Enea Basket zrobiła dobre wrażenie, ale WKK zdecydowanie zareagowało na swoje problemy
Enea Basket zaprezentowała w pierwszej kwarcie wysoko ustawioną, bardzo agresywną obronę. Podopieczni trenera Edmundsa Valeiki byli mocno skoncentrowani na tym, by przewidywać zagrania koszykarzy WKK Wrocław i karcić ich z kontrataków. Plan zdecydowanie się sprawdzał - rywale często tracili posiadanie i odsłaniali najszybszym graczom z Poznania drogę do kosza. Szczególnie w tej kwestii błyszczał James Washington III, który znów udowadniał swoją wielką wartość dla drużyny. Jego akcje sprawiały szczególnie duże problemy przeciwnikom. Spore zagrożenie tworzyli też inni liderzy: Michał Samsonowicz i Mikołaj Stopierzyński.
Równocześnie Enea Basket nie mogła zbudować sobie wystarczająco dużej przewagi mimo siły swojej defensywy. Poznaniacy po pierwszej części spotkania mieli już pięć fauli, co było pokłosiem ich nadmiernej agresji przy przechwytach. Koszykarze WKK regularnie trafiali na linię rzutów wolnych i właśnie tak nadrabiali niektóre zmarnowane okazje rzutowe z gry. Po pierwszych dziesięciu minutach przewaga Enei Basket była nieznaczna, ale optycznie gra zespołu trenera Valeiki mogła się podobać.
Wszystko się zmieniło po powrocie na parkiet, kiedy to WKK Wrocław w końcu zaczęło wykorzystywać słabości w grze Enei Basket i szukać nowych rozwiązań. Gospodarze zdecydowanie rozrzucali się zza łuku i tak sprawiali rywalom najwięcej problemów, wychodząc na prowadzenie po czterech minutach gry. Poznaniacy nieustannie trzymali się jednak blisko Wrocławian za sprawą rewelacyjnie dysponowanego Jamesa Washingtona III, który nie tylko wykorzystywał swoje rzuty, ale też skutecznie obsługiwał podaniami swoich kolegów pod koszem. Znów był nie do zatrzymania przez rywali szczególnie przy akcjach od jednego do drugiego końca parkietu. Eksponował tym samym swoją imponującą fizyczność.
Enea Basket nie znajdowała jednak odpowiedzi na fenomenalne rzuty za trzy punkty w wykonaniu graczy WKK Wrocław. Wysoko wystawione ręce i agresywne krycie niewiele dawały, a na domiar złego gospodarze zaczęli bardziej grać w stylu Poznaniaków, wykorzystując przechwyty w rozegraniu do napędzania kontrataków. W szczególności świetnie w tym aspekcie wyglądał Michał Kroczak, który znakomicie uzupełniał akcje rzutowe kolegów zza łuku swoimi lay-upami. Enea Basket schodziła na przerwę przegrywając 38:47, a taki wynik był w dużej mierze podyktowany nagłym przebudzeniem się Wrocławian.
Poznańscy kibice znów doświadczyli nerwowej końcówki, ale nie cieszyli się z punktów. Zadecydowało kilka czynników
Trzecia kwarta była początkowo popisem defensywnym po obu stronach parkietu. Dopiero po dwóch minutach gry zobaczyliśmy pierwszy celny rzut autorstwa Michała Kroczaka, ale była to jedna z nielicznych udanych akcji w pierwszych połowie tej części spotkania. Enea Basket odżyła w ofensywie dopiero później za sprawą trafień Jamesa Washingtona i Patryka Stankowskiego. WKK Wrocław natomiast złapało zadyszkę w ataku, nie mogąc zwiększyć swojej przewagi mimo regularnie oddawanych trójek swoich zawodników.
Gospodarze nie przekroczyli nawet 10 oczek, a Enea Basket skrzętnie z tego skorzystała nadrabiając straty znów pokazując bardzo silną i co ważne stabilną defensywę. Podopieczni Edmundsa Valeiki na nowo zaczęli czytać grę rywali i kontratakować na ich obręcz. Często powstrzymywali szarże WKK nieczystymi zagraniami, ale finalnie efekty pracy gości mogły się podobać ich kibicom. Trzecią część spotkania Poznaniacy zakończyli ze stratą zaledwie jednego punktu przy wyniku 56:55 dla Wrocławian.
Czwartą kwartę Enea Basket zaczęła od mocnego wejścia za sprawą celnych trafień Nowickiego i Rosińskiego, które dały przyjezdnym czteropunktowe prowadzenie. Podopieczni trenera Valeiki wyglądali jakby złapali drugi oddech, narzucając rywalom jeszcze wyższe tempo gry. Koszykarze z Poznania wrócili do tego, czym zachwycali na początku spotkania, czyli wysokiej obrony i bazowaniu swoich ataków na przechwytach. Tak samo jak wcześniej nie potrafili oni zbudować sobie jednak przewagi za sprawą nietrafianych trójek i świetnie dysponowanych Waldowa oraz Patoki.
Końcowe miniuty obfitowały w wiele ostrych starć pod koszem jednej i drugiej drużyny, testując raz za razem skuteczność poszczególnych koszykarzy czy to z linii rzutów wolnych, czy to z półdystansu. To jednak regularne zbiórki w defensywie autorstwa Bradleya Waldowa zaczęły przechylać szalę na korzyść WKK Wrocław.
Mimo obecności Tobiasza Dydaka i Konrada Rosińskiego Amerykanin dominował pod obręczą i dzięki swojej pracy napędzał szybkie ataki swojej ekipy. Enea Basket próbowała zwiększyć swoje szanse, wymuszając faule i przekazując odpowiedzialność za grę Washingtonowi, ale zmarnowane okazje rzutowe i zbyt częste przewinienia uniemożliwiły wywiezienie kompletu punktów z Wrocławia. Pomimo tego, że na 120 sekund przed końcem na tablicy wyników widniał remis 72:72 WKK utrzymało prowadzenie i zwyciężyło 82:76.
WKK Active Hotel Wrocław - Enea Basket 82:76 (17:20, 30:18, 9:17, 26:21)
WKK: Waldow (18 punktów, 15 zbiórek, 3 asysty), Ochońko (1 zbiórka, 2 asysty), Kroczko (4 punkty, 4 zbiórki, 4 asysty), Zagórski (7 punktów, 1 asysta), Patoka (13 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty), Galewski (16 punktów, 3 zbiórki, 5 asyst), Chalicki (4 punkty, 1 zbiórka, 1 asysta), Koelner (8 punktów, 3 zbiórki, 4 asysty), Prochorowicz (12 punktów, 3 zbiórki), Matusiak (1 zbiórka)
Enea: A. Krajewski (4 punkty, 4 zbiórki), Samsonowicz (3 punkty, 1 zbiórka, 1 asysta), Nowicki (4 punkty, 1 zbiórka), Kluj (4 punkty, 2 zbiórki), Washington (25 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst), Stankowski (7 punktów, 2 zbiórki, 5 asyst), Stopierzyński (11 punktów, 8 zbiórek, 3 asysty), Mąkowski (1 punkt, 3 zbiórki), Rosiński (10 punktów, 10 zbiórek), Dydak (6 punkty, 2 zbiórki, 1 asysta)
Komentarze (0)