Kolejorz pokazał klasę
Dla Lecha będzie to jeden z najważniejszych sprawdzianów od początku sezonu. Kolejorz powalczy o szóste ligowe zwycięstwo z rzędu, ale naprzeciwko stanie drużyna, która zajmuje trzecie miejsce w tabeli i traci do Poznaniaków zaledwie jeden punkt. Nie jest to jednak ten sam zespół, z którym podopieczni Nielsa Frederiksena gładko rozprawili się w starciu o Superpuchar.
Różnicę pomiędzy obiema ekipami dało się wówczas zauważyć gołym okiem. Lech przystępował do lipcowego starcia z niemal kompletnie zbudowaną kadrą. Do zespołu zdążyli już dołączyć Mateusz Lis, Terry Yegbe oraz Allahyar Sayyadmanesh, który - z racji na fakt, że opuścił niemal cały okres przygotowawczy - był ostrożnie wprowadzany do zespołu. Brakowało jedynie Gustava Berggrena, który szeregi Kolejorza zasilił dopiero kilka tygodni później.
Górnik znajdował się natomiast w zupełnie innym miejscu. Największe problemy dotyczyły środka pola. Kilka tygodni wcześniej klub opuścił Patrik Hellebrand - jeden z najważniejszych zawodników drużyny trenera Michala Gasparika. W efekcie przeciwko Lechowi od pierwszej minuty zagrali sprowadzony z Legii Kacper Urbański, Lukas Sadilek i Jarosław Kubicki. Ten ostatni już w pierwszej połowie doznał jednak kontuzji, a jego miejsce zajął młody Bastien Donio, który sezon wcześniej zaliczył zaledwie dziewięć występów w Ekstraklasie.
Sytuacja kadrowa Górnika pozostawiała jednak więcej powodów do niepokoju. Na prawym skrzydle wystąpił Taofeek Ismaheel, który pod koniec sierpnia opuścił klub, przenosząc się do azerskiego Karabachu Agdam. Ławka rezerwowych również nie dawała trenerowi wielu możliwości, a różnica jakości pomiędzy podstawowym składem a zmiennikami była wyraźnie zauważalna.
Znakomite transfery wicemistrza
Od tamtego momentu Górnik dokonał jednak kilku naprawdę potrzebnych - a co najważniejsze, trafionych - transferów. Do zespołu trenera Gasparika w pierwszej kolejności dołączył Maximilian Dietz, który zasilił środek pola i znacząco zwiększył możliwości zespołu w tej formacji. Zdecydowanie większe wrażenie robi jednak wypożyczenie Paulo Bernardo z Celtiku Glasgow. Portugalczyk ma w swoim CV występy w Lidze Mistrzów, a szkocki klub w przeszłości zapłacił za niego Benfice cztery miliony euro. To transfer, który pod względem skali można porównać do sprowadzenia Luisa Palmy przez Lecha latem poprzedniego roku. Bernardo wnosi do drugiej linii jakość i doświadczenie, których wicemistrzom Polski po prostu brakowało.
Rywalizację na skrzydle wzmocnił z kolei Peter Federico. Wychowanek Realu Madryt trafił do Zabrza z Getafe, wcześniej zbierając dobre recenzje podczas wypożyczeń do Valencii i Realu Valladolid. Dominikańczyk bardzo szybko pokazał, że potrafi robić różnicę również na boiskach Ekstraklasy. Zdobył już dwa gole przeciwko Radomiakowi, a jego największym atutem pozostają odwaga w pojedynkach jeden na jednego i ponadprzeciętne wykończenie .
Zmiany nie ominęły również ataku. Sondre Liseth od dłuższego czasu nie dawał Górnikowi tyle, ile można było od niego oczekiwać, a sprowadzony latem Erik Prekop od samego początku nie wyglądał na zawodnika, który natychmiast rozwiąże wszystkie problemy Zabrzan. W połowie sierpnia Górnik wypożyczył więc z Sassuolo Janisa Antiste. Reprezentant Martyniki już zdążył potwierdzić swoje umiejętności, trafiając do siatki w meczach z AS Monaco i Rakowem Częstochowa. Być może to właśnie on okaże się lekarstwem na problemy z obsadą pozycji numer "dziewięć" w zespole Michala Gasparika.
Kapitalny początek sezonu
Choć Zabrzanom nie udało się awansować do fazy ligowej jakichkolwiek europejskich rozgrywek (w eliminacjach musieli uznać wyższość Fenerbahce, Ferencvarosu i AS Monaco), nie można zapominać o tym, że w Ekstraklasie prezentują się niemal bezbłędnie. Wygrali pięć z sześciu ligowych meczów, ponosząc tylko jedną - i to dość pechową - porażkę. W 6. serii gier lepszy od ekipy Michala Gasparika okazał się GKS Katowice, który wywiózł z Roosevelta komplet punktów, choć jeszcze do 90. minuty przegrywał. Co za tym idzie, wicemistrzowie Polski do liderującego Lecha tracą zaledwie jedno "oczko".
To najlepiej pokazuje, że sobotni mecz będzie zupełnie innym wyzwaniem niż spotkanie sprzed dwóch miesięcy. Lipcowe zwycięstwo daje Kolejorzowi powody do optymizmu, ale nie powinno usypiać czujności. Górnik przeszedł w tym czasie wyraźną metamorfozę i dziś jest zespołem zdecydowanie mocniejszym niż ten, który Lech tak pewnie pokonał w meczu o Superpuchar Polski.
Zespół Michala Gasparika przystąpi do sobotniej rywalizacji bez większych problemów kadrowych. Mistrzowie Polski będą musieli radzić sobie natomiast bez jednego z najważniejszych zawodników - Antoniego Kozubala, który od końcówki sierpnia zmaga się z urazem kostki.
Komentarze (0)