Trener Niels Frederiksen mocno zaskoczył wyborem składu na rewanżowe starcie z Szachtarem Donieck. Duńczyk zdecydował się na cztery zmiany względem niedzielnego meczu z Zagłębiem, sadzając na ławce rezerwowych między innymi najlepszego zawodnika Kolejorza w rundzie wiosennej, Alego Gholizadeha. Irańczyk został zastąpiony przez wypożyczonego z Górnika Zabrze Taofeeka Ismaheela. W wyjściowej jedenastce zabrakło również Joela Pereiry, Leo Bengtssona i Patrika Walemarka, a ich miejsca zajęli Robert Gumny, Gisli Thordarson oraz Luis Palma.
Straty odrobione jeszcze przed przerwą
Podopieczni Ardy Turana, którzy tydzień wcześniej wywalczyli bardzo korzystny rezultat na stadionie w Poznaniu, od samego początku spotkania chcieli narzucić lechitom swoje warunki gry. Spokojnie budowali akcje w ataku pozycyjnym, długo wymieniając piłkę między obrońcami. Gdy futbolówka znajdowała się natomiast w posiadaniu Kolejorza, zawodnicy Szachtara zakładali bardzo wysoki, agresywny pressing, nie pozwalając gościom na wymienienie choćby kilku podań.
Choć w pierwszych fragmentach spotkania Kolejorz miał spore problemy z opuszczeniem własnej połowy, w 13. minucie podopiecznym Nielsa Frederiksena udało się wreszcie zaznaczyć swoją obecność na boisku. I to jak! Thordarson posłał dalekie podanie na prawe skrzydło, Gumny zagrał do Ismaheela, a Nigeryjczyk popisał się precyzyjnym dośrodkowaniem na głowę Mikaela Ishaka, który pokonał zaskoczonego Dmytro Riznyka.
Siedem minut później lechici pogli pójść za ciosem - składna, wielopodaniowa akcja Kolejorza zakończyła się jednak niecelnym strzałem Gisliego Thordarsona z odległości 18-20 metrów. Po trafieniu Ishaka, który wyrównał rekord Włodzimierza Lubańskiego, będącego do tej pory zawodnikiem z największą liczbą goli strzelonych w europejskich pucharach dla polskich drużyn, obraz gry nieco się uspokoił. Choć nadal optyczną przewagę mieli gospodarze, nie potrafili oni znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę Lecha Poznań.
W samej końcówce pierwszej połowy to Kolejorz ruszył do ataku. Bliski pięknego trafienia był rozgrywający znakomity mecz Gisli Thordarson, lecz jego niesygnalizowane uderzenie zewnętrzną częścią stopy obronił Riznyk. Lechici mieli jednak jeszcze rzut rożny i choć dośrodkowanie okazało się nieudane, po opuszczeniu boiska sędzia ponownie przekazał piłkę gościom. Luis Palma ponownie zacentrował piłkę w pole karne, a chwilę później trafiła ona w rękę jednego z graczy Szachtara. Po analizie VAR arbiter podyktował rzut karny, a na gola pewnie zamienił go Mikael Ishak, notując dublet. Podopiecznym Nielsa Frederiksena jeszcze przed przerwą udało się więc doprowadzić do remisu w dwumeczu.
Pechowy samobój przesądził o losach dwumeczu
Już w 47. minucie lechici mogli - a nawet powinni - zdobyć trzecią bramkę. Podopieczni Nielsa Frederiksena rozegrali kolejną CUDOWNĄ akcję, a po zagraniu Ishaka oko w oko z Riznykiem stanął wprowadzony na plac gry w przerwie meczu Joel Pereira. Golkiper Szachtara obronił jednak zarówno atomowe uderzenie Portugalczyka, jak i dobitkę Antoniego Kozubala.
Rozpędzony Kolejorz niezwykle energetycznie wszedł w drugą część spotkania i w 59. minucie udało mu się wreszcie trafić do siatki. Po doskonałym podaniu Pablo Rodrigueza na strzał zdecydował się Taofeek Ismaheel, a choć kapitalną interwencją popisał się Riznyk, kilka chwil później był bezradny wobec dobitki Gisliego Thordarsona. Gol został jednak nieuznany z powodu pozycji spalonej Pablo Rodrigueza, który - zdaniem arbitra - uniemożliwił golkiperowi skuteczną interwencję. Decyzja ta została również podtrzymana po analizie VAR.
W 67. minucie stało się jednak coś, na co kompletnie się nie zanosiło. Mający olbrzymie problemy z przekierowaniem piłki w pole karne Lecha Poznań gospodarze przeprowadzili jedną z nielicznych akcji ofensywnych, a po pechowych interwencjach Mońki, Mrozka i Moutinho futbolówka zatrzepotała w siatce.
Niezwykle przypadkowy gol dodał podopiecznym Ardy Turana wiatru w żagle. Wytrąceni z rytmu lechici stopniowo przejmowali coraz większą inicjatywę, spychając gospodarzy do głębokiej defensywy. Nie potrafili oni jednak przełożyć zdecydowanej przewagi na klarowne sytuacje - i to pomimo faktu, że na placu gry pojawili się Ali Gholizadeh, Patrik Walemark czy Yannick Agnero. W 85. minucie gry Szachtar mógł definitywnie zamknąć sprawę awansu, lecz w stuprocentowej sytuacji pomylił się Newertton.
W doliczonym czasie gry podopieczni Nielsa Frederiksena wykreowali sobie jeszcze dwie niezłe sytuacje, lecz na przeszkodzie stawał im albo bramkarz Szachtara (interwencja Riznyka po strzale Ishaka), albo własna nieskuteczność (fatalne pudło Walemarka). Choć Lech Poznań rozegrał bardzo dobre spotkanie, nie udało mu się odwrócić losów dwumeczu. Awans do ćwierćfinału wywalczyła drużyna z Ukrainy. Jej następnym przeciwnikiem będzie holenderskie AZ Alkmaar.
Szachtar Donieck - Lech Poznań 1:2 (0:2)
Bramki: Moutinho (gol samobójczy) 67. - Szachtar Donieck - Ishak 13., Ishak 45+7. - Lech Poznań
Szachtar Donieck: Riznyk - Tobias, Ghram, Marlon, Henrique - Nazaryna (62. Isaque) - Alisson (80. Ferreira), Pedrinho, Ocheretko, Newertton (85. Eguinaldo) - Kaua Elias (80. Traore)
Lech Poznań: Mrozek - Gumny (46. Pereira), Mońka, Milić, Moutinho - Kozubal, Thordarson (83. Agnero) - Ismaheel (68. Gholizadeh), Rodriguez (77. Walemark), Palma (68. Bengtsson) - Ishak
Kartki: Ghram - Szachtar Donieck
Sędziował: Sander van der Eijk (Holandia)
Komentarze (0)