Zgodnie z zapowiedziami, Niels Frederiksen pokusił się o istotne roszady w kadrze meczowej względem meczu z Lechią Gdańsk. Na środku obrony pojawił się wyczekiwany przez kibiców Wojciech Mońka, a na ławce zasiadł Mateusz Skrzypczak. Duński trener postanowił dać także szansę Robertowi Gumnemu, który dobrze się prezentował podczas zimowych przygotowań. W pierwszym składzie w miejscu Filipa Jagiełło pojawił się również Luis Palma, którego obecność na ławce w minioną sobotę również była sporą niespodzianką.
Co ciekawe w kadrze meczowej nie pojawił się Timothy Ouma, mimo tego iż piłkarz ostatnio uczestniczył z pierwszą drużyną w treningach. Ostatecznie na swoją szansę będzie musiał jeszcze poczekać. Trener Frederiksen zdecydował się na mocno ofensywny skład i nie ma co się temu dziwić. Ewentualne zwycięstwo z Piastem Gliwice sprawiłoby, że Lech wskoczyłby na piątą pozycję w tabeli.
Bartosz Mrozek uratował wynik Lecha w pierwszej połowie. Rozczarowujący występ gości w ofensywie
Lech Poznań, mimo jakości swoich piłkarzy, nie wykazywał się na początku pierwszej połowy dominującą postawą. Piast bez większych trudności zbierał drugie piłki i skutecznie zamykał Kolejorza pod jego polem karnym. Podopieczni Nielsa Frederiksena grali dość zachowawczo, nie potrafiąc na dłużej utrzymać się przy futbolówce i tym samym kontrolować przebiegu spotkania. Przyjezdni nie pokazywali swoim kibicom, że odrobili lekcje z rywalizacji z Lechią Gdańsk.Lechici mieli mało okazji strzeleckich nie radząc sobie w rozegraniu piłki od tyłu. Ich rywale również nie zachwycali skutecznością jednak regularnie oddawali strzały na bramkę, stwarzając poważne zagrożenie w okolicach pola karnego rywali. W poczynaniach gości brakowało szybkości, gdy byli z piłką przy nodze. Lech zupełnie nie pokazywał intensywności w grze czy też pewności siebie. Kolejorz mógł ponadto przegrywać już w 27. minucie, gdy piłkę ręką zagrał w polu karnym Luis Palma, ale wtedy fenomenalną interwencją popisał się Bartosz Mrozek. Bramkarz Kolejorza znakomicie wyczuł Patryka Dziczka i uratował skórę swojej drużynie.
Fenomenalna interwencja golkipera Kolejorza nie zmieniła jednak całokształtu pierwszej połowy w wykonaniu mistrzów Polski. Podopieczni Nielsa Frederiksena głównie koncentrowali się na oddalaniu zagrożenia spod własnego pola karnego i uciekaniu spod topora. Gliwiczanie stwarzali bardzo dużo problemów ze stałych fragmentów gry, podczas gdy Kolejorz mógł liczyć niemal wyłącznie na rajdy Roberta Gumnego bokiem boiska i sporadyczne strzały ofensywnych zawodników. Tuż przed przerwą goście nieco się przebudzili w ataku, ale to nie wystarczyło do prowadzenia. Świetnymi interwencjami w obronie popisywali się Plach oraz Twumasi.
Lech pokazał nowy pomysł na grę. Zawiodła tylko finalizacja i... krycie w obronie
Trener Niels Frederiksen najwyraźniej wstrząsnął swoim zespołem w szatni, bowiem na drugą połowę Lech Poznań wyszedł z większą agresją i narzucając rywalom wyższe tempo gry. Kolejorz wreszcie postawił na szybkie ataki za pomocą długich podań między liniami, a na znaczeniu zaczęli zyskiwać w szczególności Leo Bengtsson i Luis Palma. Kolejorz na tyle mocno przycisnął rywali pod ich polem karnym, że kilkukrotnie to znakomity refleks Frantiszka Placha ratował Gliwiczan od straty gola.Piast potrafił jednak na to odpowiedzieć wysokim pressingiem, nie dając się w pełni zdominować przez ofensywne zapędy Kolejorza. Gospodarze dobrze wyprowadzali swoje akcje dzięki krótkim wymianom piłek na małej przestrzeni, które skutkowały częstymi strzałami. Lech miał jednak swój plan na grę, który konsekwentnie realizował poprzez szukanie przeszywających podań na dobieg. Gliwiczanie na nieszczęście podopiecznych Nielsa Frederiksena zawsze byli o krok przed nimi skutecznie przewidując ich zagrania.
Mimo licznych trudności, Lech Poznań miał fenomenalną okazję na uratowanie meczu w 72. minucie. Mikael Ishak był bliski zaliczenia asysty, ale z kilku metrów fatalnie pomylił się Pablo Rodriguez przenosząc piłkę nad poprzeczką. To najlepiej podkreślało, że nawet, gdy piłkarze Nielsa Frederiksena mieli świetne pomysły na zaskoczenie Placha, ich skrajna indolencja pod polem karnym uniemożliwiała uzyskanie kompletu punktów w Gliwicach.
Niewykorzystane okazje Lecha Poznań zemściły się na jego drużynie w najgorszym możliwym momencie. W 83. minucie Jorge Felix kapitalnie nawinął Taofeeka Ismaheela na boku boiska i posłał piłkę na nos do wprowadzonego ledwie kilka minut wcześniej Andreasa Katsantonisa. Cypryjczyk pewnie wykończył akcję, a umożliwił mu to inny rezerwowy gracz tym razem Lecha - Joel Pereira - który zaspał przy kryciu.
Piast ostatecznie dowiózł korzystny wynik do ostatniego gwizdka i awansował na 12. miejsce w tabeli. Tymczasem Lech Poznań zmarnował okazję na awans na piątą lokatę i tym samym dołączył do grona dwóch innych ekip w tym sezonie, które przegrały w Gliwicach w ośmiu meczach. To dobitnie pokazuje w jak katastrofalnej sytuacji znalazł się zespół Nielsa Frederiksena na początku 2026 roku.
Piast Gliwice - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Bramki: Katsantonis (83.) - Piast
Piast: Plach - Twumasi (Borowski 75.), Drapiński, Juande, Lewicki - Leśniak (Katsantonis 75.), Dziczek, Chrapek (Tomasiewicz 60.), Sanca (Vallejo 60.) - Barkoskiy, Boisgard (Felix 12.).
Lech: Mrozek - Gumny (Pereira 80.), Mońka, Milić, Gurgul - Kozubal, Palma (Jagiełło 60.), Rodriguez (Agnero 79.) - Bengtsson (Ismaheel 60.), Ishak, Gholizadeh (Walemark 60.).
Kartki: Gholizadeh 34., Milić 45. - Lech - Dziczek (89.)
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork)
Komentarze (0)