna i ekipa gospodarzy dostała drugi oddech. O wyniku końcowym decydowało już tak naprawdę szczęście i było ono po stronie Opola.

- podsumował mecz Przemysław Szurek, trener Enei Basketu Poznań.


Przez większą część meczu graliśmy dobrze, lecz w trzeciej kwarcie nie dopięliśmy zwycięstwa, mając 12 punktów przewagi. Daliśmy przeciwnikowi wrócić do meczu. Wracając po kontuzji barku, dobrze czułem się na boisku, lecz wiem, że mogę bardziej pomóc drużynie w kolejnych meczach

– dodał Jan Nowicki.

Koszykarze Enei Basketu pozostali w pierwszoligowej tabeli na 10. miejscu. Do Decki Pelplin i SKS-u Starogard Gdański tracą jeden punkt, ale obie te drużyny mają do rozegrania po jednym zaległym spotkaniu. SKS będzie najbliższym rywalem poznaniaków, mecz będzie więc bardzo ważny w kontekście walki o play-off. Spotkanie zaplanowano na najbliższą środę o 20:00 w hali poznańskiej AWF. Do zakończenia rundy zasadniczej pozostało sześć kolejek spotkań.


Weegree AZS Politechnika Opolska – Enea Basket Poznań 89:88 (26:26, 16:24, 21:15, 26:23)
Punktowali dla Enei Basketu: Randolph 36 (5/9 3PT, 6 zb., 5 as), Dymała 12, Adamczyk 11,
Kulis 8, Stankowski 7, Andrzejewski 6, Nowicki 4, Pułkotycki 3, Fraś 1

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama