Enea AZS przystępuje do kluczowych zmagań bez szkodliwej presji. "Chcemy się dobrze bawić"
Walka o złoty medal dla akademiczek była możliwa dzięki wygranej w pierwszej rundzie z Zagłębiem Sosnowiec oraz znakomitej serii do pięciu meczów z Eneą AJP Gorzowem Wielkopolskim. Trener Wojciech Szawarski po spotkaniu powiedział, że dla jego drużyny limitem jest już tylko niebo i potwierdził to także dzisiaj, deklarując, że jego zawodniczki nie zamierzają osiadać na laurach. Enea AZS chce iść po pełną pulę nie zadowalając się jedynie finałem. W końcu nie dały żadnego powodu, by dyskredytować je na wstępie
- Gramy z Lublinem czyli z zespołem, który ostatnio pokonaliśmy wyraźnie w Poznaniu, więc przystępujemy do tej walki z optymizmem i z wiarą w to, że możemy osiągnąć jeszcze większy sukces (...) Lublin to naprawdę świetna, klasowa drużyna. Mają przewagę boiska i w sezonie pokazali, że to drugie miejsce jest dla nich zasłużone. Mają ogromne atuty w postaci podkoszowych czy obwodowych. W ich szeregach jest też Robbi Ryan, która w poprzednim sezonie była MVP ligi. Mają też solidne Polki i generalnie grają coraz lepiej względem tego, co prezentowały dwa miesięce temu. Natomiast my również wyglądamy lepiej w związku z czym cieszę się na tą rywalizację - dzielił się odczuciami trener Wojciech Szawarski.
Trener Wojciech Szawarski zaznaczał przed finałową serią, że zespołowi towarzyszy zupełnie inna presja. Teraz zespół sam ją sobie narzuca, co nie miało miejsca chociażby w rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec w pierwszej rundzie zmagań. Wtedy wygrana runda była po prostu obowiązkiem, a teraz koszykarki będą mogły zdjąć z siebie znaczny ciężar oczekiwań. Jednak jak podkreśla szkoleniowiec, ambicje w zespole wciąż są duże z czym zgadzają się jego podopieczne.
- Myślę, że mamy bardzo dobre nastawienie. Wiemy, co u nas funkcjonuje i kiedy gramy dobrze, więc myślę, że nie pozostało nam nic innego niż tylko przeć do przodu, bawić się tym i sprawić niespodziankę (...) Tak jak trener wcześniej wspomniał, same narzucamy sobie oczekiwania. Gramy i trenujemy po to, żeby wygrywać i osiągać jak najwyższe cele. Myślę, że bez szczególnej presji, ale z ogromnym wsparciem ruszamy na tą serię do Lublina. Chcemy się dobrze bawić, nie mamy nic do stracenia - mówiła Malina Piasecka, rozgrywająca Enei AZS Politechniki.
Po serii z Gorzowem Wielkopolskim zespół koncentrował się głównie na odpoczynku. Szkoleniowiec jest zdania, że zawodniczki znajdują się w na tyle dobrej kondycji meczowej, że nie potrzebują dodatkowej pracy na treningach. Co prawda Lublinianki tego czasu na regenerację miały więcej w związku z wcześniejszym zakończeniem serii, ale Enea AZS Politechnika wciąż ma argumenty, aby zaskoczyć swoje przeciwniczki. Ich przewaga w kontekście wypoczynku wcale nie musi być decydująca.
- Graliśmy drużynową koszykówkę i to dawało nam wszystkim mnóstwo radości. To co nas wyróżnia i sprawia, że jesteśmy wyjątkowe to, kim jesteśmy razem zarówno na parkiecie jak i poza nim. Jesteśmy zjednoczone i możemy pokonać każdego. Przygotowanie się na nas jest trudne, ponieważ gramy zespołowo w każdej fazie: zarówno w obronie jak i ataku - stwierdziła liderka poznańskiej ekipy, Brittany Brown.
Enea AZS wygrywa mecze drużynowością. Zgranie i przyjaźń zaprowadziły akademiczki aż do finałów!
Pozytywna energia i brak ciężaru oczekiwań może uskrzydlić podopieczne trenera Szawarskiego, które już w trakcie piątego meczu z Gorzowem nie mogły narzekać na brak ogromnego wsparcia. Mocy zawodniczkom na parkiecie dodawały nie tylko rezerwowe, ale również mnóstwo kibiców, którzy wiernie trwali przy drużynie. To może stanowić ważny atut dla drużyny Szawarskiego szczególnie, że AZS UMCS już boleśnie odczuł w tym sezonie bagaż presji wielkich oczekiwań fanów za sprawą namnożenia się krytycznych opinii w social-mediach na początku 2026 roku.
