Oceny zawodników Lecha Poznań po meczu z Koroną Kielce:
- Mateusz Lis - 7
Końcowy wynik wskazuje na zdecydowany pogrom, ale bramkarz musiał wykazać się czujnością, bo Korona potrafiła stworzyć sobie całkiem sporo sytuacji. 29-latek poradził sobie m.in. z groźnymi próbami Martina Remacla i Mariusza Stępińskiego. Nie zdołał zachować czystego konta, jednak trudno mieć do niego większe pretensje przy takim golu Camilo Meny.
- Joel Pereira - 7
Portugalczyk miał dużo swobody na swojej stronie, co pozwalało mu aktywnie włączać się do ofensywy. Jedną z takich akcji zakończył asystą przy trafieniu Pablo Rodrigueza. Nie brakowało mu również trudniejszych momentów, stoczył całkiem sporo pojedynków w defensywie i kilkukrotnie dał się minąć. Ostatecznie jednak dobrze wykonał swoją robotę.
- Mateusz Skrzypczak - 6
To był kolejny ligowy występ wychowanka, który nie dał zbyt wielu powodów do niepokoju. Grał odpowiedzialnie, pilnował ustawienia i na ogół skutecznie rozwiązywał problemy pojawiające się pod własną bramką. Korona nie postawiła mu szczególnie trudnych warunków, ale środkowy obrońca nie komplikował sobie sytuacji i realizował swoje zadania bez zbędnego ryzyka.
- Terry Yegbe - 6 (grał do 58. minuty)
Ghańczyk imponował na tle przeciwników swoją fizycznością - nie miał żadnych problemów w pojedynkach główkowych. W bezpośrednich starciach z rywalami przeważnie wychodził górą, dzięki czemu defensywa Lecha mogła zachować spokój. Nie popełniał poważniejszych błędów i dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Został zmieniony jeszcze przed upływem godziny gry, gdy trener postanowił sprawdzić Huberta Janyszkę.
- Michał Gurgul - 7
Zadanie młodego lewego obrońcy nie należało do najłatwiejszych, gdyż przyszło mu się zmierzyć z Camilo Meną. 20-latek miał chwilami problemy z zatrzymaniem Kolumbijczyka. Nie zachował się też najlepiej w 53. minucie, gdy dał się wyprzedzić Wiktorowi Długoszowi. Miał jednak wysoki wskaźnik wygranych pojedynków w defensywie, a do tego dołożył także liczby z przodu. W doliczonym czasie gry bardzo dobrze zachował się w polu karnym Korony i zanotował asystę przy golu Yannicka Agnero.
- Radosław Murawski - 6 (grał do 57. minuty)
W środku pola nie brakowało mu agresji i zaangażowania. Konsekwentnie przerywał akcje rywali, choć nie obyło się bez popełnionych fauli. Potrafił uruchomić kolegów szybszym podaniem (miał 100 proc. skuteczność progresywnych zagrań), choć nie był to występ, w którym jego działania szczególnie wyróżniałyby się na tle zespołu. Największe show należało tego dnia do zawodników odpowiedzialnych za ofensywę.
- Antoni Kozubal - 7
Środkowy pomocnik miewał problemy z dokładnością podań prostopadłych, a kombinacyjna gra nie zawsze przynosiła oczekiwany efekt. Tego dnia doskonale jednak radził sobie z kontrolowaniem środka pola, gdzie uniemożliwiał Koronie jakiekolwiek próby przejęcia inicjatywy w tej części boiska. Kilka razy nawet znalazł się w polu karnym przeciwnika, ale nie dołożył od siebie do tak okazałego dorobku. Może nie był najbardziej efektownym piłkarzem na boisku, ale wykonał istotną pracę.
- Pablo Rodriguez - 10 (grał do 68. minuty)
Występ, który trudno opisać inaczej niż jako koncert. Hiszpan miał bezpośredni udział przy pięciu trafieniach dla swojej drużyny - dwa gole i trzy asysty. Był niesamowicie skuteczny, kreatywny i doskonale wykorzystywał przestrzeń pozostawianą przez defensywę Korony. Szczególnego znaczenia nabiera jego postawa w kontekście wcześniejszej kary nałożonej przez Nielsa Frederiksena. Pomocnik zareagował w najlepszy możliwy sposób i trudno wyobrazić sobie ofensywę Kolejorza bez niego.
- Patrik Walemark - 8 (grał do 57. minuty)
Szwed to jeden z tych zawodników, dla których przychodzi się na stadiony. Oglądanie jego gry w ofensywie daje wiele radości w tym sezonie i w niedzielnym meczu znów potwierdził to golem. Kiedy nabierał prędkości, obrońcy Korony mieli ogromne problemy z dotrzymaniem mu kroku. To właśnie on otworzył wynik spotkania, nadając ton późniejszej kanonadzie - miał m.in. spory udział przy trafieniu Mikaela Ishaka.
