Lech Poznań przystępował do meczu z Jagiellonią Białystok niemalże w dokładnie takim samym składzie jak do rywalizacji z Bruk-Bet Termalicą. Jedyną aczkolwiek niezwykle istotną zmianą w wyjściowej jedenastce Kolejorza był brak Wojciecha Mońki, który nie znalazł się nawet w kadrze meczowej na to spotkanie. Utalentowanego stopera z gry wyeliminowała choroba w związku z czym w jego miejsce obok Antonio Milicia wskoczył Mateusz Skrzypczak.
W kadrze meczowej nie było także Filipa Jagiełło, a także Radosława Murawskiego. Obaj pomocnicy w dalszym ciągu pracują nad powrotem do zdrowia w związku z czym Niels Frederiksen w razie potrzeby musiał liczyć na talenty chociażby Tymoteusza Gmura czy Gislego Thoradrsona. Co ciekawe po przerwie od gry do dyspozycji swojego szkoleniowca w meczu z Jagiellonią powrócił Daniel Hakans,
Znakomity Abramowicz nie pozwolił Lechowi Poznań na objęcie prowadzenia przed przerwą
Początek meczu pokazał, że choć oba zespoły preferowały spokojną i dobrze ułożną grę pod względem taktycznym, to jednak zespół Lecha Poznań wykazywał się większym zdecydowaniem w swoich poczynaniach. Kolejorz w swoim stylu mocno naciskał na zespół Jagiellonii, trzymając gości na dystans od bramki Bartosza Mrozka. Podopieczni Nielsa Frederiksena grali zdecydowanie szybciej i odważniej w ofensywie względem swoich rywali. Wykazywali się także większą kreatywnością na wysokiej intesywności, podczas gdy gospodarze w pierwszym kwadransie raczej ostrożnie badali możliwości ominięcia pressingu Kolejorza.
Zawodnicy Adriana Siemieńca starali się cierpliwie rozgrywać piłkę w ataku pozycyjnym, ale ich posiadanie nie przekładało się na częste okazje strzeleckie. Dzięki agresywnej pracy bez piłki goście łatwo eliminowali ataki "Jagi" i po przechwytach błyskawicznie przemieszczali się z futbolówką pod pole karne rywali. Niestety, w ostatniej tercji boiska mistrzom Polski brakowało jednak dokładności przy wykończeniu akcji ofensywnych. Po pierwszych, obiecujących minutach spotkanie z biegiem czasu przerodziło się w pojedynek szachowy, w którym obie ekipy coraz lepiej organizowały grę i co ważne uszczelniały zasieki obronne.
Bez wątpienia najgroźniejsze okazje strzeleckie dla Lecha Poznań w pierwszej połowie tworzył sobie Patrik Walemark, ale jego znakomite, techniczne strzały fantastycznie bronił Sławomir Abramowicz. Jagiellonia miała mniej groźnych sytuacji, ale jedna z ich akcji po kontrataku mogła zakończyć się dla Kolejorza tragicznie. W sytuacji sam na sam znalazł się Kajetan Szmyt, ale wtedy znakomitym refleksem popisał się z kolei Bartosz Mrozek.
Wynik do przerwy wynosił 0:0, ale wizualnie to goście wydawali się bliżsi prowadzenia. Częściej zmuszali oni golkipera rywali do interwencji i wymuszli oni na obrońca Jagiellonii ofiarne interwencje. Podopieczni Nielsa Frederiksena regularnie przemieszczali się w pole karne Abramowicza za pomocą skrzydeł, lecz brakowało im skuteczności przy zamykaniu akcji. Tak samo zresztą jak i przy strzałach z dystansu. Mimo braku goli w pierwszej połowie, fani zespołu gości mieli powody do optymizmu.
Piłkarze Lecha bili głową w mur. Żelazna obrona Jagiellonii zapewniła jej ważny punkt
Po przerwie Lech Poznań nie zwalniał tempa i dalej naciskał na swoich rywali w ofensywie wyraźnie przejmując inicjatywę w meczu. Jagiellonia nakładała na swoich przeciwników wysoki pressing pod ich polem karnym jednak podopieczni Nielsa Frederiksena nie łamali się pod naciskiem gospodarzy. Piłkarze Kolejorza świetnie radzili sobie z piłką na małej przestrzeni i sprawnie przedostawali się między liniami poszczególnych formacji za pomocą kilku podań.
Lechici kontrolowali przebieg spotkania, ale wciąż nie dawali rady zamykać swoich akcji pod polem karnym Abramowicza. Strzały posyłane z dystansu były niecelne, a dośrodkowania zażegnywali obrońcy Jagiellonii. Oba zespoły znajdowały się w impasie, biorąc pod uwagę skuteczności gry w obronie. Po godzinie gry mecz się wyrównał, a o potencjalnym zwycięstwie jednych lub drugich mógł przesądzić jeden nawet najmniejszy błąd będąc pod presją.
W końcówce spotkania najbliżej zdobycia gola po stronie Kolejorza był Mikael Ishak. Szwed kilkukrotnie mógł przesądzić o wyniku meczu, ale zdecydowanie najbliżej osiągnięcia swojego celu był w 76. minucie meczu. Wtedy jednak piłka po strzale kapitana Kolejorza odbiła się od słupka. Poznaniacy sprawnie wykorzystywali nawet najmniejszą przestrzeń do napędzania szybkich ataków w dużej mierze dzięki rajdom Hakansa jednak Jagiellonia finalnie zawsze zażegnywała niebezpieczeństwo w ostatniej fazie akcji. Podopieczni Adriana Siemieńca nie byli regularni w tworzeniu zagrożenia jak Kolejorz, ale również potrafili napędzić stracha gościom.
Lechici do końca próbowali zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo rajdami, ale ostatecznie znakomita, zespołowa obrona Jagiellonii uniemożliwiła przyjezdnym sięgnięcie po pełną pulę. Podopieczni Nielsa Frederiksena mogli czuć spory niedosyt, biorąc pod uwagę liczbę okazji strzeleckich.
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 0:0 (0:0)
Jagiellonia: Abramowicz - Wojtuszek, Vital, Pelmard, Wdowik - Kozłowski (Romanczuk 72.), Mazurek - Pozo, Imaz, Szmyt (Leiva 71.) - Pululu.
Lech: Mrozek - Pereira, Skrzypczak, Milić, Gurgul - Kozubal, Rodriguez (Thordarson 63.), Walemark (Hakans 63.) - Gholizadeh (Ismaheel 83.), Ishak (Agnero 83.), Bengtsson (Palma 91.).
Kartki: Kozłowski 32., Vital 42., Pululu 94. - Jagiellonia - Milić 11. - Lech
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork)
Komentarze (0)