Weteran Lecha znów ma problemy. Znów czeka go dłuższa przerwa?
W sobotni wieczór na stadionie przy Roosvelta spotkania nie dokończył Antonio Milić. Chorwacki stoper nie wyszedł na drugą połowę, a w jego miejsce wszedł Mateusz Skrzypczak, sprawiając tym samym, że linia obrony Kolejorza składała się z samych wychowanków. Niels Frederiksen po meczu nie udzielił komentarza w sprawie stanu zdrowia swojego lidera, ale Dawid Dobrasz - dziennikarz portalu "Meczyki.pl" - dowiedział się od dyrektora sportowego klubu Tomasza Rząsy, że piłkarzowi doskwierały problemy z łydką. Chorwat miał ponoć coś poczuć i w związku z tym opuścił boisko prewencyjnie.
To nie pierwszy raz, kiedy Antonio Milić zmaga się w ostatnim czasie z problemami zdrowotnymi. Jeszcze na początku grudnia przed starciem z Radomiakiem Radom zawodnik miał doznać naderwania naderwania mięśnia dwugłowego uda. Po jednym meczu odpoczynku z Lausanne, wrócił na boisko w starciu z Wisłą Płock, gdzie rozegrał tylko 10 minut. Już na początku meczu znów poczuł coś w nodze i finalnie przedwcześnie opuścił boisko. Piłkarz wracał do zdrowia, nie biorąc już udziału w ostatnich grudniowych starciach.
Ostatecznie Antonio Milić powrócił do dyspozycji Nielsa Frederiksena z początkiem tego roku, pracując na pełnych obrotach na obozie przygotowawczym, ale jak widać problemy zdrowotne wciąż go nie opuszczają. Na szczęście dla Kolejorza jego zmiennik w starciu z Górnikiem Zabrze - Mateusz Skrzypczak - spisał się bardzo dobrze w duecie z Wojciechem Mońką. Wychowankowie Lecha Poznań wspólnymi siłami poradzili sobie z zagrożeniem ze strony rywali. Cały blok defensywny dobrze ze sobą współpracował i dzięki kompaktowemu ustawieniu gospodarze nie mieli zbyt dużo do powiedzenia w ataku.
Sam Skrzypczak zanotował jeden przechwyt, dwa odbiory, dwa wybicia i wygrał jeden pojedynek w powietrzu. Co ważne piłkarz nie popełniał prostych błędów tak jak to miało miejsce chociażby w starciu z Lechią Gdańsk. Było to w dużej mierze podyktowane tym, że po zejściu Antonio Milicia większą odpowiedzialność przejął na siebie Wojciech Mońka. Młody piłkarz uniósł jej ciężar i był wiodącą postacią w defensywie w trakcie sobotniego starcia.
Kapitan może nie zagrać w kolejnym spotkaniu. Jaka jest szansa na jego występ?
Potencjalna strata Antonio Milicia w meczu za tydzień przeciwko Piastowi Gliwice wcale nie musi być jedyną, odczuwalną nieobecnością w trakcie tamtej rywalizacji. Na ten moment wykluczony z niej jest także Mikael Ishak, który będzie pauzował po otrzymaniu czwartej żółtej kartki. Sędzia Sylwestrzak przyznał ją jednak w dość kontrowersyjnych okolicznościach, a Lech będzie mógł się odwołać od decyzji arbitra. Maciej Henszel poinformował w rozmowie z Dawidem Dobraszem, że Kolejorz podejmie decyzję w tej sprawie w poniedziałek natomiast w najbliższą środę zbierze się komisja ligi.
Sytuacja, o której mowa nastąpiła tuż przed końcem pierwszej połowy. Utrzymujący się przy piłce Mikael Ishak próbował uciec z nią, ścigającemu go rywalowi. Szwed w trakcie sprintu odmachnął się ręką, trafiając swojego rywala w twarz. Zawodnik Górnika Zabrze natychmiast padł na murawę, a sędzia przerwał grę. Następnie kapitan Kolejorza podszedł do leżącego przeciwnika i chwycił go za koszulkę przewracając na bok jakby próbując zmusić go do wstania. Po tej akcji Mikael Ishak wdał się w krótką rozmowę z sędzią Damianem Sylwestrzakiem, po czym ten ukarał Szweda żółtą kartką na kilkadziesiąt sekund przed przerwą.
Zapytany po spotkaniu o wspominaną sytuację i opinię odnośnie tamtej żółtej kartki kapitan Lecha Poznań półżartem, półserio odpowiedział, że wolałby tego nie komentować ze względu na to, że wtedy otrzymałby najprawdopodobniej najwyższą karę finansową w historii Ekstraklasy.
Komentarze (0)