Młodzieżowiec swego czasu zachwycał formą w Lechu Poznań
Z drugiej drużyny Lecha Poznań zdołali już odejść Filip Wilak, Hubert Kędziora, Maksym Pietrzak czy Artur Ławrynowicz, a równocześnie swoje miejsce zdołał zachować Maksymilian Dziuba. Ofensywny pomocnik Lecha Poznań ma za sobą trudny sezon, w którym zamiast progresu nastąpił rozczarowujący spadek formy. 22-latek od około roku ma problemy, żeby odnaleźć się poza akademią i nie potrafi udowodnić swojej piłarskiej jakości w innym zespole niż Lech Poznań.
Piłkarz ten początkowo faktycznie zaczynał jako jeden z najbardziej obiecujących młodych graczy w stajni Kolejorza. W sezonie 2023/24 był fundamentalnym elementem wyjściowych składów w drużynie prowadzonej przez Artura Węskę. Piłkarz w Betclic 2. lidze rozegrał 29 spotkań, w czasie których na boisku spędzał średnio ok. 80 minut.
O jego dynamicznym rozwoju świadczył też fakt, że zdobył w tamtym sezonie sześć goli i trzy asysty. Był też pierwszym wyborem na swoją pozycję w młodzieżowej Lidze Mistrzów w starciach przeciwko Nantes, a trener Mariusz Rumak dawał mu krótkie okazje na grę w pierwszym zespole przeciwko Warcie, Pogoni czy Koronie w Ekstraklasie. Wcześniej natomiast w meczu z Zawiszą Bydgoszcz w Pucharze Polski w pełni zaufał mu sam John van den Brom dając mu aż 90 minut na zaprezentowanie swoich umiejętności.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały dość jednoznacznie na to, że piłkarz będzie w przyszłości stanowić o sile pierwszej drużyny Lecha Poznań. Podobnie jak obecni najbardziej obiecujący młodzieżowcy, którzy błyszczą umiejętnościami, tak Maksymilian Dziuba również podążał ich ścieżką sukcesywnie przechodząc każdy szczebel podczas rozwoju w Kolejorzu. Wszystko jednak rozbiło się o ten najtrudniejszy test, czyli poradzenie sobie poza dobrze znanym środowiskiem klubowym.
Piłkarz pogubił się na wypożyczeniach. Jedno słabsze od drugiego
Dziuba najpierw latem 2024 roku trafił do GKS-u Tychy, w którym to zanotował pierwszy poważny spadek formy, jeśli chodzi o liczby. Łącznie otrzymał dziesięć szans od nowego szkoleniowca, by zaprezentować to, czym mógł się podobać w Lechu Poznań, ale jedyne na co stać było młodzieżowca to honorowa aczkolwiek piękna bramka w przegranej 1:5 rywalizacji ze Stalą Rzeszów. Poza tym jego statystyki zdecydowanie nie zachwycały, a spadek liczby rozegranych meczów do 14, w czasie których spędził na boisku ponad 700 minut nie wskazywał na to, że piłkarz ma szansę się odnaleźć w nowym klubie.
Sytuacja powtórzyła się również w Śląsku Wrocław. Dziuba w drugiej połowie sezonu już w 2025 roku po powrocie do Lecha odzyskał olimpijską formę notując sześć goli i asystę także w 14 spotkaniach. Znów stał się pierwszoplanową postacią w składzie trenera Grzegorza Wojtkowiaka i w związku z tym w istocie można było pomyśleć, że transfer do GKS-u Tychy, który miał duże problemy z grą w ofensywie okazał się przestrzelonym pomysłem. Jednak epizod w ekipie "Wojskowych" pokazał, że Dziuba ponownie się zagubił.
Sprowadzany do Wrocławia w roli wzmocnienia pierwszego zespołu, Dziuba rozegrał dla niego... 51 minut. Piłkarz pojawił się na boisku w trzech meczach, a następnie trafił do zespołu rezerw do Betclic 2. ligi, gdzie kiedyś znakomicie odnajdywał się na tym szczeblu rozgrywkowym grając w Lechu Poznań. Tymczasem w drugim zespole Śląska ponownie rozczarował. Piłkarz jeszcze od lipca do końca września był faktycznie podstawowym graczem tej drużyny, ale potem trafił na ławkę rezerwowych. Jego rozegrane minuty w meczach oscylowały zazwyczaj wokół dziesięciu do ponad 20 na mecz, a jakby tego było mało szans na wzrost jego piłkarskiej jakości nie dawały mu także zerowe liczby goli i asyst.
Wychowanek Lecha Poznań, który jeszcze nie tak dawno błyszczał umiejętnościami pozwolił, żeby na znaczeniu zyskiwali tacy gracze jak Adam Ciućka czy Yegor Sharabura. Ofensywni piłkarze Śląska Wrocław w swojej grze byli ewidentnie złaknieni gry, prezentowali dużą intensywność w swoich poczynaniach i przejmowali na swoje barki odpowiedzialność za poczynania swojego zespołu w ofensywie. Wiedli prym, wykazując się dużą pewnością siebie, podczas gdy Dziuba w swojej grze ewidentnie pozostawał na uboczu. Cichy, wycofany zdecydowanie nie przejmował inicjatywy oddając pole do popisu innym.
W Lechu nie otrzyma cieplarnianych warunków. Jego forma musi się ustabilizować!
Kontrakt Maksymiliana Dziuby z Lechem Poznań obowiązuje jeszcze przez rok, a presja ciążąca na barkach gracza w nadchodzącym sezonie będzie w związku z tym szczególnie duża. Rywalizacja w środku pola w nadchodzącym sezonie zapowiada się na szczególnie wyrównaną ze względu na obecność tam chociażby prężnie rozwijającego się piłkarsko Karola Delikata, ale też sprowadzenie Radosława Gołębiowskiego. Szczególnie w w przypadku tego pierwszego zawodnika można się spodziewać, że to on będzie wiódł prym w ofensywnej fazie gry. Dodatkowo na znaczeniu mogą też zyskać kolejni juniorzy starsi, którzy pukają do bram drugiego zespołu.
Jeszcze nie wiadomo, w jakiej dokładnie formacji będzie grał zespół prowadzony przez Joopa Oostervelda, ale pewne jest to, że szkoleniowiec nie będzie narzekać na brak jakości w środku pola. Dziuba stoi teraz przed dużym wyzwaniem, by przypomnieć o swojej jakości. Piłkarz wkrótce powinien się przekonać czy nie będzie stratny na nieudanej próbie przenosin do Stali Rzeszów. Pierwsze wnioski będzie można wyciągnąć już wkrótce, o czym piszemy TUTAJ.
Obecnie możemy potwierdzić, że Maksymilian Dziuba trenuje od początku przygotowań z drugą drużyną. Jeśli nie znajdzie dla siebie nowego pracodawcy, to zagra dla rezerw Lecha Poznań w następnym sezonie. Klub nie będzie chciał w żaden sposób blokować mu ewentualnej zmiany klubu.
Komentarze (0)