Mimo wyjątkowo niekorzystnego wyniku 1:5 z poprzedniego spotkania przy Bułgarskiej oraz dużych problemów kadrowych zespół trenera Nielsa Frederiksena łatwo się nie poddał i zrobił wszystko, co w jego mocy, by jak najbardziej utrudnić rywalom grę. Szkoleniowiec Kolejorza niezależnie od wyniku bardzo doceniał postawę swoich podopiecznych, a w szczególności ich ciężką pracę.
- Byłem dość usatysfakcjonowany. Chciałem pogratulować swoim zawodnikom, którzy moim zdaniem zagrali świetne spotkanie. Oczywiście ten mecz podobnie jak pierwszy był bardzo trudny, ale dziś pracowaliśmy naprawdę ciężko. Nie dawaliśmy rywalom dużo przestrzeni do gry i byliśmy dość efektywni przy finalizacji naszych okazji strzeleckich. Zawodnicy zagrali niemalże perfekcyjny mecz. Nawet jeśli nie udało nam się awansować do Ligi Europy było to dla nas ważne, żebyśmy mogli się lepiej zaprezentować niż w trakcie domowego spotkania - powiedział Niels Frederiksen.
Trener zaznaczył po spotkaniu, że wprowadzono pewne zmiany taktyczne względem poprzedniego spotkania z KRC Genk. Poprawie uległa natomiast skuteczność pod bramką rywali jak również sposób konstruowania akcji. Paradoksalnie jednak, mimo dwóch zdobytych goli, szkoleniowiec Lecha Poznań najbardziej wyróżnił po spotkaniu inny aspekt gry po stronie swojej drużyny.
- W porównaniu do poprzedniego, domowego meczu nie pracowaliśmy w pressingu aż tak wysoko. Graliśmy dziś trochę niżej przy organizacji gry, ale naturalnie próbowaliśmy też zamykać przestrzenie naszym rywalom. Moi zawodnicy spisali się dziś naprawdę dobrze. Podobała mi się nasza akcja bramkowa z wykorzystaniem fazy przejściowej. Była ona całkiem niezła. Bryan dobrze zajął się piłką, a Lisman pokazał swoją szybkość. Podobały mi się takie ataki ze względu na nasze możliwości, ale ważna była też nasza wspólna, ciężka praca w defensywie przeciwko tak mocnej drużynie. To jest chyba aspekt gry, który najbardziej mnie usatysfakcjonował w tym spotkaniu - podkreślił Niels Frederiksen.
Kolektywizm na boisku, jaki zaprezentował Lech Poznań w walce o najwyższy cel mimo problemów kadrowych bardzo zaimponował Duńczykowi. Z tego powodu po spotkaniu nie skupiał się szczególnie na wyróżnianiu pojedynczych piłkarzy, choć kilku z nich jak na przykład Wojciech Mońka zaprezentowało się naprawdę nieźle. Trener mistrzów Polski zamiast tego podkreślił zasługi całej drużyny przy zwycięstwie w rewanżowym starciu z Genkiem.
- Myślę, że Mońka źle zaczął ten mecz. Pierwsze 10-15 minut w jego wykonaniu nie należało do najlepszych. Potem złapał rytm meczowy i odnotował dobry czas szczególnie w drugiej części spotkania. Wyróżniłbym po tym spotkaniu jednak także innych zawodników. Czym jest dobry występ w piłce nożnej? Czasem patrzysz na graczy ofensywnych i widzisz, że starają się zrobić coś szczególnego na boisku, ale o dobrym występie decyduje też często to, czy umiesz bronić. Ouma jako środkowy pomocnik w dzisiejszym meczu spisał się znakomicie. Ciężko pracował w środku pola podobnie jak inni zawodnicy. Jest dużo graczy, z których występów jestem zadowolony - niekoniecznie z powodu wyniku, ale też z powodu ekspresji jaką pokazał zespół w trudnym spotkaniu - stwierdził szkoleniowiec Lecha Poznań.
Niels Frederiksen tłumaczył także powody swoich zmian w trakcie spotkania. Potwierdził, że były one spowodowane nadchodzącym meczem z Widzewem Łódź w ramach rozgrywek Ekstraklasy. Spotkanie z tą ekipą odbędzie się już w najbliższą niedzielę, 31 sierpnia o godzinie 17:30 przy Bułgarskiej. Odstęp czasowy pomiędzy meczami jest zatem dość niewielki.
- Będąc szczerym muszę przyznać, że zmiany w przerwie były związane z naszym meczem, który rozegramy w niedzielę. To nie było spowodowane tym, że Luis Palma czy Kozubal zagrali źle. Przed meczem zaplanowaliśmy sobie, że zrobimy zmiany w przerwie meczu i po godzinie gry. Myślę, że wyszło nam to dość dobrze - podsumował trener Frederiksen.
Komentarze (0)