Nie tego spodziewano się po tym spotkaniu
GKS Katowice przyjechał do Poznania po niezwykle dołującym spotkaniu w STS Pucharze Polski, w którym podopieczni Rafała Góraka po rzutach karnych przegrali z Rakowem Częstochowa. To był duży cios mentalny dla drużyny i jednocześnie bardzo wyczerpujący mecz dla części piłkarzy, która miała w nogach 120 minut gry.
Zakładano, że z tego powodu GieKSa całkowicie posypie się w stolicy Wielkopolski i może nie będzie to gładkie zwycięstwo Lecha Poznań, ale za to na pewno dość przekonujące. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo w pierwszej połowie to Kolejorz sprawiał wrażenie zespołu, który chwilę wcześniej walczył przez dwie godziny w pucharowym starciu. Pierwsza połowa była jedną z najgorszych, jakie Poznaniacy rozegrali w tym sezonie i zasłużenie schodzili do szatni, przegrywając 0:1.
- Na pewno dało się ich przycisnąć, ale dzisiaj nie wykorzystywaliśmy tego. Byli w pierwszej połowie zdecydowanie lepsi od nas. My nie potrafiliśmy wskoczyć na ten swój poziom, zwłaszcza w tej pierwszej połowie. Po prostu przeważali - mówił po tym meczu Antoni Kozubal, zawodnik Kolejorza.
Chaos w szeregach gospodarzy. Nie wystarczyło, by zwyciężyć
W drugiej połowie Lech wyglądał lepiej, ale nie na tyle, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Kolejorz był w stanie jedynie skracać dystans do przeciwników, bo po przerwie dwukrotnie musiał jeszcze odrabiać straty. O ile zmiennicy podnieśli jakość w ofensywie, o tyle linia obrony tego dnia nie funkcjonowała tak, jak należy.
- Po pierwsze, zaczęliśmy grę bardzo źle. Pierwsza połowa w ogóle była fatalna. Nie był to nasz najlepszy poziom. To było dość rozczarowujące. W drugiej połowie wciąż było dużo chaosu z przodu i w defensywie. Trudno jest zdobyć trzy punkty, gdy nie zapobiegamy utracie trzech bramek - podsumował to spotkanie Daniel Hakans.
Skrzydłowy Lecha w rozmowie z przedstawicielami mediów mógł chociaż na chwilę się uśmiechnąć, bo zaliczył świetne wejście z ławki i zdobył efektownego gola na 2:2. W kolejnych minutach miał okazję, by wyprowadzić swój zespół na prowadzenie.
- Moja zmiana była okej. Miałem całkiem dużo miejsca. To też sposób, w jaki strzeliłem gola. Bardzo dobre wyczucie z mojej strony i dobra reakcja Luisa. Dobrze, że udało się to wykończyć. To był całkiem intensywny mecz. Zagrałem tylko 20 minut, ale czuję tę intensywność. Dużo biegania od jednego pola karnego do drugiego - mówił Hakans.
Wyraźna reakcja wychowanka Lecha
O dobrym występie nie mógł mówić Antoni Kozubal. W ostatnich tygodniach stał się odkryciem na pozycji głęboko cofniętego pomocnika - załatał Lechowi sporą dziurę na pozycji numer sześć i zasłużenie zbierał pochwały. O tym, jak słaby był niedzielny mecz w jego wykonaniu, może świadczyć to, że skuteczniejszy w defensywie był nawet Timothy Ouma, który zmienił go w końcówce.
- Dla mnie to było kino dramat. Jeden z moich gorszych meczów, odkąd wróciłem do Lecha. Największe problemy u mnie to niedokładność z piłką, ale też przegrane pojedynki w defensywie. Plus jest taki, że jest więcej czasu, żeby teraz trenować i podnieść się. Będę mógł dowiedzieć się, co było źle i to poprawić. Takie jest życie - mówił kompletnie rozczarowany 21-latek.
Poznaniacy wciąż są liderem tabeli, ale nie wykorzystali okazji do powiększenia przewagi. Ta nawet stopniała, bo zwycięstwo Zagłębia Lubin przybliżyło Miedziowych do Kolejorza na dwa punkty. Szatnia Lecha Poznań była mocno rozczarowana, ale piłkarze podkreślali, że przyjmują ten punkt z pokorą, bo teraz każde "oczko" dopisane do dorobku będzie miało znaczenie w kontekście końcowego triumfu.
- Jeśli chodzi o drużynę, ważny punkt ale duże rozczarowanie, liczyliśmy na więcej. Musimy wziąć ten remis, bo tabela jest bardzo wąska, więc każdy punkt ma znaczenie, zwłaszcza z GieKSą która jest też mocna - dodał Kozubal.
Komentarze (0)