Sunderland nie może ustabilizować formy. "Nikt nie będzie spoglądał w stronę gwiazd"
Co Pana zdaniem sprawia, że obecnie obserwujemy dwie, tak różne twarze Sunderlandu? W Lidze Europy po dwóch meczach ma komplet punktów natomiast w Premier League zajmuje on ostatnie miejsce przegrywając pięć z łącznie siedmiu meczów jak dotąd.
Myślę, że wszyscy w klubie są przekonani co do tego, że Premier League jest dla Sunderlandu najważniejszą kwestią. To są dla niego najważniejsze rozgrywki. Jednocześnie zespół jest przekonany, że ma wystarczającą siłę i głębię składu, by zrobić różnicę w grze w Europie bez negatywnego wpływu na ligę angielską. W pierwszych dwóch meczach Ligi Europy, które zagrali przeciwko AZ Alkmaar i Torreense Sunderland był w stanie przeprowadzić wiele zmian choć nadal zespół musiał bardzo ciężko pracować przeciwko obu tym klubom, by zapewnić sobie zwycięstwo. Równocześnie byli w stanie także oszczędzić najważniejszych zawodników i dać im odpocząć. Wyjątkiem był tylko poprzedni tydzień, kiedy to Xhaka, Mukiele i niektórzy gracze musieli zagrać w meczu z Torreense, które wzięło się do roboty i mocno utrudniło Sunderlandowi życie.
Zatem można się spodziewać tego, że w meczu przeciwko Lechowi Poznań nie wyjdzie zbyt wiele gwiazd w pierwszym składzie? Będą one oszczędzane na kolejny mecz ligowy z Leeds, by tam zwiększyć szanse na ważne zwycięstwo?
Regis Le Bris [trener Sunderlandu przyp. red.] powiedział, że lepiej grać 30 minut niż odbywać sesje treningowe. Teraz musi tym gospodarować. Myślę, że przeciwko Lechowi Poznań wymieni kilku graczy i wprowadzi parę zmian, wdrażając do gry kluczowych zawodników, którzy zaczną spotkanie z Leeds na ławce.
Czy zauważa Pan pewien wyraźny spadek jakości Sunderlandu względem poprzedniego, rewelacyjnego sezonu? Ciekawi mnie wytłumaczenie, dla którego teraz ta drużyna tak kiepsko radzi sobie w lidze, podczas gdy jeszcze niedawno wszystko wyglądało kompletnie inaczej.
Nie ma wątpliwości, że w drużynie jest dużo jakości, patrząc na nią przekrojowo, ale myślę, że Sunderland miał pewne problemy w ostatnich latach. Fani w szczególności byli zatroskani brakiem jakościowych napastników. Władze klubu cierpiały, nie mogąc znaleźć kogoś, kto konsekwnentnie imponuje zdobyczami bramkowymi w kolejnych sezonach i utrzymuje stały, wysoki poziom. Pozycja napastnika to tak naprawdę tylko jeden powód do zmartwień. Kolejnym jest obsada skrzydeł, które miały być spójne i stabilne. Dlatego Sunderland niedawno kupił trzech lub czterech dodatkowych zawodników na te pozycje, którzy niestety do tej pory jeszcze nie zdołali się odnaleźć w drużynie i nie są obecnie dość spójni względem niej. Nie zdołali się odpowiednio wkomponować.
Wracając do tematu tych gwiazd i zmian w wyjściowej jedenastce, jest Pan zdania, że faktycznie to one przechylą szalę na korzyść Sunderlandu, czy raczej w starciu z Lechem Poznań o wyniku zadecyduje ta wspomniana spójność całej drużyny i jej kolektywna praca?
Myślę, że pierwsza jedenastka, która wyjdzie na to spotkanie będzie maksymalnie zdeterminowana, by wygrać mecz z Lechem. Nikt tam raczej nie będzie spoglądał w stronę gwiazd, licząc na to, by to one popchnęły Sunderland do trzech punktów. Nikt nie spojrzy na nie, mówiąc: "dawajcie, pomóżcie nam". Mecz z Torreense w poprzednim tygodniu był bardzo poważnym ostrzeżeniem, bo po godzinie gry każdy widział, że drużyna nie prezentuje się dość dobrze. Sądzę, że Regis Le Bris będzie priorytetyzował ten mecz, wejdzie do szatni i powie: "Miałeś swoją szansę w poprzednim tygodniu, ale daję ci dzisiaj wieczorem jeszcze jedną. Musisz się jednak naprawdę wykazać. Musisz zacząć pokazywać mi, że masz prawo przyjść do mnie, zapukać do drzwi i zapytać, dlaczego nie gram w pierwszym składzie. Aby to jednak zrobić, musisz wyjść na boisko i udowodnić mi to przeciwko Lechowi Poznań". Tak wyobrażam sobie obecną sytuację.
Skoro jesteśmy w temacie trenera to chciałbym zapytać o nastroje wokół niego. Sunderland jest na dnie Premier League, ma serię czterech porażek z rzędu w tych rozgrywkach, a nigdzie nie widziałem informacji o tym, że posada trenera jest zagrożona. W angielskich mediach jest podnoszony taki temat? Czy Regis Le Bris nosi na swoich barkach jakąkolwiek presję przed tym meczem, że jeżeli nie wywiezie korzystnego wyniku to może liczyć się ze zwolnieniem?
Myślę, że to dobre pytanie. Kiedy spojrzymy sobie na ostatnie sezony Premier League, kiedy Wolverhampton, Burnley czy West Ham i inne drużyny znajdowały się na samym dnie tabeli po pierwszych kolejkach, to faktycznie decydowały się na zmianę trenerów. Taki jest futbol i nie można tego negować. Sunderland znajduje się na ostatnim miejscu w, tak jak wcześniej powiedziałem, najważniejszych dla siebie rozgrywkach. Ta presja nałożona na barki trenera nie jest jednak aż tak wyraźna, ale na pewno jest on jej świadomy. Na pewno nie unika jej każdego dnia. Po meczu z Bournemouth powiedział mi, że jest zawsze skoncentrowany, ale sądzę, że ma wszelkie powody do tego, by odczuwać presję. Wiąże się ona jednak przede wszystkim z pozostaniem w Premier League, bowiem ten aspekt oddziałuje na kwestie sportowe, wsparcie kibiców, a także finansowanie. Do tego dochodzi też jeszcze fakt, że grasz w europejskich pucharach. Poziom presji, jaki odczuwa obecnie trener jest wielkim znakiem zapytania. Nadchodzący mecz przeciwko Leeds jest niezwykle istotny. Gdyby Sunderland go przegrał, Regis Le Bris natychmiast znalazłby się w centrum uwagi. Kolejne starcie przeciwko Coventry nie będzie pod tym względem inne - szczególnie znając historię rywalizacji tych dwóch klubów.
Sytuacja w Premier League jest krytyczna."Musimy oczyścić atmosferę wokół siebie"
Spodziewa się Pan, że biorąc pod uwagę styl gry Lecha i Sunderlandu ten mecz będzie przypominać walkę psów? Zobaczymy bokserski pojedynek, gdzie każda ze stron wyjdzie na siebie maksymalnie wysoko?
Na tyle, na ile znam Poznań i towarzyszącą drużynie atmosferę spodziewam się trudnego spotkania. Dla Sunderlandu to będzie fizyczne wyzwanie, a już zwłaszcza mentalne dla najmłodszych graczy. Sunderland jest zespołem, który nie boi się konfrontacji, bo ma w zespole między innymi zawodników, którzy mają doświadczenie z rywalizacji w Europie. Kimś takim jest chociażby Noah Sadiki, który sprawdzał się też w starciach reprezentacji. Myślę, że wszyscy są świadomi tego, że ten mecz przeciwko Lechowi będzie bardzo, ale to bardzo inny od tego rozgrywanego przeciwko Torreense i bardzo inny od tego przeciwko AZ Alkmaar, który był małym zespołem, grał często piłką i próbował przeszywać podaniami Sunderland. Myślę, że zobaczymy zatem trzy, bardzo różne style gry na przestrzeni ostatnich meczy Sunderlandu w Lidze Europy.
