Zgodnie z naszymi przedmeczowymi przewidywaniami trener Niels Frederiksen powrócił do składu personalnego, który dał Lechowi Poznań zwycięstwo w dobrym stylu przeciwko Piastowi Gliwice w poprzednim tygodniu. Po rywalizacji z Kuopion w Lidze Konferencji do wyjściowej jedenastki powrócili Robert Gumny, Leo Bengtsson i Ali Gholizadeh, który wcześniej zmagał się z drobnym urazem. Jedyną zmianą personalną względem starcia z Piastem Gliwice był powrót Mikaela Ishaka do gry. Wcześniej szwedzki strzelec był zawieszony za kartki, ale w niedzielę mógł już wspomóc zespół w Ekstraklasie.
Dla Lecha Poznań zwycięstwo z Koroną Kielce miało szczególnie duże znaczenie, bowiem w przypadku wygranej podopieczni Nielsa Frederiksena wskoczyliby tymczasowo na drugie miejsce w PKO BP Ekstraklasie. Wszystko to w związku z potknięciami Wisły Płock, Cracovii i Górnika Zabrze w tej kolejce. W najlepszym przypadku Kolejorz mógł się zbliżyć do liderującej Jagiellonii Białystok na dwa punkty.
Bezbłędny występ piłkarzy Lecha Poznań w pierwszej połowie. Mistrzowie zgasili Koronę na jej terenie
Lech Poznań znów prezentował się znakomicie pod względem fizycznym. Podopieczni Nielsa Frederiksena mocno napierali na zespół Korony, spychając go pod pole karne Xaviera Dziekońskiego, gdzie musieli bronić się strefowo. Gospodarze od początku znajdowali się w sporych tarapatach, nie mogąc wydostać się z własnej połowy i utrzymać kontroli nad spotkaniem. Piłkarze Kolejorza bardzo dobrze zamykali przestrzenie na boisku, gdy grali bez piłki, ale po przejęciu futbolówki brakowało im dokładności w rozegraniu, by zaskoczyć rywali.
Właściwa decyzyjność i jakość w ofensywie przy zachowaniu wysokiej intensywności wydawały się kluczowymi czynikami po stronie Lecha Poznań w kontekście wyjścia na prowadzenie. Korona nie stwarzała gościom wielu problemów, a to wszystko za sprawą świetnie dysponowanej formacji defensywnej Kolejorza, którą dodatkowo w wysokim pressingu mocno wspomagał Antoni Kozubal. Podopieczni Nielsa Frederiksena całkowicie zgasili ofensywne zapędy rywali, imponując swoją intensywnością.
Cierpliwa praca w rozegraniu Kolejorza popłaciła golem na 1:0 w 29. minucie meczu. Lechici wciągnęli pod własne pole karne piłkarzy Korony Kielce, a następnie bezwzględnie wykorzystali porozbijaną formację defensywną rywali. Leo Bengtsson zagrał przepiękną piłkę na dobieg do Alego Gholizadeha, który przebił się przez linię defensywną i technicznym strzałem w sytuacji sam na sam pokonał Xaviera Dziekońskiego.
Lech uderzał głową w mur przez kolejne 15 minut i znów za swoje wysiłki został nagrodzony golem tym razem na 2:0. Po rozegraniu ze stałego fragmentu gry tuż przed zakończeniem pierwszej połowy znakomity strzał oddał Mikael Ishak, ale golkiper Korony popisał się fenomenalną interwencją. Na tym jednak nie zakończyły się problemy obrony gospodarzy, bowiem piłkę odzyskał Ali Gholizadeh i po jego podaniu do siatki trafił Antonio Milić. Kolejorz prezentował się fantastycznie w ofensywie, a mecz zdawał się być w tamtym momencie rozstrzygnięty.
Gospodarze odżyli po przerwie. Lech musiał przetrwać nerwową końcówkę
W drugiej połowie Korona Kielce zdecydowanie się ożywiła i nie dawała się już tak łatwo przygnieść Lechowi Poznań. Najlepiej świadczyła o tym bramka kontaktowa Mariusza Stępińskiego, który w 54. minucie wygrał pojedynek główkowy z Pablo Rodriguezem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zaskoczył Bartosza Mrozka. 120 sekund później napastnik Korony mógł doprowadzić do remisu ponownie ze stałego fragmentu gry, ale wtedy lechici złapali go w pułapkę ofsajdową.
Korona po przerwie wyszła wyżej na Kolejorza i wcale już nie koncentrowała się na ochronie dostępu do własnej bramki. Zamiast tego, nie mając nic do stracenia, zaczęła odwzajemniać ataki i odebrała piłkarzom Lecha Poznań kontrolę nad spotkaniem. Gospodarze zaczęli wygrywać pojedynki i zbierać drugie piłki, które w pierwszej połowie pozostawały poza jej zasięgiem. Podopieczni Jacka Zielińskiego prezentowali bardziej agresywny futbol często przerywając grę faulami. W ten sposób skutecznie przeszkadzali w akcjach Kolejorza przez co przyjezdni łatwo gubili rytm.
Piłkarze Lecha zrezygnowali z kombinacyjnej gry, a zamiast tego postawili na szybsze ataki za pomocą dalekich podań prostopadłych. To jednak nie pozwalało gościom na zwiększenie swojej przewagi i uspokojenie przebiegu spotkania. Zawodnicy Kolejorza często wpadali w pole karne Dziekońskiego goniąc za dogrywanymi piłkami, ale do 75. minuty nie oddali nawet celnego strzału. Stabilna postawa w defensywie po stronie gości pozwalała jednak łatać ich ewentualne błędy w ataku
Druga połowa w wykonaniu Kolejorza zdecydowanie odstawała poziomem od pierwszej, ale finalnie lechici swój cel osiągnęli. Po niedzielnym zwycięstwie wskoczyli na drugie miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy i zbliżyli się na dwa oczka do lidera z Białegostoku. Podopieczni Nielsa Frederiksena pokazują, że ewidentnie są na fali po kryzysowym początku nowego roku. Swoją serię zwycięstw postarają się przedłużyć 1 marca w domowej rywalizacji z Rakowem Częstochowa.
Korona Kielce - Lech Poznań 1:2 (0:2)
Gole: Stępiński 54. - Korona - Gholizadeh 29., Milić 46. - Lech
Korona: Dziekoński - Smolarczyk, Pięczek, Sotriou - Długosz, Remacle (Gustafson 64.), Svetlin, Ciszek - Antonin (Nono 80.), Stępiński, Cebula (Niski 70.)
Lech: Mrozek - Gumny, Mońka, Milić, Gurgul - Kozubal, Jagiełło (Walemark 46.), Rodriguez (Ouma 80.) - Bengtsson (Palma 63.), Ishak, Gholizadeh (Ismaheel 80.)
Kartki: Smolarczyk 51. - Korona - Ouma 85. - Lech
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom)
Komentarze (0)