Po końcowym gwizdku na Enea Stadionie zapadła cisza. Taka, jaka zwykle towarzyszy największym sportowym katastrofom. Kibice zostali pozostawieni z ogromnym niedosytem, płaczem i złością. Piłkarze Lecha Poznań schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami i żaden z nich nie zdecydował się publicznie zabrać głosu. Jedynie Filip Jagiełło, jeszcze przed opuszczeniem murawy, stanął na chwilę przed kamerami TVP Sport.
- Na gorąco nie powiem nic mądrego. Daliśmy ciała i tyle. Ciężko mi powiedzieć, co było problemem. Byłem na ławce do wyniku 0:3 i ciężko było mi to oceniać. Wszedłem na boisko, chciałem dać impuls drużynie i chyba mi się to udało. Ale teraz nie ma to kompletnie znaczenia. Wynik pierwszego meczu w Danii chyba trochę zakłamywał rzeczywistość, chociaż bez względu na wszystko powinniśmy awansować. Ciężko coś mądrego powiedzieć. Jest we mnie tyle emocji i cokolwiek bym tu powiedział, to nie ma znaczenia - podsumował ten blamaż środkowy pomocnik Kolejorza.
Rozgoryczenie było i jest wciąż ogromne, bo Lech Poznań w tym roku znalazł się na o wiele łatwiejszej ścieżce do wymarzonej Ligi Mistrzów. Część zawodników nie potrafiła powstrzymać łez. Podobnie, jak pracownicy klubu, zdając sobie sprawę, że przepadła najprawdopodobniej najlepsza okazja do usłyszenia hymnu Champions League przy Bułgarskiej.
Przeprosił kibiców po bolesnej porażce. "Wiemy, jak wiele znaczył ten mecz"
Choć emocje jeszcze do końca nie opadły, jeden z zawodników postanowił zwrócić się bezpośrednio do kibiców. Terry Yegbe opublikował w mediach społecznościowych wiadomość skierowaną do fanów Kolejorza, odnosząc się do bolesnej porażki i emocji, jakie towarzyszyły wszystkim uczestnikom koszmarnego wieczoru na Enea Stadionie.
W swoim wpisie środkowy obrońca rozpoczął od przeprosin. Podkreślił, że drużyna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie miał rewanż z Aarhus GF. W dalszej części zapewnił, że cały zespół zamierza wyciągnąć wnioski z bolesnej lekcji i walczyć o odbudowę. Na zakończenie poprosił kibiców o dodatkowe wsparcie.
- Do naszych niesamowitych kibiców - szczerze przepraszamy. Wiemy, jak wiele znaczył dla was ten mecz i dla nas również był wszystkim. Wasze wsparcie nigdy nie pozostaje niezauważone. Czujemy je nawet w takich chwilach. Ta porażka nas nie zdefiniuje. Wyciągniemy z niej wnioski, wrócimy silniejsi i będziemy dalej walczyć ramię w ramię. Dziękujemy, że trwacie przy nas zarówno w chwilach triumfu, jak i w trudnych momentach. Teraz potrzebujemy Was bardziej niż kiedykolwiek. Głowy do góry. Walczymy dalej - napisał Yegbe za pośrednictwem Instagrama.
źródło: Instagram/@terry_yegbe2
Słowa obrońcy spotkały się z pozytywnym odzewem w mediach społecznościowych. Pojawiły się komentarze kibiców, którzy docenili fakt, że jako jedyny zdecydował się publicznie odnieść do jednej z największych porażek Lecha w europejskich pucharach. Od początku pobytu w Poznaniu reprezentant Ghany starał się złapać pozytywny kontakt z fanami. Jednocześnie brak wzięcia odpowiedzialności za wynik zarzucono m.in. Mikaelowi Ishakowi. Kapitan Lecha Poznań do tej pory nie zabrał głosu ws. kompromitacji.
Reakcja w następnym meczu to obowiązek
Lech nie będzie miał wiele czasu na rozpamiętywanie odpadnięcia z eliminacji Ligi Mistrzów, bo już za dwa dni wróci do rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie, gdzie zmierzy się na wyjeździe z beniaminkiem, Wieczystą Kraków. To w zasadzie kluczowy moment, by zareagować i pokazać charakter, mając na uwadze też to, że drużyna w pierwszej kolejce straciła punkty z Cracovią. Oby ten koszmar pozostał jedynie bolesną lekcją na przyszłość, a nie początkiem znacznie większego kryzysu.
Komentarze (0)