Niels Frederiksen po dwóch porażkach z rzędu w nowym roku postawił na ultraofensywny skład w meczu przeciwko wiceliderowi Ekstraklasy. Zgodnie z zapowiedziami Duńczyk wprowadził korekty decydując się z przodu na Taofeeka Ismaheela kosztem Alego Gholizadeha i Patrika Walemarka w miejscu Luisa Palmy, który w ostatnim czasie notuje obniżkę formy. Przy takim ustawieniu Kolejorz nie miał już prawa cierpieć na indolencję strzelecką pod polem karnym Marcela Łubika.
Szwedzi dali Lechowi prowadzenie. Kolejorz wreszcie uporządkował swoją grę
Lech Poznań początkowo, podobnie jak w Gliwicach, miał duże problemy z przejęciem kontroli nad meczem. Górnik Zabrze przeważał w pierwszych minutach i to on musiał radzić sobie z agresywnym pressingiem Kolejorza, który przyjął bardziej defensywną postawę. Choć podopieczni trenera Michala Gasparika częściej prowadzili ataki, to przyjezdni pierwsi wyszli na prowadzenie już w 10. minucie. Dośrodkowanie po rzucie rożnym wykorzystał Mikael Ishak, po tym gdy piłka podbita piętką przez Bengtssona spadła idealnie na jego głowę. To trafienie wreszcie pozwoliło Kolejorzowi na odzyskanie właściwego rytmu gry.
Podopieczni Nielsa Frederiksena zaczęli częściej zbierać drugie piłki, co przełożyło się na dłuższe utrzymywanie się na połowie rywali. Przy prowadzeniu swoich akcji lechici mocno stawiali na pojedynki i próbowali przenikać przez linię defensywy Górnika Zabrze za pomocą długich podań prostopadłych za plecy obrońców. Zabrzanie musieli wyjątkowo często ścigać się z atakującymi Lecha Poznań w pierwszej połowie, powstrzymując ich odważne rajdy.
W szczególności w pierwszej połowie sobotniego meczu świetnie prezentował się szwedzki tercet: Bengtsson-Ishak-Walemark. Każda z tych postaci wnosiła wiele cennych cech do gry swojego zespołu, dzięki czemu Lech Poznań mógł tworzyć wiele zagrożeń pod bramką Łubika. Zabrzanie mieli ogromne problemy z kryciem w szczególności ostatniego z wymienionych graczy, który pchał akcje do przodu i dzięki swojej szybkości błyskawicznie docierał pod pole karne przeciwników. Natomiast Ishak i Bengtsson ciężko pracowali fizycznie, ale potrafili też zaimponować techniką w rozegraniu piłki.
Dzięki właściciwej organizacji gry w fazie obronnej piłkarze Lecha Poznań wyeliminowali większość atutów Górnika Zabrze w ofensywie. Gospodarze największe zagrożenie tworzyli w zasadzie tylko po stałych fragmentach gry, ale potrafili dawać się we znaki Kolejorzowi agresywnym pressingiem, podwajaniem przy kryciu i częstymi faulami. Wicelider Ekstraklasy ewidentnie nie bał się mistrza Polski, ale w pierwszej połowie to przyjezdni byli górą przy Roosvelta.
Obrona Lecha dowiozła sukces. Niemoc gości w ataku
Po przerwie Górnik Zabrze w dalszym ciągu testował szczelność defensywy Lecha Poznań. Goście przyjęli dość bierną postawę i postawili na głębsze zasieki obronne, zmuszając wicelidera Ekstraklasy do ataku pozycyjnego, bazującego w dużej mierze na dośrodkowaniach czy strzałach z dystansu. Tymczasem Lech Poznań w dalszym ciągu decydował się na kontrataki przy wykorzystaniu najbardziej dynamicznych zawodników. Podopieczni Nielsa Frederiksena stawiali na indywidualne sprinty błyskawicznie przemieszczając się pod pole karne Łubika. Niestety ich praca na niewiele się zdawała w kontekście groźnych okazji strzeleckich.
Druga połowa w Lechu Poznań upłynęła pod znakiem walki. Przyjezdni bardziej koncentrowali się na wzmacnianiu formacji defensywnej i przede wszystkim utrzymaniu się przy piłce. Górnik Zabrze wściekle atakował swoich przeciwników w pressingu, wymuszając na nich częste straty piłek. Wicelider Ekstraklasy również pozostawał jednak bezradny pod polem karnym Bartosza Mrozka głównie ze względu na świetne interwencje obrońców.
Podopieczni Nielsa Frederiksena wyglądali w ostatnim kwadransie jakby chcieli już tylko dotrwać do końcowych minut. Ataki prowadzone przez lechitów były przewidywalne i nieskuteczne. Kolejorz nie potrafił udokumentować swojej przewagi kolejnym golem, ani też długotrwałym posiadaniem piłki, ale dzięki bardzo stabilnej, zespołowej grze w defensywie uporał się z trudnym rywalem i dowiózł skromne, ale bardzo cenne zwycięstwo z wiceliderem.
Trzeba jednak przyznać, że wciąż nie był to najlepszy mecz Lecha Poznań w ofensywie, a trener Niels Frederiksen nadal ma prawo narzekać na skuteczność swoich zawodników. W 89. minucie Yannick Agnero mógł podwyższyć prowadzenie na 2:0, ale Iworyjczyk fatalnie przestrzelił będąc kilka centymetrów od bramki Łubika. Zamiast gola odnotował "pudło kolejki", ale w swoich problemach nie był osamotniony. Dla szkoleniowca Lecha Poznań sobotni mecz jest dowodem na to, że dalsze, wzmożone prace nad poprawą gry w ofensywie są jak najbardziej konieczne.
Górnik Zabrze - Lech Poznań 0:1 (0:1)
Bramki: Ishak 10. - Lech
Lech: Mrozek - Gumny, Milić (Skrzypczak 46.), Mońka, Gurgul - Kozubal, Rodriguez, Walemark (Palma 57.) - Bengtsson (Jagiełło 77.), Ishak (Agnero 82.), Ismaheel (Gholizadeh 57.).
Górnik: Łubik - Sacek (Olkowski 71.), Janicki, Josema, Janza - Hellebrand, Rakoczy (Rupanov 46.), Sadilek - Domingues (Lukoszek 46., Bochniewicz 89.), Liseth, Khlan (Sauer 83.).
Kartki: Ishak 45., Bengtsson 62., Gumny 83. - Lech
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław)
Komentarze (0)