Piłkarz Lecha nie zamierza utonąć w Venezii. "Nikt mi tego transferu nie dał za darmo"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Piłkarz Lecha nie zamierza utonąć w Venezii. "Nikt mi tego transferu nie dał za darmo" - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Młody skrzydłowy Lecha Poznań nie ukrywa pewności siebie przed nowym rozdziałem życia.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań kompletnie zszokował swoich kibiców informacją o transferze Kornela Lismana do Venezii - tegorocznego beniaminka rozgrywek Serie A. Wychowanek FASE Szczecin trafi do wyjątkowo hermetycznego i specyficznego środowiska, które niedawno potrafiło już zgasić jeden wielki talent Kolejorza. Wypowiedzi 20-letniego skrzydłowego wskazują jednak na to, że piłkarz nie boi się wyzwania, będąc gotowy na trudne warunki, jakie dyktuje jedna z czołowych lig Europy.
reklama
reklama

Lisman nadrobił ważne lekcje przed transferem."Dużo już się dowiedziałem o nowym klubie"

Transfer Kornela Lismana do Venezii był zaskakujący z wielu powodów. Pierwszym na pewno był sam fakt, że beniaminek Serie A skusił się na jego usługi po tym, gdy młodzieżowiec rozegrał zaledwie 33 mecze dla pierwszej drużyny Lecha Poznań, w czasie których zdobył dwa gole oraz asystę. Na dodatek Lisman stracił ostatnie pół roku z powodu poważnej kontuzji kolana. Z tego względu szczególnie miłośnicy statystyk mogli się pukać w czoło, widząc to, że klub z Włoch zdecydował się na transfer definitywny, wykładając za niego aż 2,5 miliona euro. Były skrzydłowy Lecha Poznań wskazuje jednak na to, że jego obecny pracodawca miał go na celowniku od dłuższego czasu. 

reklama

- Już zimą było bardzo duże zainteresowanie ze strony Włochów, jednak Lech miał inny plan. Miałem udać się na wypożyczenie do Polonii Warszawa, ale przytrafił mi się uraz, który wszystko skomplikował. Wiem jednak, że Filippo Antonelli, dyrektor sportowy Venezii, miał mnie na radarze już od roku - informował w rozmowie z Antonim Partumem dla "Kanału Sportowego" Kornel Lisman.

Piłkarz informował, że nie czuje presji w związku z kwotą, jaką przeznaczyła na niego nowa ekipa w Serie A w nadchodzących rozgrywkach. Zawodnik wprost stwierdził w wywiadzie, że wyceny rynkowe i kwoty transferowe go nie obchodzą. Piłkarz wierzy w to, że Venezia ma na niego plan i wie, na kogo wydała pieniądze. Szczególnie tak niebagatelne. Lisman co prawda nie jest najdroższym zakupem tej organizacji w ostatnich latach, ale zdecydowanie bliżej mu do tych najcenniejszych piłkarzy niż tych przychodzących za kilkaset tysięcy euro. 

reklama

- Pół roku nie grałem w piłkę, więc mało kto się spodziewał, że teraz odejdę, a jednak oprócz Venezii, która była najkonkretniejsza, były wstępne zapytania z ligi holenderskiej - informował mistrz Polski z Kolejorzem. 

Sam fakt, że Venezia zapłaciła za Lismana tyle samo co za Johna Yeboah mówi samo za siebie. Piłkarz ten przechodził do Włoch po rozegraniu 30 meczów w Ekstraklasie dla Rakowa Częstochowa. Zdobył w tych rozgrywkach trzy gole i pięć asyst, notując również sześć występów w Lidze Europy, gdzie także odnotował jedno decydujące podanie. Doświadczenie zebrał też w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, a z Rakowem Częstochowa uplasował się na siódmym miejscu w Ekstraklasie. To właśnie Ekwadorczyk będzie stanowić dla Lismana punkt odniesienia w nowym klubie. W minionym sezonie Serie B odnotował 10 goli i 10 asyst w 34 meczach. 

reklama

- John Yeboah, znany z Ekstraklasy, zawsze na mnie robił duże wrażenie, bo lubię takich odważnych zawodników, co mają – potocznie mówiąc – taką „manianę”. Dziś jest kluczowym zawodnikiem Venezii, ale już kilka lat temu czułem, że może trafić do silnej ligi. No i dużo już się dowiedziałem o nowym klubie, jak gra i jakie stosuje formacje taktyczne - podkreślał były skrzydłowy Lecha Poznań w rozmowie dla "Kanału Sportowego".

Kibice Lecha mogą być spokojni o przyszłość Lismana? "Nikt mi tego transferu nie dał za darmo"

Zapowiedzi Kornela Lismana, co do jego przyszłości są bardzo budujące. Oprócz tego, że piłkarz przekonuje, co do tego, że nadrobił lekcje z zakresu taktyki i stylu gry Venezii, to w dodatku odpowiednio szybko wrócił do treningów jeszcze w ostatnim tygodniu trwania Ekstraklasy. Skrzydłowy nie ukrywa tego, że czuje się gotowy na nowe wyzwania pod wieloma względami. Wkrótce normalnie zacznie cały okres przygotowawczy w nowym klubie, a w odpowiedniej aklimatyzacji pomagają mu... koledzy z Lecha Poznań. 

- Miałem w Lechu piłkarzy, którzy grali we Włoszech, jak Filip Jagiełło czy Radek Murawski, którzy mnie nieco wprowadzili w ten temat. Rozmawiałem przez telefon także z Bartkiem Salamonem, więc mi trochę opowiedzieli o Włoszech i o Venezii - przekonywał Kornel Lisman. 

