Przebłysk formy w Warcie Poznań. Napastnik robił, co mógł, by pomóc Zielonym
Rafał Adamski ma doświadczenie w walce o przetrwanie w polskich rozgrywkach. Jeszcze nie tak dawno próbował w tej kwestii pomóc ekipie Warty Poznań, która próbowała w poprzednim sezonie poddźwignąć się po spadku z Ekstraklasy do Betclic 1. ligi. Władze Zielonych postanowiły wypożyczyć zawodnika na pół roku z Zagłębia Lubin i faktycznie ruch ten przyniósł im sporo korzyści.
Adamski z miejsca stał się podstawowym napastnikiem w drużynie prowadzonej najpierw przez trenera Piotra Jacka, a potem Piotra Klepczarka. Jego gol przesądził o zwycięstwie ze Stalą Stalowa Wola i był honorowym trafieniem w rywalizacji z Miedzią Legnica. 23-letni zawodnik wtedy jednak częściej asystował niż zaskakiwał bramkarzy po swoich uderzeniach. Po pierwszej rundzie miał trzy asysty, które były decydujące przy dwóch zwycięstwach i jednym remisie.
Napastnik zakończył swoją kilkumiesięczną przewagę z Wartą Poznań, spędzając na boiskach w jej barwach blisko 1500 minut. Połowa punktów osiągniętych przez klub w rundzie jesiennej w Betclic 1. lidze była finalnie jego zasługą, bowiem w pięciu z dziesięciu spotkań zakończonych remisami czy zwycięstwami, Rafał Adamski miał swój wkład w postaci gola czy asysty.
Warta Poznań po 19 kolejkach znajdowała się na względnie bezpiecznym, 13. miejscu w tabeli, a jego odejście zapoczątkowało wielką niemoc Zielonych w ofensywie. Klub zatrudnił w zimowym oknie transferowym Nicolasa Rajsela, Michała Feliksa czy też Krzysztofa Drzazgę, a mimo to żaden z tamtych zawodników nie osiągnął lepszych wyników niż wspomniany Adamski, który zdobył w Warcie zaledwie dwie bramki.
Odejście z Warty posłużyło piłkarzowi. Klub z Poznania stracił prawdziwą perełkę!
Po powrocie do Zagłębia Lubin na wiosnę 2025 roku Rafał Adamski stał się rezerwowym w swojej ekipie i nie miał wielu okazji do gry. Rozegrał tylko siedem spotkań, w trakcie których zaliczył jedną asystę. Jednak po transferze do Pogoni Grodzisk Mazowiecki napastnik z miejsca odpalił jak rakieta, a jego forma zaczęła rosnąć w nieprawdopodobnym tempie. Piłkarz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczął regularnie kolekcjonować kolejne gole.
Były gracz Warty Poznań w pierwszych dziesięciu kolejkach zebrał aż 12 trafień, na co przełożyły się między innymi dwa hat-tricki. Rafał Adamski w Pogoni ponownie stał się pierwszym napastnikiem swojej drużyny i odwdzięczał się swojemu nowemu trenerowi najlepiej jak mógł za okazane zaufanie. Napastnik jesienią zanotował jeszcze jedną fenomenalną serię, kiedy to od 17 października do 21 listopada mógł się pochwalić czterema golami i asystami w pięciu meczach. Finalnie zakończył rundę jesienną w Betclic 1. lidze z aż 11 trafieniami i 10 decydującymi podaniami w 20 meczach. Aż trudno uwierzyć jak fantastycznie dysponowanego piłkarza miała w swoich szeregach przez chwilę Warta Poznań. Obecnie jest on drugim najlepszym strzelcem w 1. lidze.
Napastnik stoi przed presją ogromnych oczekiwań. "To szansa na pokazanie moich możliwości"
Wczoraj wieczorem Rafał Adamski został ogłoszony nowym piłkarzem Legii Warszawa. 24-letni napastnik podpisał ze stołecznym klubem kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2028/29. Był to jeden z najgłośniejszych tematów tegorocznego, zimowego okna transferowego. Dyrektor sportowy "Wojskowych" - Michał Żewłakow - spogląda z optymizmem w stronę dyspocyzji swojego nowego nabytku i liczy na to, że były napastnik Warty Poznań okaże się remedium na problemy drużyny w ofensywie.
- Wiemy, jaka jest sytuacja kadrowa, jeśli chodzi o napastników - obecnie mamy Miletę Rajovicia i Antonio Čolaka. Potrzebujemy kolejnego zawodnika na tej pozycji. Rafał to konkurent, ale też piłkarz, który wykańcza akcje. Może ten transfer wydaje się nieoczywisty, natomiast on udowodnił, że potrafi strzelać i asystować. Mamy nadzieję, że na wyższym poziomie nie zatraci tych umiejętności. Jesteśmy w ciężkim momencie sezonu, Rafał jest dla nas nadzieją, że w kwestii ofensywy zmieni ją bardzo pozytywnie - mówił dla klubowych mediów dyrektor sportowy Legii Warszawa Michał Żewłakow.
Sytuacja odwiecznego rywala Lecha Poznań jest obecnie w opłakanym stanie. Legia Warszawa pogrąża się w coraz większym kryzysie nawet po przyjściu Marka Papszuna. Choć od strefy dającej utrzymanie dzielą ją zaledwie dwa oczka, kolejne wpadki takie jak z Koroną czy nawet Arką Gdynia przysłaniają nadzieje na lepszą przyszłość w tym sezonie. Drużyna trenera Papszuna ma aktualnie drugi najgorszy atak w lidze ex aequo z Piastem Gliwice - gorsza jest tylko wspomniana wcześniej ekipa Arki.
Lepszy wynik zdobytych bramek ma od Legii nawet ostatnia w tabeli ekipa Termalica. Przypomnijmy, że latem stołeczny klub pozyskał najdroższego piłkarza w tym oknie transferowym czyli napastnika Miletę Rajovicia, który póki co wśród rywali budzi tylko śmiech i politowanie aniżeli strach. W Ekstraklasie zdobył tylko trzy gole, a jego konkurent w walce o skład - Antonio Colak - ma tylko dwa trafienia. Presja na Rafale Adamskim będzie w tej rundzie nieporównywalnie większa niż w jakimkolwiek innym dotychczasowym klubie.
Piłkarz jest pewny swoich umiejętności i wartości jakie wniesie do Legii Warszawa. Przypomnijmy jednak, że były piłkarz Warty Poznań na swoim koncie ma już przygodę w Ekstraklasie, której raczej nie zaliczy do udanych. W sezonie 2022/23 rozegrał dla Zagłębia Lubin 19 spotkań na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, trafiając do siatki tylko dwa razy. Potrafił przeplatać występy w pierwszym składzie i wchodząc z ławki, ale zdecydowanie nie nawiązywały one do tego, co prezentował na niższych szczeblach rozgrywkowych. Teraz ma przed sobą szansę na udowodnienie swojego progresu sportowego, o czym mówił po zimowym transferze.
- Cieszę się, że Legia mi zaufała i będę starał się to odpłacić na boisku. To szansa na pokazanie moich możliwości. Jestem typem napastnika, który chce mieć piłkę przy nodze, a nie chce być typowym target-manem. Lubię kreować akcje, moje zadanie to strzelanie goli i asystowanie - mówił były napastnik Warty Poznań.
Komentarze (0)