Lech vs Vikingur Reyjkjavik
Ostatnie starcie Lech Poznań z Islandczykami zakończyło się happyendem dla polskiej drużyny. W trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Konferencji Europy w sezonie 2022/23 Niebiesko-Biali zmierzyli się z Vikingurem Reyjkjavik. W pierwszym, wyjazdowym meczu podopieczni Johna Van Den Broma musieli uznać wyższość rywali, przegrywając 0:1. Przy Bułgarskiej jednak szybko odrobili straty dzięki trafieniom Kristoffera Velde oraz Mikaela Ishaka. Vikingur jednak nie odpuszczał i do wyłonienia zwycięzcy w tamtym sierpniowym meczu potrzebna była dogrywka.W niej zespół Kolejorza do zwycięstwa poprowadzili Filip Marchwiński oraz Afonso Sousa. To właśnie ich bramki przesądziły o ostatecznym sukcesie w dwumeczu z wynikiem 4:2. Awans jednak niemal wymknął się Kolejorzowi z rąk, gdy rywale na dwie minuty przed końcem dogrywki otrzymali rzut karny. Ingvar Jonsson nie wykorzystał jednak swojej szansy, a ta niewykorzystana okazja zemściła się za sprawą trafienia Sousy 60 sekund później. Warto wspomnieć, że kapitalną asystę zaliczył wtedy Filip Szymczak.
Co ciekawe z kadry, która walczyła w tamtym sezonie o zwycięstwo z Islandczykami pozostało kilku graczy: Afonso Sousa, Mikael Ishak, Joel Pereiera, Bartosz Salamon, Antonio Milić, Filip Szymczak, Radosław Murawski, Antoni Kozubal oraz... Krzysztof Bąkowski!
Lech Poznań vs Stjarnan Gardabaer
Aby znaleźć kolejnego rywala z Islandii przeciwko, któremu grał Lech Poznań, trzeba cofnąć się aż do 2014 roku. Wtedy to w ramach kwalifikacji do Ligi Europy na drodze podopiecznych trenera Mariusza Rumaka stanął Stjarnan Gardabaer. 11 lat temu Kolejorzowi nie udało się jednak pokonać rywali z północy.Pierwszy mecz Lech Poznań rozegrał na wyjeździe i przegrał na Islandii 0:1 po trafieniu Rolfa Tofta. Po powrocie na Bułgarską nie zdołał wywalczyć niczego więcej prócz bezbramkowego remisu. Co istotne miał w swoich szeregach takich piłkarzy jak Kasper Hamalainen, Vojo Ubiparip, Darko Jevtic, Gergo Lovrencsiscs czy Barry Douglas. Ostatecznie wszystko poszło na nic, a Lech Poznań zatrzymał się na trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy.
Lech Poznań vs IBV Vestmannaeyjar
Islandzki IBV był pierwszym w historii Lecha Poznań skandynawskim rywalem przeciwko, któremu zagrali Niebiesko-Biali. Kluby grały przeciwko sobie w ramach dwumeczu w sezonie 1982/83 w ramach Pucharu Zdobywców Pucharu. W kadrze meczowej Kolejorza znaleźli się tacy piłkarze jak: Piotr Mowlik, Hieronim Barczak, Mirosław Okoński, Mariusz Niewiadomski czy Jacek Bąk. Trenerem był natomiast legendarny Wojciech Łazarek.Niebiesko-Biali wygrali pierwszy mecz 1:0 po golu Leszka Partyńskiego. W drugim natomiast zostawili graczy IBV daleko za plecami. Spotkanie to zostało określone przez poznańskie gazety jako "Mundek show". Odnosiło się to do pseudonimu legendy Lecha Poznań - Mirosława Okońskiego. Napastnik Kolejorza, według relacji Radosława Nawrota, wkręcał wtedy rywali w ziemię. Świadczyły o tym jego dwie, piękne bramki. Od siebie trafienie dołożył także Mariusz Niewiadomski. Piłkarz ten również docenił wielką formę Okońskiego, mówiąc wprost w 2002 roku, że jego kolega z drużyny "urządził sobie 90 minut zabawy z islandzkimi obrońcami".
Tamten sukces miał historyczne znaczenie, bowiem Kolejorz po raz pierwszy w swojej historii awansował wtedy do kolejnej rundy w europejskich pucharach.
Wydarzenie to zostało także zapamiętane z powodu problemów z dotarciem do wyniku spotkania, gdy było ono rozgrywane na Islandii. Dostęp do informacji był szczątkowy i niewiele było wiadomo odnośnie ostatecznego rezultatu. Niezwykłe wydarzenia związane z reakcją kibiców w tamtym czasie opisywał w 2002 roku Radosław Nawrot.
- Mecz był rozgrywany we wtorek wieczorem 14 września 1982 roku. Ze względu na różnicę czasu wynik pojawił się w Polsce dopiero o godzinie 2 w nocy. Gazety podały go z jednodniowym opóźnieniem, a ludzie wtedy mieli ograniczony dostęp do informacji – nikt nie znał tego wyniku. „Przez cały wieczór i od wczesnych godzin rannych zablokowane były nasze telefony” – pisały poznańskie gazety. – „Sympatycy futbolu dzwonili nawet do drukarni i wszyscy z jednym pytaniem – jaki jest rezultat meczu ze zdobywcą Pucharu Islandii. Coś niesamowitego! Wciąż słyszy się, że naród zgnuśniał, mało czym się interesuje, a tu raptem mamy do czynienia z ekspansją prawdziwych namiętności” – dziwiła się „Gazeta Poznańska”. Doniesienia z pojedynku były bardzo skąpe, ale wynik 1:0 wywołał euforię. Trudno było dokładnie ustalić, kiedy Leszek Partyński zdobył gola (podawano, że między 23. a 32. min), bo na Islandii nie było żadnego dziennikarza z Polski.
Komentarze (0)