To była prawdziwa walka w zwarciu. Enea Basket wytrzymała napór Sokoła
Sokół Łańcut od razu na wstępie postawił przed swoimi przeciwnikami trudne warunki. Podopieczni trenera Dariusza Kaszowskiego zaprezentowali twardą, głęboką i co ważne bardzo dobrze zorganizowaną obronę pod własną obręczą. Enei Basket Poznań trudno było się przebić po indywidualnych wejściach w okolice "pomalowanego", więc jej gracze musieli korzystać z szybkiego rozegrania, które rozmontowywało zwarte szeregi ekipy przyjezdnych. Innymi opcjami były także akcje po kontratakach czy trafieniaach z półdystansu.
Walka z Sokołem Łańcut była naprawdę wymagająca głównie ze względu na warunki fizyczne jego graczy. Podopieczni Edmundsa Valeiki musieli jeszcze ciężej i intensywniej pracować na zbiórkach, aby zapewnić sobie kontrolę nad spotkaniem, a dodatkowo ekipa przyjezdnych sprawiała dużo problemów w ofensywie. Gospodarze wkładali ogrom wysiłku w to, by nie przegrywać walki o pozycje i trzymać przeciwników na dystans. Sokół Łańcut zgodnie z założeniami prezentował bardzo intensywny styl, ale to jednak Enea Basket Poznań zakończyła pierwszą kwartę wynikiem 22:20.
Różnicę w wyniku zarysowała przede wszystkim skuteczność gospodarzy z gry, podczas gdy goście głównie nawiązywali rywalizację z Wielkopolanami po wykorzystanych rzutach wolnych. Spore zagrożenie po akcjach w szybkim ataku tworzył też Bartosz Mońko, który ewidentnie miał coś do udowodnienia. To jego akcje w drugiej kwarcie powodowały, że Sokół Łańcut utrzymywał się w grze pomimo akcji Filipa Siewruka czy Somto Dimanochiego. Na pięć minut przed końcem tracił do gospodarzy tylko pięć oczek.
Tuż przed przerwą obie ekipy zafundowały kibicom znakomity pojedynek strzelecki, przez który rywalizacja jeszcze bardziej się zacieśniła. Enea Basket Poznań postawiła na rzuty trzypunktowe, gdzie Sokoła Łańcut karcili raz za razem wspomniany Filip Siewruk, ale też Michał Samsonowicz oraz Arkadiusz Adamczuk. Sprawy w swoje ręce wzięli jednak byli podopieczni Edmundsa Valeiko w postaci Bartosza Mońki oraz Konrada Rosińskiego, którzy nie dawali rywalom wytchnienia w strefie podkoszowej. Swoje cenne oczka dorzucił też Piotr Wieloch, ale ich wysiłki wystarczyły tylko do zniwelowania strat do wyniku 39:43.
Byli gracze Enei Basket Poznań dali się jej dziś poważnie we znaki
Po powrocie na parkiet oba zespoły postawiły na jeszcze mocniejszą obronę. Koszykarze Enei Basket Poznań i Sokoła Łańcut zmuszali swoich rywali do grania na bardzo małej przestrzeni z dala od obręczy. Linia defensywy ustawiała się wysoko, uniemożliwiając tworzenie łatwych akcji po zasłonach. Każdy z zawodników był do siebie wzajemnie przyklejony w pojedynkach przez co wypracowanie dogodnej rzutowej było bardzo trudne.
To jednak Enea Basket Poznań utrzymywała prowadzenie dzięki bardzo dobrej postawie przy zbiórkach. Obręcz nie słuchała graczy Sokoła Łańcut, a zespół Edmundsa Valeiki jasno dawał do zrozumienia, kto rządzi w powietrzu. Gospodarze nie mogli jednak bardziej odskoczyć swoim przeciwnikom, a to wszystko za sprawą nadmiaru fauli czy strat, przez które Poznaniacy napędzali przeciwników. Sprawy nie ułatwiały także rzuty trzypunktowe Wielocha czy Lisa. Na trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty prowadzenie Enei Basket skurczyło się tylko do dwóch oczek.
Ostatecznie koszykarze Edmundsa Valeiki wchodzili w czwartą kwartę wynikiem 58:56 i pokazywali na parkiecie, że zamierzają zrobić wszystko, by utrzymać ten wynik szczelną obroną. Gospodarze grali z pełnym poświęceniem w defensywie, stawiając przed przeciwnikami bardzo trudne warunki pod własnym koszem. Bartosz Mońko robił wiele, by spróbować w pojedynkę nadrobić straty, ale jego rywale zafundowali Sokołowi Łańcut serię zabójczych trójek autorstwa Adamczyka, Siewruka oraz Stankowskiego.
Na pięć minut przed końcem prowadzenie Enei Basket Poznań sięgało już dziesięciu oczek przy wyniku 75:65, ale przyjezdni nie odpuszczali w końcówce. Do zwycięstwa swoją ekipę pchali byli koszykarze ekipy ze stolicy Wielkopolski. Piotr Wieloch rzucał za trzy jak oszalały, a wspomagał go w tym Bartosz Mońko. Duże problemy w strefie podkoszowej generował także Konrad Rosiński, który raz za razem pakował piłkę do kosza po wsadach.
Enea Basket Poznań dowiozła jednak zwycięstwo do końca, dzięki bardzo dobrej defensywie, ale też częstym faulom graczy Sokoła Łańcut. Przyjezdni mieli duży problem z czystym powstrzymywaniem gospodarzy przez co ci regularnie byli odsyłani przez sędziego na linię rzutów wolnych. Gości dobijały także rzuty trzypunktowe, które niwelowały trafienia Sokoła Łańcut, co przełożyło się na wynik 90:80 i powrót na zwycięski szlak.
Enea Basket Poznań - Solvera Sokół Łańcut 90:80 (22:20, 21:19, 15:17, 32:24)
Enea: Nowicki (1 punkt, 6 zbiórek, 1 asysta), Blanton (10 punktów, 14 zbiórek, 6 asyst), Stankowski (10 punktów, 4 zbiórki, 7 asyst), Rompa (6 punktów, 4 zbiórki), Adamczyk (13 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty), Samsonowicz (5 punktów), Kikowski (14 punktów, 2 zbiórki, 1 asysta), Dimanochie (15 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta), Siewruk (16 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta).
Sokół: Rosiński (18 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty), Ziółkowski (10 punktów, 8 zbiórek, 1 asysta), Walski (3 punkty, 4 zbiórki, 2 asysty), Wieloch (18 punktów, 3 zbiórki, 6 asyst), Szczypiński (5 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty), Mońko (20 punktów, 2 zbiórki), Lis (6 punktów, 3 zbiórki, 5 asyst)
Komentarze (0)