reklama

Karnych nie było. Pucharu nie będzie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Piotr Skrzypek

Karnych nie było. Pucharu nie będzie - Zdjęcie główne

foto Piotr Skrzypek

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Piłka nożna To już pewne. Piłkarze Lecha Poznań nie zrealizują w stu procentach planów sportowych na ten sezon. Podopieczni Mariusza Rumaka rywalizację o Puchar Polski zakończyli na ćwierćfinale. Na własnym stadionie przegrali z Pogonią Szczecin tracąc gola w ostatniej minucie dogrywki.
reklama

 

Trudno jest oddać słowami to co jest w szatni w głowach i sercach moich piłkarzy. Wydawało się, że w dużej mierze kontrolowaliśmy to, co było na boisku. A zdarzył się scenariusz najgorszy z możliwych, bo straciliśmy bramkę w 119. minucie. Więc dzisiaj na pewno nas to wszystkich mocno boli

- przyznał po meczu Mariusz Rumak, trener Lech Poznań.  

I trudno się z poznańskicm szkoleniowcem nie zgodzić. To był najgorszy scenariusz z możliwych.

Pragmatyzm przede wszystkim

Pierwsza połowa dokładnie pokazała, jaki obraz rywalizacji będziemy mieć nieprzyjemność oglądać przy ulicy Bułgarskiej. Mecz toczył się w środku pola i obie drużyny bardziej stawiały na posiadanie niż na atakowanie bramki za wszelką cenę. Dość powiedzieć, że obie drużyny swoje pierwsze groźne strzały oddały dopiero w 20. minucie spotkania. To nie wróżyło zaciekłej rywalizacji o bramki. Najpoważniejsze zagrożenie po stronie gospodarzy w pierwszej połowie stwarzał Radosław Murawski, który dwukrotnie z dystansu postraszył bramkarza przyjezdnych. Jego pierwsza próba strzału skończyła się nawet przepiękną bramką, ale faul Velde sekundę wcześniej uniemożliwił przyznanie „niebiesko-białym” bramki.

Wzorowa postawa obrońców

Obraz meczu nie zmieniał się przez cały podstawowy czas gry. Sytuacja patowa towarzyszyła obu zespołom przez 119 minut. Najbardziej newralgicznym obszarem było koło środkowe. Lech popełniał proste błędy w rozegraniu i w niefrasobliwy sposób obchodził się z piłką przez co miał problemy ze stworzeniem składnej akcji. Pogoń natomiast przegrywała z Lechitami w środku pola dzięki świetnej pracy fizycznej środkowych pomocników gospodarzy. Jej jedynymi szansami ataku były nagłe kontry po przechwycie. Lech natomiast ponownie stawiał na skrzydłowych. Niebagatelną, godną wszelkich pochwał rolę spełniali stoperzy obu drużyn. Salamon i Malec byli fundamentalnymi jednostkami w swoich ekipach i to dzięki nim wynik pozostawał otwarty przez prawie 2 godziny! Obaj panowie wykazywali się charakterem i co ważniejsze efektywną grą w wysokim pressingu. Często pełnili rolę pierwszego rozgrywającego, realnie napędzającego akcje.

Zło konieczne


Obie drużyny nie zachwycały swoją dyspozycją w ofensywie. Kristoffer Velde i Dino Hotić dwoili i troili się w ataku, ale nie rozstrzygnęli rywalizacji na boisku mimo licznych szans. Trener Rumak miał jednak pewien powód do dumy. Po raz kolejny tak jak w meczu ze Śląskiem udało się niemal w zupełności wyłączyć z gry największe zagrożenie jednostkowe po stronie rywali. Rola Kamila
Grosickiego została zmarginalizowana. Tylko raz udało mu się zagrozić bramce Filipa Bednarka, ale szczęśliwie dla bramkarza przestrzelił. Jeśli szukać pozytywów to właśnie w regularnym, skutecznym wyłączaniu z gry gwiazd rywali. To jednak nie zmienia faktu, że Kolejorz miał możliwość rozstrzygnięcia meczu, a mimo to fatalna nieskuteczność atakujących m.in zadecydowała o końcowym wyniku. Wpływ na zerową skuteczność atakujących Lecha miała także z pewnością fenomenalna dyspozycja Cojocaru – bramkarza Pogoni.

Skaza

Bramka, która padła w dosłownie ostatniej minucie była konsekwencją znacznie bardziej złożonych wydarzeń niż słabego krycia Kvekveskiriego. Filip Marchwiński i Filip Szymczak byli wyraźnie przemęczeni i nie wywiązywali się ze swoich zadań. Kristoffer Velde oraz Dino Hotić nie wykorzystywali okazji, wciąż nie wprowadzając nieprzewidywalności. Nieskuteczność Lecha była niepodważalna, ale do grona antybohaterów tego spotkania możemy także zaliczyć samego trenera, który przez większość meczu sprawiał wrażenie zwycięzcy w tej partii szachowej. Dogrywka była jednak sądnym momentem dla losów Lecha w pucharze. Zmiany trenera Rumaka przyszły zbyt późno, drużyna była wyraźnie pozbawiona energii oraz świeżości a na dodatek mało efektywna w każdej fazie gry. Pogoń łatwo łapała wiatr w żagle, a drużyna Lecha wyglądała, jakby nie wiedziała, jaką taktykę przyjąć względem rozpędzonych graczy ze Szczecina.

Złość miesza się z niedosytem, bo to był bardzo wyrównany mecz. Pogoń miała chyba więcej woli walki w końcówce spotkania, my popełniliśmy błąd. No i odpadamy

- mówił Filip Bednaek, bramkarz Lecha Poznań.

Tu duma być kapiranem takiej drużyny, charakternej, walczącej do końca. Ciężką pracą idziemy krok po kroku do celów, po marzenia. Cieszę się, że nie było karnych, bo karne to zawsze loteria. Już nawet się zastanawiałem jak będę tego karnego strzelał. Cieszę się, bo spotkanie było wyrównane. Pierwsza połowa z naszą przewagą, miałem stuprocentową sytuację, której nie wykorzystałem. W drugiej Lech zaczął grać szybciej i też mógł strzelić

- dodał Kamil Grosicki w rozmowie z reporterką Polsatu Sport.

Ostatnia prosta

Następne spotkanie Lecha z Rakowem na wyjeździe będzie niezwykle interesujące. Te dwie drużyny odpadły z Pucharu Polski.. Pojedynek obu ekip będzie z pewnością kipiał żądzą odwetu i odzyskania uznania w oczach kibiców. Mecz ten odbędzie się 3 marca w niedzielę o godzinie 17:30.

Lech Poznań - Pogoń Szczecin 0:1 (0:0, 0:0)
Bramki: Joao Gamboa 119

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama