Gdy przyjeżdżał do Polski, nikt nie spodziewał się, że będzie to tak wzruszająca przygoda. Jego przyjście do Lecha Poznań wzbudzało odrobinę niepokoju, gdyż lada moment miał wejść w buty Christiana Gytkjaera, który ugruntował sobie wysoką pozycję w klubie i opuszczał drużynę jako król strzelców PKO Ekstraklasy. Jakiekolwiek obawy przed tym, jak poradzi sobie w Poznaniu są dziś zabawną anegdotą, bo ten facet stał się legendą klubu, ikoną współczesnego Lecha i prawdziwym idolem wśród młodych piłkarzy.
Najbardziej wyjątkowy rok kapitana
Trafienie w meczu z Radomiakiem Radom było jego 121. golem w barwach Lecha Poznań. Konkurencję wśród napastników Kolejorza dawno zostawił w tyle. Jest na dobrej drodze, by za niedługo podwoić dorobek wspomnianego Gytkjaera oraz dogonić legendarnego Piotra Reissa. Symboliczną "setkę" przekroczył właśnie w tym sezonie - 20 września ubiegłego roku w starciu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza.
fot. Przemysław Szyszka
Potrafił zapisać się w ostatnich miesiącach nie tylko w historii klubu, ale też całej polskiej piłki. Na wspomniane sto goli składały się m.in. kluczowe trafienia w europejskich pucharach w obecnym sezonie, a Ishak trafiał aż miło. Zarówno w eliminacjach, jak i później w rozgrywkach Ligi Konferencji uzbierał aż czternaście bramek.
Przed tym sezonem zajmował dopiero 10. miejsce wśród najlepszych strzelców Ekstraklasy w europejskich pucharach. W marcu b.r. został liderem tej klasyfikacji, detronizując legendę, Włodzimierza Lubańskiego, który swój rekord ustanowił 54 lata temu i przez tak wiele lat, nikt się nawet do niego nie zbliżył. Kapitan ma 31 goli w Europie zdobytych dla Lecha Poznań - to kosmos!
Jakby tego było mało, po sobotnim wieczorze pełnym euforii i świętowania, dopisał w historii Lecha jeszcze jeden rozdział. Obecnie jest jedynym kapitanem, który poprowadził Kolejorza do trzech mistrzowskich tytułów, a do tego jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy w niebiesko-białych barwach. Absolutnym liderem pod tym względem jest Jarosław Araszkiewicz, który jako jedyny zawodnik wywalczył z Lechem pięć mistrzostw (1983, 1984, 1990, 1992, 1993) i dopisał też Puchar Polski (1988).
- To niesamowite uczucie! Wygrać mistrzostwo rok po roku, to coś niesamowicie trudnego. Każdy chce być mistrzem i każdy chce pokonać mistrza. Wygraliśmy drugi rok z rzędu i to pokazuje, jaki mamy zespół. Wielkie gratulacje dla wszystkich! Nie chce tylko strzelać, chce być kluczowym piłkarzem tej drużyny. Cieszę się, że mogłem dać dziś zespołowi to, czego potrzebował - tak mówił na gorąco po wczorajszym meczu Mikael Ishak.
Prawdziwemu królowi brak tylko tej jednej korony
Mimo tak wielu sukcesów na koncie, Ishakowi wciąż nie udało się zdobyć korony króla strzelców Ekstraklasy. Pozostała mu jeszcze ostatnia kolejka tego sezonu, ale do lidera Karola Czubaka (Motor Lublin) traci aż trzy gole i mało wątpliwe, że te rozgrywki zakończy jako lider.
Wielokrotnie był blisko, kończył sezony w pierwszej dziesiątce. Najbardziej może żałować sezonu 2021/22, gdy do ówczesnego króla strzelców Iviego Lopeza stracił zaledwie dwie bramki. Jako napastnikowi, na pewno ciąży to gdzieś z tyłu głowy, wszak nigdy w żadnej innej lidze też nie sięgał po statuetkę dla najlepszego strzelca.
Siły znów będzie trzeba zebrać na kolejny sezon, na ten moment ostatni w Lechu ze względu na wygasający kontrakt. Trudno jednak sobie wyobrazić, by kapitan opuścił okręt w chwili, gdy ten wypływa na tak szerokie wody.
Komentarze (0)