Dwie zmiany w składzie
Trener Niels Frederiksen zdecydował się na dokonanie dwóch zmian w wyjściowym składzie względem zremisowanego cztery dni wcześniej ligowego meczu z Cracovią. Miejsce Filipa Jagiełły w środku pola zajął defensywnie usposobiony Radosław Murawski, a nieobecnego w kadrze meczowej Leo Bengtssona zastąpił Luis Palma. Mając w pamięci spustoszenie, jakie pod bramką Kolejorza siał w pierwszym meczu wahadłowy mistrza Danii, Frederik Emmery, trener Poznaniaków postawił od 1. minuty na Roberta Gumnego kosztem Joela Pereiry.
Goście do rewanżu przy Bułgarskiej przystąpili natomiast bez jednego ze swoich najważniejszych zawodników - zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w kadrze meczowej zabrakło bowiem Gifta Linksa. Na ławce rezerwowych zasiadł były piłkarz Lecha Poznań, Rasmus Carstensen, a pewnym zaskoczeniem mógł być fakt, że trener Aarhus GF, Jakob Poulsen, postawił od 1. minuty na Jamesa Bogere - 18-letniego napastnika rodem z Ugandy.
Goście lepsi do przerwy
Lechici mogli rozpocząć środowy mecz od bardzo mocnego uderzenia. Już po 120 sekundach strzał na bramkę gości oddał bohater pierwszego meczu, Patrik Walemark. Z próbą Szweda pewnie poradził sobie jednak golkiper Aarhus, Mads Hedenstad. W 4. minucie przed dogodną okazją do otwarcia wyniku stanęli natomiast przyjezdni - uderzenie Tobiasa Becha z rzutu wolnego zatrzymało się jednak na murze złożonym z piłkarzy w niebiesko-białych barwach.
Kolejne minuty polsko-duńskiej rywalizacji przebiegały w nieco spokojniejszej atmosferze. Przy piłce częściej utrzymywali się zawodnicy Aarhus - podopieczni Nielsa Frederiksena starali się natomiast odgryzać gościom szybkimi kontratakami. W 18. minucie gry Robert Gumny rozegrał dwójkową akcję z Patrikiem Walemarkiem, a następnie posłał miękkie dośrodkowanie wprost na głowę Mikaela Ishaka. Ze strzałem kapitana Kolejorza znakomicie poradził sobie jednak bramkarz przyjezdnych, efektownie przerzucając piłkę ponad poprzeczką.
Lechici mieli jednak jeszcze rzut rożny. Piłkę w pole karne posłał Luis Palma, a sędzia z Albanii dopatrzył się zagrania ręką jednego z piłkarzy Aarhus i ku uciesze ponad 35-tysięcznej publiki wskazał na jedenasty metr. Chwilę później został jednak przywołany do monitora, a po krótkiej analizie odwołał swoją pierwotną decyzję.
Choć podopieczni Nielsa Frederiksena dobrze radzili sobie z bronieniem w obrębie własnego pola karnego, goście dość szybko odzyskiwali piłkę, wykorzystując fakt, że podopieczni Nielsa Frederiksena mieli problemy z wychodzeniem spod umiejętnie zakładanego przez nich pressingu. W 32. minucie gry piłkę pod własną bramką stracił Robert Gumny, a po indywidualnej akcji Kristiana Arnstada do siatki trafił Tobias Bech.
Kolejorz do wyrównania doprowadzić mógł bardzo szybko, bo już po siedmiu minutach. Golkiper Duńczyków, Mads Hedenstad poradził sobie jednak z płaskim strzałem Pablo Rodrigueza, a dobitka Luisa Palmy poszybowała wysoko ponad poprzeczką. Honduranin mógł zrehabilitować się za niewykorzystaną sytuację jeszcze przed przerwą, wykorzystując rzut wolny, podyktowany przez arbitra po faulu Bogere na Patriku Walemarku. Futbolówka uderzona przez 26-latka minęła jednak słupek, powodując jęk zawodu na trybunach. Do przerwy, pomimo dobrej gry podopiecznych Nielsa Frederiksena, lepsi okazali się więc goście.
Niemożliwe stało się faktem
Na początku drugiej połowy zarówno gospodarze, jak i goście starali się narzucić drugiej stronie swoje warunki gry. Aarhus szybko straciło inicjatywę na rzecz Kolejorza, który w 50. minucie stanął przed szansą na doprowadzenie do remisu. Po podaniu Pablo Rodrigueza pojedynek "oko w oko" z golkiperem przyjezdnych przegrał Patrik Walemark. Duńczycy błyskawicznie ruszyli do ataku, co już kilkadziesiąt sekund później przyniosło im wymierną korzyść. Po zagraniu Emmery'ego piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Robert Gumny, a po analizie VAR sędzia zdecydował się na podyktowanie "jedenastki". Choć Mateusz Lis wyczuł intencje wykonującego rzut karny Arnstada, futbolówka znalazła drogę do siatki. Od 54. minuty goście prowadzili więc już nie jedną, a dwiema bramkami.
W 61. minucie o strzał bezpośrednio z rzutu wolnego ponownie pokusił się Luis Palma. Choć Honduranin uderzył zdecydowanie lepiej, niż przed przerwą, z jego próbą fenomenalnie poradził sobie Hedenstad, przenosząc piłkę ponad poprzeczką.
Mimo, że w kolejnych minutach spotkania lechitom udało się oddalić zagrożenie i przenieść ciężar gry na połowę przeciwnika, każdy wypad gości pod pole karne Kolejorza kończył się sporym zagrożeniem. W 71. minucie ponownie błysnął ruchliwy Emmery - po jego strzale piłka odbiła się od któregoś z zawodników w niebiesko-białych barwach, a następnie minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Lisa.