Kluczowym jednak będzie to, co Kornel Lisman faktycznie pokaże na boisku. Statystyki z Lecha Poznań zdecydowanie nie zachwycają, ale zawodnik jest świadomy swoich atutów, które mogą mu zagwarantować plac gry we Włoszech. Skrzydłowy nie boi się harówki w nowej drużynie. Jako swoje najważniejsze atuty wskazuje szybkość i odwagę w pojedynkach, ale kluczowa będzie jego gra w defensywie. To właśnie ten aspekt jest fundamentem w dobrym funkcjonowaniu we włoskich systemach taktycznych. Lisman zapowiada gotowość do poszerzania wachlarza swoich umiejętności, pracując intensywnie po obu stronach boiska.

- Mam swoje atuty. Jestem szybkim zawodnikiem, który nie boi się wchodzić w pojedynki. Nie mam też problemu z pracą w obronie, a trenerzy w topowych ligach zwracają na to uwagę. Myślę, że to przekonało władze Venezii, by na mnie postawić - zwracał uwagę w rozmowie z Antonim Partumem były skrzydłowy Lecha Poznań. 

Działacze Venezii nie mają powodów do obaw, jeśli chodzi o mentalność zawodnika. Kornel Lisman nie stawia przed sobą żadnych konkretnych celów, a zamiast tego deklaruje, że będzie się skupiać na ciągłym rozwoju i procesie w dążeniu do bycia coraz lepszym. Były skrzydłowy Lecha Poznań jest świadomy, że może go czekać duży przeskok w kontekście intensywności, ale zamierza dojść do celu małymi krokami. Analizuje swoich piłkarskich idoli jak Rafael Leao, Vinicius Junior, Ousmane Dembele czy Khvicha Kvaratskhelia. 

- Nie narzucam sobie żadnych liczb, ile chce strzelić goli, czy zaliczyć asyst. Cel jest taki, by codziennie ciężko pracować, by udowodnić, że zasłużyłem na miejsce w składzie. A jak już dostanę swoje minuty, to myślę, że liczby w pewnym momencie same przyjdą - zaznacza Kornel Lisman.

Gra w Serie A wydaje się bardzo wymagającą dla zawodnika, ale Kornel Lisman podchodzi do swojego transferu bez żadnych kompleksów. Skrzydłowy szybko przeskakiwał kolejne szczeble rozwoju, co pokazał w ekipie Lecha Poznań. Po pół roku gry dla zespołu U-17 występował już w spotkaniach pierwszego zespołu. Piłkarz zyskał uznanie trenera Nielsa Frederiksena regularnie pojawiając się na boiskach wraz z innymi, najlepszymi piłkarzami w kraju. Z tego względu nie dziwi to, że czuje dużo pewności siebie przed przygodą w Venezii - ma tam szansę na regularną grę jak każdy inny. Szczególnie, gdy jasno zapowiada chęć walki. 

- Kontuzje nie pomagały, ale nie jest to żadna wymówka, bo w Lechu byłem 2,5 roku, a 12 miesięcy straciłem przez urazy. Miałem kilka swoich momentów, jak mecz z Genkiem, gdy wygrywałem z konkurencją. Wiadomo, że tych minut nie było jakoś specjalnie dużo, ale pamiętajmy, że Lech to najlepszy zespół w Polsce. Może tak musiało być. Może nie musiałem zostać gwiazdą Lecha, żeby dostać szansę w silniej lidze. Nikt mi tego transferu nie dał za darmo. Musiałem na niego zapracować. Nie grałem tyle w Lechu, ile moi poprzednicy, którzy też wyjechali, ale myślę, że to nie jest wielki problem, żeby wyjechać i próbować walczyć - mówił w rozmowie dla Antoniego Partuma.

Venezia będzie potrzebować dobrego wejścia w sezon

Venezia awansowała do Serie A z pierwszego miejsca w niższej klasie rozgrywkowej. Wywalczyła wtedy 82 punkty z przewagą sześciu oczek nad strefą barażową. To w jej ekipie gra wicelider klasyfikacji strzeleckiej Andrea Adorante z dorobkiem aż 17 goli. W najwyższej klasie rozgrywkowej na beniaminka czekać będzie jednak o wiele trudniejsze wyzwanie, a styl skuteczny gry z Serie B może się zmienić na bardziej pragmatyczny. Kornel Lisman musi się liczyć z tym, że Giovani Stroppa może wymagać od niego przyjęcia pozycji wahadłowego, gdzie bardziej niż przy pojedynkach, rajdach i atakach będzie musiał się realizować jako gracz skoncentrowany na grze w głębokiej defensywie oraz obsługiwaniu dalekimi podaniami kolegów w linii ataku. 

Dobre wejście w sezon przez klub z Wenecji będzie mieć ogromne znaczenie dla Kornela Lismana. To wtedy może się rozstrzygnąć przyszłość jego szkoleniowca, który udowadniał już w roli opiekuna Monzy, że pracodawcy we włoskim futbolu nie uznają świętości. Stroppa wywalczył historyczny awans dla ekipy z Lombardii w sezonie 2021/22 i został zwolniony już po sześciu kolejkach w Serie A. Lisman musi mieć nadzieję, że Venezia zacznie sezon z przyzwoitymi wynikami nie ściągając na swoje barki nadmiernej presji. Zmiana szkoleniowca zatrzęsłaby budową drużyny.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo