Młodzieżowiec nie przekonał w Lechu Poznań. Na znaczeniu zyskał dopiero po opuszczeniu Bułgarskiej
Przełom 2025 i 2026 roku to czas nagłej eksplozji formy Mateusz Żukowskiego. Piłkarz ten występował w barwach Lecha Poznań w trakcie sezonu 2022/23 dołączając do niego w ramach wypożyczenia ze szkockiego Glasgow Rangers. Młody zawodnik nie odgrywał tam jednak żadnej istotnej roli w kontekście pierwszego zespołu. W Ekstraklasie zagrał zaledwie trzy mecze spędzając na boisku w sumie 70 minut.
Zamiast tego młodzieżowiec regularnie występował jako członek wyjściowych składów w zespole rezerw Lecha Poznań w Betclic 2. lidze. Żukowski zagrał tam 13 z 34 spotkań, w czasie których drugi zespół Kolejorza wygrał cztery razy, zremisował w sześciu spotkaniach, a w trzech poniósł porażkę. Po tamtym sezonie władze klubu nie wiązały już z piłkarzem żadnych nadziei i bez żalu oddały go do Glasgow Rangers.
Tam jego pobyt trwał tylko chwilę, bo po zawodnika latem 2023 roku zgłosił się Śląsk Wrocław. "Wojskowi" zaczęli wykorzystywać go regularnie na lewym skrzydle i zdecydowanie częściej korzystali z jego usług w pierwszej drużynie niż lechici. W debiutanckiej kampanii dla Śląska rozegrał 27 spotkań i zdobył jednego gola, co było dość znaczącym przeskokiem, biorąc pod uwagę poprzednie sezony. Jego licznik pokazywał na koniec rozgrywek Ekstraklasy 1,2 tysiące minut.
Piłkarz sięgnął ze Śląskiem po wicemistrzostwo, a w kolejnej kampanii tylko umocnił swoją pozycję. Był już nieodłącznym elementem planów w kontekście układania wyjściowych jedenastek i regularnie rywalizował od pierwszej do ostatniej minuty w Ekstraklasie, ale też w Lidze Konferencji Europy. "Wojskowi" na koniec poprzedniego sezonu w nieprawdopodobnych okolicznościach spadli z najwyższej klasy rozgrywkowej, ale młody skrzydłowy opuścił tonący statek wraz z końcem lata. Po rozgrywkach 2024/25 miał na koncie w sumie 37 meczów, dwa gole, pięć asyst i 2,7 tysiace minut.
Nieprawdopodobna zima w wykonaniu byłego gracza Kolejorza. Jego skuteczność jest powalająca
Piłkarz znów spróbował szczęścia za granicą, ale początkowo musiał uzbroić się w cierpliwość. Do Magdeburga, występującego na zapleczu niemieckiej Bundesligi, dołączył zmagając się w tym samym czasie z poważną kontuzją stopy, która wyłączyła go z gry na siedem kolejek od września do listopada. Potem jednak, gdy już wrócił do dyspozycji trenera, natychmiast stał się pierwszoplanową postacią, grając w pełnym wymiarze czasowym. W nowym zespole przekwalifikowano go na środkowego napastnika, co przyniosło piorunujące efekty. Grudzień w jego wykonaniu stał się zwiastunem fenomenalnej formy strzeleckiej, którą kibice mogą podziwiać właśnie teraz
Mateusz Żukowski od 13 grudnia do 24 stycznia zdobywał po jednej bramce w kolejnych czterech meczach z rzędu! To on niemalże dał zwycięstwo swojej drużynie w starciu z Holstein Kiel, trafiając na 3:2 w ostatecznie zremisowanym 3:3 meczu. Ponadto dał też chociażby swojej drużynie prowadzenie w meczu z Dynamo Dresden, który Magdeburg przegrał finalnie 1:2. Od 14. do 19. kolejki, czyli w sumie w sześciu starciach, zdobył sześć trafień, ale prawdziwe ofensywne show z jego strony nadeszło wczoraj z Greuther Furth.
Wynik tej rywalizacji był iście hokejowy - 5:4 dla Magdeburga. To jednak nie sam wynik, a wyczyn Żukowskiego stał się najgłośniejszym tematem w mediach. Były piłkarz Lecha Poznań odnotował wtedy hat-tricka... już w pierwszej połowie! Piłkarz potrzebował na to nieco ponad kwadransu, trafiając w 15., 29. i 33 minucie. Po pierwszej połowie Madgeburg prowadził aż 5:1 dzięki wydatnej pomocy Żukowskiego.
Kapitalne wrażenie zrobiły również jego pomeczowe liczby: trzy celne strzały i trzy gole, a także najwyższa nota 10 wystawiona przez portal "Sofascore". Były zawodnik Lecha Poznań wygrał także dwa z trzech pojedynków w defensywie, a ponadto odnotował 57% celności podań. Wysiłki Polaka doprowadziły do tego, że obecnie odnotowuje on dziewięć goli w dziewięciu meczach dla Magdeburga.
To daje mu siódme miejsce w kwalifikacji strzeleckiej 2. Bundesligi, dzięki czemu traci tylko trzy trafienia do lidera rozgrywek - Isaca Lidberga. Dla porównania Dawid Kownacki ma w tym roku zaledwie trzy trafienia w 13 meczach dla Herthy Berlin. W kontekście pracy Mateusza Żukowskiego należy dodać, że zawodnik ten, jak zauważył dziennikarz Eleven Sports Tomasz Urban, z dziewięciu klarownych okazji strzeleckich wykorzystał aż siedem z nich, czym procentowo nie ma sobie równych pod tym względem w lidze.
Dziennikarze i eksperci chcą go w kadrze. Kiedy jak nie teraz?
Nie jest on jedynym przedstawicielem mediów, który rozpływał się w zachwytach nad formą napastnika. Część ekspertów wieszczy mu rychłe powołanie do reprezentacji Polski w związku z jego imponującymi wynikami. Tomasz Włodarczyk - redaktor naczelny kanału "Meczyki.pl" - mówi, że ten pomysł jest "co najmniej do rozważenia". Piotr Dumanowski - komentator Eleven Sports - w swoich mediach społecznościowych pisał o zawodniku per "bomber na baraże". Natomiast Bartosz Wieczorek z TVP Sport określał jego formę, jako tą życiową.
Jeśli Żukowski utrzyma tak wysoką dyspozycję, Magdeburg będzie miał bardzo duże szanse na opuszczenie obecnego 13. miejsca i rozpocznie marsz w górę tabeli. Klub utrzymuje ledwie dwa oczka przewagi nad czerwoną latarnią ligi - Arminią Bielefeld - w związku z czym dobra forma Mateusza Żukowskiego jest jak manna z nieba. To właśnie ze wspomnianą ekipą Magdeburg stoczy kolejny pojedynek, który pozwoli mu zwiększyć szansę na oddalenie się od zagrożonej pozycji.
Nie wiadomo jednak czy piłkarz wystąpi w kolejnym starciu ze względu na to, że musiał przedwcześnie opuścić piątkowy mecz z powodu problemów mięśniowych w samej końcówce.
Komentarze (0)