Wspomniał Pan o tych problemach Sunderlandu związanych z napastnikami, ale sytuacja wygląda także słabo w obronie z powodu braków kadrowych. Co Pana zdaniem stanowi obecnie większy problem dla zespołu i który aspekt gry stanie się najbardziej decydujący dla przebiegu spotkania po stronie drużyny trenera Le Brisa?
Myślę, że defensywa będzie prawdopodobnie bardziej istotna przy braku jakościowych napastników. Zgaduję, że w pierwszym składzie na Lecha znów wyjdzie Timur Tuterov tak samo jak w poprzednim tygodniu. Jest bardzo młody, nie zagrał zbyt wielu meczów, a swój debiut zaliczył w starciu z Bournemouth [18 października 2026 przyp. red.]. To było dla niego trudne między innymi z tego względu, że w jego trakcie został też ściągnięty z boiska. Sądzę, że w meczu z Lechem bardzo duży nacisk zostanie położony na zachowanie czystego konta. Na tym Sunderland będzie chciał się budować.
Jak ważny jest ten mecz z perspektywy Sunderlandu, jego kibiców i środowiska angielskiego futbolu? Jaką wartość za sobą niesie? Istnieje w kraju takie przekonanie, że zagwarantujecie sobie tu pewne zwycięstwo jako drużyna z Premier League, czy jednak nie jesteście tak pewni siebie?
Myślę, że drużyna jest zawsze pewna siebie. To, co ją wyróżniało w poprzednim sezonie to stała wiarę w potencjał zawodników i w ich umiejętności. Nigdy nie kwestionowali swoich możliwości, pracy oraz samych siebie. Kiedy fani obawiali się o pewne personalia i dopasowania ich do składu, zawodnicy nigdy się nad tym nie zastanawiali i nie kwestionowali danych wyborów. Po zakończeniu sezonu zawodnicy zjednoczyli się, mówiąc sobie: "idziemy po Europę i pracujemy nad naszą pozycją w tych rozgrywkach". Ta drużyna dokonała czegoś, o czym fani Sunderlandu nawet nie marzyli, że to się stanie. Siódme miejsce i awans do europejskich pucharów było podyktowane w dużej mierze tą głęboką wiarą w siebie, którą ten zespół posiada. Zawodnicy, którzy przybyli tu latem zeszłego roku nie posiadali żadnego bagażu doświadczeń związanego z tą ekipą. Nie znali historii Sunderlandu i przybyli do niego z czystą kartą. W trakcie całego sezonu zbudowali w sobie tę wiarę we własne możliwości.
Teraz jednak wydaje się, że wszystko się tak nagle załamało. A przecież latem w gruncie rzeczy pozornie nie zmieniło się aż tak wiele.
Spotkanie po meczu z Bournemouth i wspólna rozmowa po rozczarowującym wyniku pokazuje, że członkowie zespołu mają bardzo silną relację. Są ze sobą mocno związani i byli wręcz zaskoczeni, że to wszystko rozpadło się tak nagle. Uznali, że muszą wrócić na dobrą drogę, co sprawia, że muszą też na ten temat rozmawiać. Sądzę, że wypowiedzi Noah Sadika i Regisa Le Brisa na konferencji prasowej były jednoznaczne: musimy oczyścić atmosferę wokół siebie, musimy znów znaleźć się na dobrej drodze i ze sobą rozmawiać.
Odstawiając na bok samą Premier League, jak wysoko jest sufit Sunderlandu w Lidze Europy? Te ostatnie zwycięstwa napędzają drużynę i sprawiają, że realnie myślicie o wygranej w tych rozgrywkach czy podstawowym celem jest tylko awans do fazy pucharowej?