- Nie śledzę mediów społecznościowych innych drużyn. Na parkiecie zostawiamy wszystko i myślę, że nasi fani to doceniają. Nie spotkałem się z żadnymi negatywnymi przejawami. Naszym atutem jest to, że tak jak widać jesteśmy przede wszystkim drużyną - lubimy się na boisku i lubimy się poza boiskiem. Naprawdę czujemy jedność oraz wsparcie. U nas w drużynie nie ma negatywnych emocji i to jest właśnie nasz główny atut - podsumował Wojciech Szawarski.
Drużynowość i wszechstronność Enei AZS Politechniki widać w szczególności po tym, że każdy potrafi tam w mgnieniu oka stać się kluczową postacią. W meczu z piatym z Gorzowem udowodniła to chociażby Emilia Kośla, która w jednej kwarcie przeistoczyła się w gnębicielkę swoich przeciwniczek za sprawą swoich rzutów trzypunktowych. Na bohaterkę swojej ekipy w play-offach wyrosła też zdecydowanie Hannah Hank. Australijka wskoczyła do pierwszej piątki i zaczęła dominować w statystykach zbiórek oraz punktów.
- Nie spodziewałam się, że wskoczę do pierwszej piątki, ale stała się to dla mnie dobra okazja, by pokazać z mojej strony wszystko to, co najlepsze i wdrożyć do gry swoje atuty. Dołożyłam od siebie właściwą mentalność, konkurencyjność i agresję. To dało mi dużo zabawy (...) Polska liga jest naprawdę dobra i rywalizacja w niej stoi na wysokim poziomie. Toczenie pojedynków z poszczególnymi zawodniczkami daje mi dużo radości - mówiła w rozmowie z nami Australijka.
Dobre zgranie z zespołem i właściwe relacje to coś na co Hank mocno stawiała akcent. Wyraźnie podkreślała, że jej dobra forma to w szczególności zasługa jej koleżanek z drużyny. W rozmowie z nami mówiła, że cieszy się, iż może wspomagać je swoimi atutami na parkiecie. Po kilku miesiącach od przybycia do Poznania czuje, że dzięki partnerkom nabrała większej pewności siebie oraz złapała właściwy rytm w grze.
- Jestem teraz pewniejsza siebie, a z czasem zaczęłam lepiej poznawać dziewczyny wokół, które okazały mi duże wsparcie. Dobrze się bawię z tym zespołem i łapię właściwy rytm. Doceniam ich pracę w tym, bym mogła pokazać swoje atuty pod koszem i dzięki temu zespół może na mnie liczyć we właściwej grze obronnej i w ataku - podkreślała koszykarka Enei AZS Politechniki Poznań.
Znakomite przygotowanie fizyczne zagwarantuje akademiczkom mistrzostwo?
Inną z koszykarek, która szczególnie urosła w oczach stała się Malina Piasecka. Rozgrywająca w ostatnich spotkaniach zaczęła zachwycać nie tylko kapitalną skutecznością za trzy, ale również ogromną determinacją w obronie jeden na jeden. Rozgrywająca akademiczek stanowi ważny punkt swojej ekipy w obecnej serii i również zwraca uwagę na aspekty, które pozwoliły na to, by jej rola zyskała na znaczeniu w tym sezonie
- Dużo mi dał wzrost mojej pewności siebie jak również przygotowanie fizyczne. Zagrałyśmy już większą ilość meczy niż w zeszłym sezonie, a czuję się jakbym mogła jeszcze biegać i biegać. Przez lato pracowałam nad techniką indywidualną, więc myślę, że to takie aspekty, które mi pomogły i cieszę się, że mogę iść tylko do przodu - dzieliła się odczuciami Malina Piasecka.
Rozgrywająca Enei AZS Politechniki zwracała szczególną uwagę na to, że zespół dba o ciągły wzrost formy poprzez bardzo intensywną grę na treningach. To również podkreśla skalę wyzwania, jakie stanie przed zespołem UMCS-u. Lublinianki mają się czego obawiać, biorąc pod uwagę determinację koszykarek podczas zmagań poza meczami.
- Czasami toczyłyśmy naprawdę bardzo mocne boje na treningach, więc ta intensywność w naszej drużynie jest bardzo wysoka. Sądzę, że to też nam dużo dało, biorąc pod uwagę ostatnie serie z Gorzowem czy wcześniej Sosnowcem. To były naprawdę fizyczne mecze, a my wyglądałyśmy w nich naprawdę dobrze fizycznie. O to się nie martwię - wspominała przed finałową serią Malina Piasecka.
Pierwszy mecz serii, gdzie stawką jest mistrzostwo Polski odbędzie się już jutro w Lublinie o godzinie 18:00. W środę o tej samej godzinie zostanie rozegrane kolejne starcie, a kibice z Poznania obejrzą swoje ulubienice w akcji na własnym parkiecie dopiero w sobotę 18 kwietnia o godzinie 18:00.
Komentarze (0)