reklama

Lech Poznań popełnił piłkarskie harakiri w Lidze Europy. Mistrz Polski słono zapłacił za błędy

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Lech Poznań popełnił piłkarskie harakiri w Lidze Europy. Mistrz Polski słono zapłacił za błędy - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Największym przeciwnikiem Lecha okazał się dziś Kolejorz.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań czwartkowego wieczoru, delikatnie rzecz ujmując, nie zaliczy do udanych. Podopieczni Nielsa Frederiksena popełnili przygniatającą liczbę błędów indywidualnych tym samym uniemożliwiając sobie osiągnięcie jakiegokolwiek dobrego wyniku w starciu z Londyńczykami. Crystal Palace dostało wygraną wręcz w prezencie, a humorów kibicom Kolejorza nie poprawiła nawet ogromna wola walki ich ulubieńców.
reklama

Lech Poznań ułatwił robotę Crystal Palace. Mistrz Polski załatwił sam siebie 

reklama

Crystal Palace pod dowództwem nowego trenera zdecydowanie nie zachwyca w Premier League, ale jego jakość na tle Lecha Poznań była widoczna gołym  okiem. Przeciwnicy Kolejorza zgodnie z oczekiwaniami od początku prezentowali bardzo fizyczny, dynamiczny styl gry opierający się niemal wyłącznie na dynamizujących podaniach do przodu. W związku z ofensywną postawą "Orłów" Lech przez pierwsze minuty był głównie skoncentrowany na pracy w pressingu oraz szukania okazji do ataków po przechwytach. 

Niestety, Lech Poznań trzymał fason tylko do dziesiątej minuty spotkania. Wtedy to mistrzowie Polski w kuriozalny sposób stracili gola na 1:0 po tym, gdy Terry Yegbe koszmarnie wrzucił piłkę z autu wprost pod nogi Yeremy'ego Pino, który wbiegł w pole karne Mateusza Lisa i dał Crystal Palace prowadzenie. Aż trudno było uwierzyć w absurd całej sytuacji, ale Kolejorz zdołał się podnieść po tym samobójczym ciosie. Niebiesko-Biali postawili na zdecydowany atak i zdołali przejąć kontrolę nad spotkaniem cały czas utrzymując się przy piłce. 

reklama
Rozwiń

Podopieczni Nielsa Frederiksena zaczęli prezentować się w bardzo dominujący sposób na murawie. Crystal Palace długimi momentami nie potrafiło wydostać się spod pressingu mistrza Polski, ale finalnie pokazało, że do zwycięstwa nie potrzebuje pełnej kontroli nad piłką. W 28. minucie gospodarze skrzywdzili swoich rywali po raz drugi tym razem z rzutu rożnego, gdy do siatki trafił tym razem Richards. Obrońcy nie dał rady skutecznie pokryć Radosław Murawski. 

Rozwiń

Paradoksalnie Lech Poznań w pierwszej połowie nie prezentował się na murawie tak źle jak wskazywał na to wynik. Podopieczni Nielsa Frederiksena grali bardzo aktywnie na połowie przeciwnika, byli spragnieni piłki i regularnie, cierpliwie konstruowali akcje. Problem był taki, że nic z nich nie wynikało. Kolejorz był wyjątkowo niechlujny w trzeciej tercji, czym zmniejszał szanse na powrót do meczu. To właśnie te detale składały się na wynik 3:0 do przerwy. Sprokurowany karny przez Radosława Murawskiego i późniejszy gol Larsena był tego najlepszym potwierdzeniem.

reklama
Rozwiń

Lech nawet się nie zbliżył do bramki honorowej. Połowa Crystal Palace była wręcz przeklęta

Obraz gry po przerwie się nie zmieniał. Crystal Palace i Lech Poznań wciąż szły na wymianę ciosów w wysokim pressingu, a goście nie ustawali w wysiłkach, by w końcu wypracować sobie przynajmniej akcje na bramkę honorową. Podopieczni Nielsa Frederiksena ciężko pracowali na najwyższej intensywności starając się za wszelką cenę utrzymywać przy piłce mimo niebezpiecznych, często brudnych ataków rywali. Przełamania w ostatniej tercji boiska jednak nie było.

Lecha Poznań do sukcesu nie przybliżały także zmiany wykonane przez Nielsa Frederiksena. Ani Ishak, ani Jagiełło nie wpłynęli na poprawę gry, a jakby tego było mało po 60. minucie meczu to Crystal Palace zaczęło poważnie zagrać Kolejorzowi wychodząc spod pressingu mistrza Polski. Ten jednak skutecznie potrafił odpierać zagrożenia choć w 76. minucie niewiele brakowało aby Nketiah pokonał Lisa w sytuacji sam na sam. Finalnie jednak fatalnie spudłował. 

reklama

Wizualnie gra Kolejorza mogła się podobać. Lechici zaskakująco dobrze znosili jednak ogromny poziom intensywności narzucany przez zwycięzcę Ligi Konferencji Europy. Operowanie piłką na małej przestrzeni pod własną bramką i w środku pola stało na wysokim poziomie, ale wciąż pozostawało pytanie: i co z tego? Okolice pola karnego Waltera Beniteza przypominały dzisiaj piłkarski odpowiednik trójkąta bermudzkiego - piłki ginęły tam w nietłumaczalnych okolicznościach, a zawodnikom Kolejorza wariowały kompasy wskazujące kierunek drogi.

Lech przegrał spotkanie na Selhurst Park na własne życzenie. Popełnione błędy skutkujące golami, dwie żółte kartki dla Radosława Murawskiego oraz ogrom niedokładności w polu karnym sprawiły, że Kolejorz nie miał czego szukać w starciu z Londyńczykami. Widać było, że mistrzowie Polski zostawili na murawie ogrom sił, masę zdrowia i energii, ale z drugiej strony przeciwnicy potrafili otrzymać od Poznaniaków takie dogodne okazje, że aż żal z nich było nie skorzystać.

Podopieczni Nielsa Frederiksena nie wytrzymali ciśnienia ekipy z Premier League, ale mecz ten nie był pełnowymiarową katastrofą. Długi czas przyjezdni potrafili nawiązywać równorzędną walkę na boisku, radzić sobie pod presją i znakomicie spisywać się w rozegraniu. 

 

Crystal Palace - Lech Poznań 4:0 (3:0)

 

Gole: Pino 10., Richards 28., Larsen 34., Nketiah 89. - Crystal  

Crystal: Benitez - Richards (Canvot 73.), Disasi, Ahanor - Khalaili, Timber, Wharton, Mitchell - Kamada (Sarr 74.), Pino - Larsen (Nketiah 74.). 

Lech: Lis - Pereira (Gumny 70.), Mońka, Yegbe, Gurgul - Rodriguez (Hakans 81.), Murawski - Walemark (Bengtsson 70.), Palma, Sayyadmanesh (Jagiełło 61.) - Ishak (Agnero 61.).

Żółte kartki: Murawski 76., 86. - Lech 

Sędziował: Michal Očenáš (Słowacja)

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo