W sobotni wieczór kibice nie obejrzeli bramek w hicie 27. kolejki PKO Ekstraklasy. Jagiellonia Białystok podzieliła się punktami z Lechem Poznań, a aktualni mistrzowie Polski utrzymali dystans nad podopiecznymi Adriana Siemieńca i wciąż są na szczycie tabeli.
Spotkanie trzymało w napięciu do ostatniej minuty. Z przebiegu całego meczu wydaje się, że to Kolejorz był bliżej zwycięstwa, gdy w drugiej połowie Mikael Ishak po rękach Sławomira Abramowicza trafił w słupek. Obaj bramkarze tego dnia byli świetnie dysponowani - dla Bartosza Mrozka to zdecydowanie jeden z lepszych występów w tym sezonie.
- To było taktyczne spotkanie z obu stron. Drużyny wzajemnie kontrolowały się, zabezpieczały, nie było zbyt wielu okazji. Myślę, że mieliśmy więcej sytuacji od rywali w pierwszej połowie, ale pod koniec to oni nas zepchnęli. Remis jest sprawiedliwy i oba zespoły mogą być usatysfakcjonowane wynikiem - ocenił po meczu Niels Frederiksen.
Walka o mistrzostwo Polski potrwa do ostatniej kolejki
Jeszcze przed meczem szkoleniowiec Lecha podkreślał, że nie traktuje tego meczu jako najważniejszego w kontekście mistrzowskiej rywalizacji. Jak się okazało, sobotni wynik nie zmienił zbyt wiele w tej sytuacji, a dodatkowo pozwolił też włączyć się do walki Górnikowi Zabrze, który przekonująco wygrał z Cracovią 3:0.
- My możemy być bardziej zadowoleni dlatego, że wciąż prowadzimy i mamy przewagę nad przeciwnikami. Wciąż jeszcze siedem meczów przed nami. Mamy stabilizację, ale musimy dalej wygrywać, bo rywale będą czujni. Nic nie jest rozstrzygnięte, a pewnie znowu wszystko rozstrzygnie się w ostatnich kolejkach - stwierdził Niels Frederiksen.
W tym sezonie drużyna, która sięgnie po mistrzostwo kraju nie będzie mogła pochwalić się najbardziej okazałym dorobkiem punktowym. Tabela na przestrzeni ostatnich miesięcy mocno się wypłaszczyła. Trener Kolejorza zwrócił uwagę na to, że Ekstraklasa jest zdecydowanie mocniejsza, niż przed rokiem.
- Nie uważam, że to jest najtrudniejsza liga do punktowania, ale między drużynami nie ma dużych różnic. Każdy zespół ma jakość i bardzo trudno się tu wygrywa. Dwanaście zwycięstw w 27 meczach to nie jest dużo. Nasza średnia punktowa jest dość niska, szczególnie w porównaniu do poprzednich rozgrywek, ale tak po prostu jest - zaznaczył Duńczyk.
Doskonały występ wychowanka. Gwiazda drużyny odstawiona na boczny tor
Nie było w tym sezonie jeszcze takiego spotkania, w którym Mateusz Skrzypczak odebrałby swoim kolegom wszystkie pochwały. A jednak! Wychowanek Lecha w sobotni wieczór zagrał świetny mecz i zasłużył na miano najlepszego gracza niebiesko-białych w tym spotkaniu. 25-letni obrońca znakomicie odnalazł się na boisku, które pamięta doskonale ze swoich występów w barwach Jagiellonii. Afimico Pululu tego dnia nie był w stanie zagrozić poznańskiej drużynie.
- Mateusz był bardzo mocny przeciwko napastnikowi Jagiellonii. Milić też dobrze się spisał, a wcześniej dobre mecze miał Mońka. Cieszę się z takiego stanu rzeczy. Mamy trzech bardzo dobrych zawodników na tę pozycję, a to mimo kontuzji Alexa Douglasa. Cieszę się z dobrego spotkania Skrzypczaka, zobaczymy, jak to będzie wyglądało w kolejnym meczu - wyznał Niels Frederiksen.
Kibice mogli być zaskoczeni zmianami, na które w drugiej połowie decydował się trener. Po nieco ponad godzinie gry Duńczyk postanowił zdjąć Patrika Walemarka i wydawało się, że naturalnym zastępcą dla Szweda będzie Luis Palma, który w tym sezonie też występował już na "dziesiątce".
Szkoleniowiec posłał do gry Daniela Hakansa i przesunął do środka Leo Bengtssona. Ten wariant nie okazał się całkowicie udany, ale mimo to, sztab nie decydował się na wpuszczenie Honduranina. Palma skradł jedynie sekundy wchodząc szybko w doliczonym czasie gry i zaliczył dwa kontakty z piłką.
Niels Frederiksen wytłumaczył, że miało to związek jedynie z tym, jaki pomysł miał w głowie na rozegranie tego meczu, a jego decyzja nie była podyktowana żadnym konfliktem. Nie należy tego łączyć także z kontrowersyjnymi słowami piłkarza o tym, że chciałby otrzymać drugą szansę w Celticu po zakończeniu wypożyczenia w barwach Lecha.
- To była kwestia tego, co uważałem, że będzie dla nas dobre w tym meczu. Byłem zadowolony z piłkarzy na boisku i chcieliśmy zachować naszą strukturę. To nie był mecz, w którym potrzebowałem wpuścić Luisa wcześniej. To bardzo dobry zawodnik i w kolejnych meczach na pewno będzie grał więcej oraz lepiej - wyjaśnił trener.
Komentarze (0)