Blaski i cienie bycia legendą Lecha Poznań. "Czasami jest tego zbyt wiele"
Legenda Lecha Poznań ma ważny kontrakt z Lechem Poznań jeszcze przez dwa lata, a więc nie znajduje się wśród zawodników, którzy za kilka miesięcy zasiądą na gorącym krześle. W rozmowie z Konradem Witkowskim podkreślił swoje przywiązanie do klubowych barw twierdząc, że wszystko, co robi w meczu czy na treningu ma na celu przede wszystkim dobro Kolejorza. Jego imponujące występy i osiągnięcia nie są umotywowane potrzebą wywalczenia sobie transferu czy nowej umowy, co jak twierdzi zdejmuje z niego część presji.
- Wiem, jak działa ten biznes. Szefowie klubu nie zaproponowali mi dwa razy przedłużenia kontraktu, ponieważ stwierdzili, że dobrze wyglądam z brodą. Jestem świadomy, że podstawą są występy na boisku. Mój kontrakt wygasa latem 2027. Jeśli nadal będę wywiązywać się z obowiązków, będę czuć się dobrze fizycznie i dostanę propozycję, rozważę ją w pierwszej kolejności. Lech zawsze będzie mieć pierwszeństwo. Jednak w przypadku gdy klub uzna, że już nie spełniam oczekiwań, nie porzucę futbolu, bo podoba mi się w Poznaniu. To żadna tajemnica, że czujemy się tutaj bardzo dobrze. Dlatego niczego nie wykluczam - mówił w rozmowie dla tygodnika "Piłka Nożna" najlepszy zagraniczny piłkarz minionego roku.
Taka wypowiedź z pewnością dodaje otuchy fanom Kolejorza, którzy liczą na to, że przygoda Szweda z Lechem Poznań będzie trwała jak najdłużej. Szczególnie, że piłkarz stawia wyżej sukcesy drużynowe od tych indywidualnych, a trzeba przyznać, że w tym sezonie seryjnie kolekcjonuje kolejne wyróżnienia czy rekordy. Od Ishaka, jak na wzorowego kapitana przystało, bije przede wszystkim altruizm. Wszelkie nagrody indywidualne są jedynie dodatkiem, natomiast priorytetem pozostaje mistrzostwo kraju, najwyższe miejsce w europejskich pucharach oraz sam rozwój klubu.
- Kiedy od czasu do czasu ktoś z rodziny zadzwoni i powie mi o jakimś rekordzie bądź sam o tym przeczytam, jestem z tego bardzo dumny. Jednak na co dzień nie chcę brać wszystkiego do siebie. Koncentruję uwagę na kolejnym meczu, obronie mistrzostwa, następnym rywalu w Europie. Trudno mi w tym momencie analizować, którą zajmuję pozycję wśród najskuteczniejszych obcokrajowców w historii Ekstraklasy albo ilu brakuje mi goli, żeby zostać najlepszym strzelcem dla polskiego klubu w pucharach. Naprawdę o tym nie myślę. Patrzę na tę kwestię podobnie jak na indywidualne nagrody: miejsce w takich zestawieniach docenia się bardziej, gdy jest się nieco starszym. To będzie miało duże znaczenie. Możemy porozmawiać w dniu, w którym będę wieszać buty na kołku, i wtedy pewnie wyrażę, jak jestem szczęśliwy z powodu tych wszystkich osiągnięć - stwierdził Mikael Ishak w rozmowie z Konradem Witkowskim.
Mikael Ishak zaskoczył jednak wypowiedzią dla tygodnika "Piłka Nożna", mówiąc, że pierwotnie przypuszczał, iż pogra przy Bułgarskiej przez sezon albo dwa, by następnie ruszyć dalej. Jak sam stwierdził, tak długiego pobytu w Lechu nie było w planach, ale finalnie nie żałuje tamtej decyzji, wiodąc w Poznaniu szczęśliwe życie wspólnie ze swoją rodziną. Jednocześnie piłkarz nie omieszkał jednak wspomnieć o tym, że blask jego sławy w środkowisku Kolejorza potrafi też negatywnie odbić się na jego rodzinie.