Na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry stało się to, czego przed meczem nie zakładali nawet najwięksi pesymiści - Aarhus zdobyło trzeciego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najsprytniejszy w polu karnym Poznaniaków okazał się rosły stoper, Frederik Tingager, który umieścił piłkę w siatce uderzeniem głową. Doprowadzenie do remisu w dwumeczu dodało gościom jeszcze większej pewności siebie. W poczynania lechitów wkradła się natomiast spora nerwowość.
W 84. minucie podopieczni Nielsa Frederiksena stanęli przed znakomitą szansą na zdobycie bramki, która przesądziłaby o ich awansie do III rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Po podaniu Patrika Walemarka celnego strzału nie był w stanie jednak oddać kapitan, Mikael Ishak. Pięć minut później uderzenie Sayyadamanesha okazało się natomiast za lekkie, by zaskoczyć dobrze dysponowanego Hegenstada. Trzybramkowe prowadzenie mistrzów Danii po 90 minutach gry oznaczało więc jedno - kibiców zgromadzonych na trybunach czekała dogrywka.
Losy dwumeczu rozstrzygnął konkurs rzutów karnych
W 95. minucie środowego rewanżu świetnie dysponowany dotąd golkiper gości, Mads Hedenstad, popełnił fatalny w skutkach - oczywiście dla swojego zespołu - błąd. 25-latek, który przy Bułgarskiej zastępował zawieszonego Jespera Hansena, niepewnie interweniował po strzale Michała Gurgula, z czego skrzętnie skorzystał Filip Jagiełło, dobijając uderzenie młodszego kolegi z zespołu.
Lech miał więc korzystny wynik, ale kilka chwil później doskonałej sytuacji do zdobycia kolejnej bramki nie wykorzystał Daniel Hakans, co błyskawicznie się zemściło. W 100. minucie spotkania czwartą bramkę dla przyjezdnych zdobył bowiem wprowadzony na plac gry ledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej Kristjansson.
Jeszcze przed końcem pierwszej części dogrywki lechici ponownie mogli przechylić szalę na swoją stronę. Zmęczonym obrońcom gości kapitalnie urwał się Daniel Hakans, a świetną okazję zmarnował Yannick Agnero. Chwilę później Hedenstad popisał się kolejną udaną interwencją, radząc sobie z główką Antoniego Kozubala.
Po zmianie stron bliski ponownego umieszczenia piłki w siatce był Filip Jagiełło, który został obsłużony znakomitym dośrodkowaniem przez Allahyara Sayyadmanesha. Futbolówka o centymetry minęła jednak poprzeczkę. Zmęczenie prędzej czy później musiało jednak dać o sobie znać - ostatnie 10 minut dogrywki nie przyniosły więcej dogodnych sytuacji bramkowych. O rozstrzygnięciu polsko-duńskiego dwumeczu miał więc zadecydować konkurs rzutów karnych.
Jako pierwszy do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł strzelec jedynego gola dla Kolejorza w środowym meczu - Filip Jagiełło. Doświadczony pomocnik zmylił golkipera gości, spokojnie posyłając piłkę w prawy róg bramki. Chwilę później pomylił się kapitan Aarhus - Kristian Arnstad. Jego strzał zatrzymał się bowiem na słupku.
Drugą serię konkursu lechici rozpoczęli jednak od pudła. Intencje Allahyara Sayyadmanesha bezbłędnie wyczuł bowiem bramkarz mistrza Danii. Do remisu pewnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził natomiast Frederik Tingager. Znajdujący się w jakimś magicznym transie Hedenstad powtrzymał również kolejnego z wyznaczonych zawodników Kolejorza - Antoniego Kozubala. Goście objęli natomiast prowadzenie za sprawą Kristjanssona.
W czwartej serii nadzieje kibiców Kolejorza przywrócił Yannick Agnero, ale po stronie Aarhus GF nie pomylił się kolejny ze zmienników, Janni Serra. Choć do wyrównania pewnym strzałem przy słupku doprowadził Joel Pereira, niesamowitą remontadę Duńczyków przypieczętował strzelec pierwszego gola, Tobias Bech, zapewniając swojemu zespołowi awans do kolejnej rundy.
Lech Poznań skompromitował się przed własną publicznością, odzierając kibiców z marzeń o awansie do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Środowego wieczoru fani Kolejorza nie zapomną natomiast najpewniej do końca życia.
Lech Poznań - Aarhus GF 1:4 (0:1, 0:3, 1:4); karne 3:4
Bramki: 32' Bech 0:1, 54' Arnstad 0:2, 75' Tingager 0:3, 95' Jagiełło 1:3, 100' Kristjansson 1:4
Lech Poznań: Lis - Gumny (81. Pereira), Mońka, Yegbe, Gurgul - Murawski (98. Thordarson), Kozubal - Walemark (87. Hakans), Rodriguez (81. Jagiełło), Palma (68. Sayyadmanesh) - Ishak (87. Agnero)
Aarhus GF: Hedenstad - Jensen-Abbew (60. Storch), Tingager, Kahl (90+3. Camara) - Emmery (98. Kristjansson), Knudsen, Jonsson (70. Carstensen), Anderson (98. Serra) - Bech, Arnstad - Bogere (70. Tchamche)
Kartki: Kozubal, Agnero (Lech Poznań) - Bogere, Anderson, Emmery, Camara (Aarhus GF)
Sędziował: Juxhin Xhaja (Albania)
Komentarze (0)