Dawny rywal Nielsa Frederiksena szuka nowej drogi w karierze
Atmosfera wokół Mateusza Stolarskiego na początku tego lata była wyjątkowo gorąca. Trener Motoru Lublin znalazł się na gorącym krześle po tym, gdy jego drużyna utrzymała się w Ekstraklasie na 12. miejscu w tabeli z ledwie pięciopunktową przewagą nad czerwoną latarnią ligi - Lechią Gdańsk. Niewielu mogło się jednak spodziewać, że jego przygoda z klubem zakończy się w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach.
Tuż przed okresem przygotowawczym Motoru Lublin, w mediach zaczęły pojawiać się informacje na temat tego, że już niebawem posadę Mateusza Stolarskiego przejmie Mariusz Misiura z Wisły Płock. Doszło wtedy do ogromnego chaosu, ponieważ żadna ze stron nie potwierdzała prawdziwości tych wiadomości. Wisła Płock całkowicie zdementowała takie doniesienia, a przedstawiciele Motoru też nie odnosili się jednoznacznie do plotek. Sam Mateusz Stolarski stwierdził natomiast, że o zwolnieniu zupełnie nic mu nie wiadomo, a o całej sprawie dowiedział się z... mediów.
Obie organizacje były zdeterminowane, by przekonać opinię publiczną, że do żadnej zmiany szkoleniowców z ich udziałem nie dojdzie, lecz finalnie informacje podane przez newsmanów się potwierdziły. Mariusz Misiura faktycznie dołączył do ekipy z Lublina mimo zaprzeczeń jednych i drugich. Taki brak transparentności wywołał ogromną dyskusję wśród kibiców, którzy dość jednoznacznie potępili taką postawę wobec trenera Stolarskiego, który w trakcie ostatnich dwóch lat stał się twarzą Motoru. To z nim za sterami drużyna potrafiła zapewnić sobie nawet siódme miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy w kampanii 2024/25, tracąc pięć punktów do piątej Legii Warszawa.
Stolarski był związany z Motorem Lublin w sumie przez cztery lata, bowiem swoją przygodę z tym klubem zaczynał jeszcze jako asystent w 2022 roku u Goncalo Feio. To zresztą właśnie po nim przejął schedę utrzymując klub na czwartym miejscu w tabeli Betclic 1. lidze, prowadząc go w dziewięciu ostatnich kolejkach sezonu zasadniczego 2023/24. To jemu można było zawdzięczać awans do PKO BP Ekstraklasy, bowiem w barażach o te rozgrywki jego zespół ograł po karnych Górnik Łęczna i Arkę Gdynia 2:1 po niezwykle emocjonującym finale.
Wyjatkowe słowa byłego trenera PKO BP Ekstraklasy. "Gra Lecha Poznań mnie inspirowała"
W ostatnim wywiadzie dla "Kanału Sportowego" Mateusz Stolarski między wierszami potwierdził, że jest gotowy na nowe wyzwania w swojej karierze i zadbanie o rozwój umiejętności trenerskich. Po zwolnieniu z Motoru Lublin zaczął mocniej pracować z psychologiem, a także poświęcił czas nauce języków. To jednak nie koniec zmian w jego życiu, bowiem szkoleniowiec zamierza też udać się na staż do... byłego trenera Lecha Poznań! Już niedługo Sindre Tjelmeland stanie przed szansą współpracy ze swoim dawnym przeciwnikiem z PKO BP Ekstraklasy.
Panowie mierzyli się ze sobą czterokrotnie w trakcie ostatnich dwóch sezonów PKO BP Ekstraklasy i były to dość zacięte pojedynki. W debiutanckim starciu Motor ograł Lecha 2:1 na wyjeździe, ale później Kolejorz odwrócił wynik w Lublinie. W minionym sezonie nie było wcale łatwiej, bowiem dziesięciokrotni mistrzowie Polski jesienią zremisowali 2:2, a później wygrali na wyjeździe tylko 1:0.
Mateusz Stolarski w trakcie rozmowy dla "Kanału Sportowego" wypowiadał się o pracy sztabu szkoleniowego Lecha Poznań z dużą estymą, komplementując pracę Nielsa Frederiksena oraz Sindre Tjelmelanda. Przyznał wprost, że gra Kolejorza go inspirowała, a współpraca wspomnianej pary trenerów budziła jego zainteresowanie. W związku z tym Mateusz Stolarski chce być przy Norwegu i w szczególności zobaczyć jak adaptuje się do nowego środowiska, wprowadzając tam swoją filozofię gry.
- Planuje jechać do Sindre [Tjelmelanda] do Molde, ponieważ zawsze gra Lecha Poznań mnie inspirowała. Dodatkowo Sindre jest na początku swojej drogi w nowej drużynie, więc bardzo ceniłem jego pracę razem z trenerem Frederiksenem w Lechu i teraz też fajnie, by było zobaczyć jak on wchodzi do nowego klubu i jak wprowadza swoje rzeczy - mówił w "Kanale Sportowym" Mateusz Stolarski.
Były szkoleniowiec Motoru Lublin poinformował, że umówił się z byłym już asystentem pierwszego trenera w Lechu Poznań, że przyjedzie do Molde, aby obserwować jego pracę. Postać Sindre Tjelmelanda zdaje się być znakomicie dopasowana pod potrzeby trenerskie Mateusza Stolarskiego. Były szkoleniowiec z Ekstraklasy w trakcie swojej przygody w Motorze Lubin pokazał, że bardzo sobie ceni matematykę, liczby, a także właściwe zarządzanie jednostkami - wszystko to, co świadczyło o wyjątkowości pracy Sindre Tjelmelanda. Dodatkowo 33-letni trener Motoru wyznaje filozofię opartą na ofensywnym futbolu, długim utrzymywaniu się przy piłce i próbach dominacji rywali. Te aspekty także stanowiły wizytówkę sztabu Lecha Poznań w ostatnich dwóch sezonach.
Mateuszowi Stolarskiemu nie spieszy się póki co z powrotem na ławkę trenerską i jak widać zamierza on szlifować swój warsztat poprzez współpracę z inspirującymi go szkoleniowcami, czy też poprzez naukę języków.
Były trener Lecha Poznań zaliczył dobre wejście do drużyny. Musi ona ustabilizować formę
Sindre Tjelmeland nie miał wiele czasu na odpoczynek po wielkim sukcesie pod koniec maja, kiedy to w Lechu Poznań obronił mistrzostwo kraju. Już 30 maja zadebiutował w domowym meczu z Sandefjordem, który zdołał nawet wygrać 2:1. Dzisiaj o 16:00 przed ekipą Molde FK stanie kolejne wyzwanie tym razem na wyjeździe przeciwko 13. w tabeli Eliteserien Aalesunds FK.
Do momentu objęcia steru przez Sindre Tjelmelanda, jego nowemu klubowi szło w kratkę w norweskiej Ekstraklasie. Molde wygrało bowiem sześć spotkań i czterokrotnie schodziło z boiska na tarczy. Raz także zremisowało. To nie są wyniki wskazujące na oczywistego pretedenta do tytułu, ale przyjście Sindre Tjelmelanda może jeszcze wszystko odwrócić. Na ten moment drużyna Norwega zajmuje piąte miejsce spośród 16. ekip. Balansujące na granicy strefy spadkowej Aalesunds FK nie powinno w teorii napsuć krwi ekipie trenera Tjelmelanda.
Komentarze (0)