Zawodnicy pewnie odpowiedzieliby tobie, że celem jest finał. Patrząc jednak na sprawy z praktycznego punktu widzenia, brytyjskie zespoły prezentowały się dość dobrze w trakcie ostatnich sezonów w Lidze Europy. Bournemouth czy Crystal Palace mocno wierzą, że mogą zajść daleko w turniejach europejskich. Nie sądzę, że istnieje jakikolwiek powód, dla którego Sunderland miałby nie znaleźć się chociażby w ćwierćfinale Ligi Europy. Myślę, że w samym klubie są przekonani, że mogą sięgnąć także po półfinał czy nawet finał.
Dziennikarz BBC nie może doczekać się "The Poznań". "Jesteśmy świadomi waszej kultury kibicowskiej"
Na sam koniec chciałbym zapytać o atmosferę wokół meczu i to, jakie wrażenie ona robi na ludziach, którzy przybywają tu z najlepszej ligi świata, kolebki piłki nożnej. Wasza kultura stadionowa znajduje się na zupełnie innym poziomie, a mimo to zaczerpnęliści od nas akcję "The Poznań". Jakie emocje towarzyszą wam przed meczem w miejscu, gdzie ona faktycznie powstała i będziecie mogli ją zobaczyć na żywo?
Angielscy fani wiedzą wszystko o "The Poznań". Śmialiśmy się w samolocie, kiedy to lądując widzieliśmy ten wielki baner na zewnątrz budynku lotniska z napisem "Do The Poznań". Jesteśmy świadomi waszej kultury kibicowskiej - oglądamy filmiki, widzimy wasze oprawy, słyszymy głośność dopingu i ryk trybun. Trzeba jednak przyznać, że większość osób w Anglii nie ma pojęcia, gdzie geograficznie leży Poznań. To staje się dopiero oczywiste, kiedy przyjeżdża się do Polski, ale ogólnie nie znają ani kraju, ani miasta. Wszyscy jednak wiedzą, co oznacza "Do The Poznań", bo stało się to częścią historii piłki nożnej.
Sądzi Pan, że dla piłkarzy Sunderlandu "The Poznań" może stać się wyjątkowe tak jak dla samych kibiców?
Myślę, że tak będzie. W końcu wszyscy tak naprawdę jesteśmy fanami piłki nożnej. W trakcie ostatnich lat wykształciło się wiele takich akcji kibicowskich jak chociażby te Islandii czy teraz Norwegii, która wykonywała "rowing". "The Poznań" stało się elementem kultury piłki nożnej. Fani futbolu zapamiętują takie rzeczy, implementują je. W Anglii tę akcję przejął Manchester City, dla którego "The Poznań" stało się częścią kultury. Sądzę, że takie symbole, unikatowe gesty są dla klubów bardzo ważne. Mogą one potem rezonować także na inne grupy kibiców.
Jest Pan zdania, że ten ogłuszający ryk 40 tysięcy gardeł na stadionie, wsparcie kibiców i ogólna atmosfera wokół meczu ma szansę stać się jakkolwiek tajną bronią Lecha Poznań przeciwko wam?
Do momentu, gdy zawodnicy się z nią nie skonfrontują może faktycznie tak być. Myślę, że nie wiemy jeszcze dość dobrze czego się spodziewać. W przypadku Sunderlandu często mówimy o obecności 48 tysięcy kibiców na naszym stadionie. Generują oni taką atmosferę, która potrafi przytłaczać drużyny gości - jest bardzo głośno, wręcz zastraszająco. Myślę, że taka liczba kibiców potrafi oddziaływać na zachowania przyjezdnych. Podchodzimy do sprawy w sposób bardzo świadomy. 40 tysięcy na stadionie zapewni ogromny hałas. Wszystko, co się wiąże z postawą kibiców sprawi, że odczucia będą bardzo unikalne, a my doświadczymy czegoś, czego nie widzieliśmy i nie czuliśmy wcześniej.
Komentarze (0)