- Luis Palma - 6
Honduranin nie chciał pozostać w cieniu rozpędzonych kolegów, ale tym razem jego starania nie przełożyły się na konkrety. Przy tak wysokim zwycięstwie Lecha ofensywni zawodnicy mieli wiele okazji, by zaznaczyć swoją obecność, jednak Palma nie wykorzystał swojej szansy. Zaliczał dużo strat, nie radził sobie w dryblingu. Nie można odmówić mu chęci, ale ewidentnie czegoś mu brakuje w ostatnich tygodniach.
- Mikael Ishak - 8 (grał do 76. minuty)
Kapitan Lecha zakończył spotkanie z dwoma golami i asystą, wreszcie może mówić o udanym występie. Nie musiał za każdym razem samodzielnie kreować sytuacji - najważniejsze okazało się odpowiednie ustawienie i skuteczne wykończenie akcji. Napastnik potrzebował takiego meczu, by znów poczuć się pewnie pod bramką rywali. Teraz może rozpocząć gonitwę za czołowymi strzelcami w lidze.
Rezerwowi:
- Daniel Hakans - 6 (wszedł w 58. minucie)
Fin pojawił się na murawie, gdy Lech miał już wyraźną przewagę i mógł pozwolić sobie na bardziej swobodną grę. Jak zwykle nie brakowało mu energii, ani chęci do podejmowania ofensywnych prób. Tym razem nie potrafił jednak przekuć aktywności w liczby, ale przy tak wysokim wyniku poprzeczka dla kolejnych wchodzących na boisko była zawieszona wyjątkowo wysoko.
- Hubert Janyszka - 6 (wszedł w 58. minucie)
Dostał ponowną okazję do sprawdzenia się na poziomie pierwszej drużyny, tym razem w dłuższym wymiarze czasowym. Wszedł na boisko w momencie, gdy spotkanie było już pod kontrolą Lecha, co pozwoliło mu zbierać doświadczenie bez większego stresu. Sam występ nie przyniósł przełomowych wydarzeń, ale pokazał duży potencjał. Tak naprawdę wszystko zrobił całkowicie poprawnie i w obliczu problemów defensywnych, ma szansę stopniowo zwiększać swoją rolę w zespole.
- Gustav Berggren - 6 (wszedł w 58. minucie)
Szwed pojawił się na murawie, by utrzymać kontrolę nad wydarzeniami w środku pola. Wyglądał znacznie lepiej pod względem intensywności, aniżeli w ostatnim meczu pucharowym. Starał się uczestniczyć w rozegraniu, wspierać kolegów i nie dopuszczać do tego, by Korona zbyt łatwo odzyskiwała piłkę. Wykonał swoją pracę i nie odstawał od dobrze funkcjonującej drużyny.
- Filip Jagiełło - 6 (wszedł w 68. minucie)
Wchodził z ławki rezerwowych w miejsce Pablo Rodrigueza, a zatem poprzeczkę miał zawieszoną wysoko. Lech już nie skupiał się wtedy tak mocno na ofensywie, a pomocnik nie miał tak dużo czasu, by mocniej wpłynąć na przebieg spotkania. Zdążył jednak zaznaczyć swoją obecność przy golu w ostatnich minutach.
- Yannick Agnero - grał za krótko, by ocenić (wszedł w 76. minucie)
Jego występ nie był czarujący. Zaliczył jedynie siedem kontaktów z piłką, a trudno wystawić mu notę jedynie za bramkę w doliczonym czasie gry. Może być jednak zadowolony, bo potrzebował przełamania i potwierdzenia swojej przydatności w ofensywie. Oby przełożył to na kolejne spotkania.
Lech Poznań - Korona Kielce 6:1 (4:0)
Bramki: 1:0 Patrik Walemark 4', 2:0 Pablo Rodriguez 6', 3:0 Mikael Ishak 23', 4:0 Pablo Rodriguez 45+4', 5:0 Mikael Ishak 55', 5:1 Camilo Mena 57', 6:1 Yannick Agnero 90+1'
Składy:
Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Terry Yegbe (58. Hubert Janyszka), Michał Gurgul - Radosław Murawski (58. Gustav Berggren), Antoni Kozubal - Patrik Walemark (58. Daniel Hakans), Pablo Rodriguez (68. Filip Jagiełło), Luis Palma - Mikael Ishak (76. Yannick Agnero)
Korona: Xavier Dziekoński - Wiktor Długosz, Slobodan Rubezić, Ariel Mosór, Marcel Pięczek (46. Konrad Matuszewski) - Patrik Hellebrand, Kamil Jakubczyk (46. Simon Gustafson) - Camilo Mena, Ondrej Lingr (29. Martin Remacle), Michael Ameyaw (46. Morgan Fassbender) - Mariusz Stępiński (62. Daniel Bąk)
Żółte kartki: Murawski, Rodriguez (Lech) - Bąk, Rubezić, Fassbender (Korona)
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok)
Komentarze (0)