- Kiedy występujesz w takim klubie jak Lech, jest niesamowicie, o ile wszystko idzie dobrze – zdobywasz bramkę i 40 tysięcy ludzi skanduje twoje nazwisko. Jeżeli sprawy sportowe się nie układają, jest wręcz przeciwnie, odczuwasz coraz większe napięcie. Kibice są dla mnie wspaniali, jeśli chodzi o wspieranie i okazywanie pozytywnych uczuć. Jednak, szczerze mówiąc, czasami jest tego zbyt wiele, gdy spędzam czas z rodziną. Dla mnie nie stanowi problemu zrobienie zdjęcia, podpisanie czegoś czy zamienienie paru zdań. Tyle że w niektórych sytuacjach to wpływa na moich bliskich. Na przykład kiedy jadę z dzieckiem na trening i nie mogę go obserwować. Syn spogląda na mnie, tymczasem ja jestem zajęty innymi sprawami. Nie czuję się z tym dobrze. Trening syna powinien być w całości czasem dla niego, a nie jest. Postanowiłem unikać takich sytuacji. Nie wszystko ma kręcić się wokół mnie. Dlatego do tej pory nie zabrałem synów w miejsce, gdzie powstał mural z moim wizerunkiem. Uważamy z żoną, że kiedy wspólnie spędzamy czas z dziećmi – co robimy tak często, jak to możliwe – nie powinno być tak, że jedziemy zobaczyć ścianę budynku, na której jestem ja - dzielił się odczuciami piłkarz w rozmowie z Konradem Witkowskim.
Lider Lecha nieustannie szuka pola do rozwoju. "Kieruję się przede wszystkim uczciwością"
Mikael Ishak, mimo różnych problemów, niezmiennie jest bardzo oddany drużynie, co wyraźnie pokazuje na boisku. Mimo 32 lat na karku, Szwed haruje w pocie czoła w każdej strefie i w każdej fazie gry. Wraz z biegiem lat wydaje się, że jest on jeszcze bardziej mobilny i kompletny, mogąc z powodzeniem pełnić rolę rozgrywającego w środku pola. Świetnie odnajduje się również w wysokim pressingu, który jest jednym z głównych punktów filozofii Nielsa Frederiksena. Ishak odpowiedział na pytanie, czy czuje, że taka intensywność w tej fazie gry kosztuje go więcej wysiłku niż kilka lat temu.
- Nie mam z tym problemów, czuję, że moje ciało potrafi się dostosować. Organizm adaptuje się do stylu, w jakim chcesz grać. Zawsze lubiłem dużo pracować w odbiorze, angażować się także w defensywę, nigdy nie byłem typem napastnika wyłącznie czekającego na piłkę. Jednocześnie muszę brać pod uwagę, czego oczekują trenerzy, postępować zgodnie z ich instrukcjami - zaznaczał drugi najlepszy napastnik PKO BP Ekstraklasy.
Z pewnością rozwój w kontekście dyspozycji legendy Lecha widać także w podejściu do swoich kolegów. Szwed dawał do zrozumienia w trakcie wywiadu dla tygodnika "Piłka Nożna", że jako kapitan i najstarszy gracz w zespole jest przedłużeniem ręki trenera. Mówił, że wymaga, by wszystko działo się według planu ustalonego przez sztab szkoleniowy i potrafi być w tym nieustępliwy. Legenda Kolejorza dąży jednak do tego, by w tej dziedzinie znaleźć balans w kontekście uczciwości wobec kolegów, co jest dla niego jedną z najwyższych wartości.
- Mam pewne oczekiwania i z tego powodu niektórzy mogli sądzić, że bywam trochę niesprawiedliwy. Myślę jednak, że z biegiem lat, przy szerszym spojrzeniu, zrozumieli, iż kieruję się przede wszystkim uczciwością. Jestem również od tego, aby niekiedy przeprowadzić trudną indywidualną rozmowę. Zdarza się, że jest ona konieczna - informował lider Kolejorza.
Choć obecnie mówimy o minionym roku w wykonaniu Mikaela Ishaka jako o najlepszym w dotychczasowej karierze pod względem liczb, sam napastnik wciąż widzi pole do poprawy w swojej grze. W rozmowie dla tygodnika "Piłka Nożna" stwierdził, że nadal chciałby się rozwijać pod względem gry głową, celności strzałów, skuteczności wykonywania rzutów karnych czy też finalizowania akcji. Lider Lecha Poznań dąży do perfekcji nawet w tych aspektach, które dziś stanowią o jego sile i jakości. Mikael Ishak podkreślił, że wciąż uczy się także nowych elementów w kontekście lepszego zarządzania drużyną jako jej lider i najstarszy zawodnik.
- Kiedy znajdujesz się w szatni, należysz do zespołu. Wiek nie ma w tym kontekście znaczenia. Różnica między mną a najmłodszymi chłopakami w drużynie wynosi pewnie 12-13 lat, lecz to nie wpływa na moje podejście. Na placu gry każdy realizuje swoje zadania; mogę krzyknąć, zwrócić uwagę młodemu zawodnikowi, ale on ma takie samo prawo w stosunku do mnie. Oczywiście poza boiskiem, w szatni musi istnieć szacunek. Pod tym względem młodzi Polacy są fantastyczni, porządnie wychowani, zachowują się właściwie wobec starszych, co jest bardzo istotne. Również w tym zakresie akademia Lecha wykonuje świetną pracę - komplementował szkoleniowców szwedzki napastnik.
Komentarze (0)