Słabe wejście Hiszpana do zespołu. Zdecydowanie ustępował formą swojemu poprzednikowi
Jakość Pablo Rodrigueza od początku jego przybycia na Bułgarską była kwestią dyskusyjną wśród kibiców Lecha Poznań. Oczekiwania względem 24-letniego Hiszpana, który trafił do Lecha za nieco ponad milion euro z włoskiego Lecce były bardzo duże. W końcu wchodził on w buty Afonso Sousy. Portugalczyk po poprzednim, mistrzowskim sezonie miał status wielkiej gwiazdy. Do Turcji odchodził jako jeden z najlepszych piłkarzy w kraju, zdobywając tytuł najlepszego pomocnika Ekstraklasy oraz plasując się w topowej dziesiątce klasyfikacji strzeleckiej z 13 bramkami i pięcioma asystami.
Pablo Rodriguez miał zatem wiele do pokazania, ale początkowo wcale nie przekonywał, co do swojej ceny i co do swoich umiejętności. Kibice po jego pierwszych występach zarzucali mu dużą chaotyczność, nieporadność z piłką i brak kontroli nad wydarzeniami, które się wokół niego działy na boisku. Piłkarzowi od pierwszych spotkań nie brakowało woli walki, charakteru i ambicji, ale jego umiejętności stricte piłkarskie przy braku chłodnej głowy pozostawiały dużo do życzenia. Sytuacji nie poprawiały również jego problemy związane z językiem angielskim, co utrudniało komunikację w szatni.
Ciężka praca i waleczność. Tak nowy zawodnik Lecha zyskuje przychylność kibiców
24-letni pomocnik początowo wchodził do drużyny jako rezerwowy, ale mniej więcej w okolicach listopadowej przerwy reprezentacyjnej nastapił oczekiwany wzrost formy. Piłkarz stał się nieusuwalnym elementem wyjściowych jedenastek układanych przez trenera Frederiksena. W szczególności na przełomie października i listopada pokazywał, dlaczego zasługuje na zaufanie trenera. Piłkarz dwa razy z rzędu potrafił notować kluczowe podania w meczach Ligi Konferencji z Lincoln FC i Rayo Vallecano, a także wpisywał się na listy strzelców w ekstraklasowych rywalizacjach z Arką Gdynia i Radomiakiem Radom. Ponadto dał także ważną asystę w meczu Pucharu Polski z Gryfem Słupsk.
Hiszpan na boisku często bywał nieprzewidywalny, niejednokrotnie grając na granicy faulu, ale liczby broniły jego zachowań. Wszelkie braki w umiejętnościach czy błędy w rozegraniu nadrabiał świetną grą bez piłki w pressingu. Od Rodrigueza momentami nie dawało się odczepić, a letni nabytek Kolejorza błyskawicznie reagował po stracie futbolówki. O jego jakości w tym aspekcie świadczy statystyka odnotowana przez portal Stats Bomb. Hiszpan w całej lidze posiada siódmy wynik skoków pressingowych.
To w dużej mierze tym zyskał sympatię kibiców, którzy nie patrzyli wcześniej przychylnym okiem na jego nadmierną agresję i zbyt częste prokurowanie fauli. Hiszpan stawał się w kolejnych meczach pierwszym obrońcą, gdy Lech Poznań tracił futbolówkę, czym znacząco różnił się od Afonso Sousy. Niezmiennie jednak statystyki wskazują, że zespół Nielsa Frederiksena bez jego nadaktywności i umiejętności gry bez piłki straciłby mnóstwo jakości.
Warto zaznaczyć, że równocześnie wraz ze wzrostem wkładu Rodrigueza w grę drużyny na boisku, uwidaczniała się także jego rola w szatni. Piłkarz zaczął nadrabiać braki w języku angielskim oraz zyskiwać sympatię kolegów swoją charyzmą, tworząc pozytywną atmosferę. Widać to było szczególnie w social-mediach klubu, a już zwłaszcza na vlogach ze zgrupowania w Abu Zabi, gdzie Rodriguez pokazywał, że przykłada się do nauki języka angielskiego i ciężko pracuje nad swoją fizycznością.
Niels Frederiksen przekonuje fanów o wzroście formy swojego zawodnika. "Staje się coraz lepszym piłkarzem"
Między Hiszpanem, a Afonso Sousą pojawiają się mimo wszystko dość zasadne różnice. Przede wszystkim Pablo Rodriguez zdecydowanie odstaje od poprzednika w kontekście wykorzystywania swoich okazji strzeleckich. 24-latek zasłynął choćby katastrofalnym pudłem w starciu z Piastem Gliwice, czym tylko uwypuklił swoje wady w tym zakresie. Jednakże w kontekście kreowania sytuacji strzeleckich zawodnik ten znajduje się w ścisłej czołówce ligi według danych przygotowanych przez StatsBomb.
W przeliczeniu na 90 minut Pablo Rodriguez jest w dziesiątce ofensywnych piłkarzy, którzy najczęściej kreują sytuacje swoim partnerom w Ekstraklasie. To z pewnością robi wrażenie, ale warto do tych liczb dorzucić również fakt, iż Rodriguez posiada wyższy współczynnik przewidywanych asyst niż Afonso Sousa miał w każdym sezonie w Lechu. Wspomnijmy, że 24-letni Hiszpan odzyskuje futbolówkę dwa razy częściej niż jego renomowany poprzednik.
Niels Frederiksen przed niedzielnym meczem z Piastem Gliwice dał do zrozumienia, że to, co kibice mogą obserwować na boisku, jest w istocie pokłosiem świetnej pracy Hiszpana na treningach. Duńczyk chwalił postawę Rodrigueza, który imponował swoją pracą fizyczną i co ważne odnotowuje systematyczny wzrost, potrafiąc odnaleźć się nie tylko na pozycji "dziesiątki", ale również w innych miejsca w środku pola.
- Pablo to zawodnik, który mocno się rozwinął. Od momentu, gdy tu dołączył aż do teraz udowadnia, że staje się coraz lepszym piłkarzem. Bardzo ciężko trenuje i bardzo ciężko pracuje na boisku. Widzimy to po jego wynikach w kwestii fizyczności, co nam się bardzo podoba. Może sprawdzać się na pozycji "ósemki", ponieważ pracuje bardzo ciężko bez piłki, ale wciąż może też występować jako "dziesiątka". Wykonuje swoją pracę właściwie i zalicza progres - doceniał swojego podopiecznego Nielsa Frederiksen podczas piątkowej konferencji prasowej.
Wydaje się zatem, że zawodnik wkracza w najlepszy możliwy czas w dotychczasowej przygodzie z Lechem Poznań, ale żeby częściej potwierdzał swoją jakość muszą zostać spełnione dwa czynniki. Piłkarz musi skuteczniej wykorzystywać nadarzające się sytuacje strzeleckie szczególnie, że te w starciach z Arką Gdynia czy Piastem Gliwice nie należały do najtrudniejszych. Wystarczy spojrzeć na jego wyniki w Racingu Santander - na drugim szczeblu rozgrywkowym miał siedem goli w 34 meczach. To nie jest piłkarz pozbawiony jakości w kwestii wykończenia, a w Lechu wyraźnie brakuje mu koncentracji i spokoju w decydujących chwilach..
Drugim czynnikiem, który pozwoli Pablo Rodriguezowi osiągać jeszcze lepsze statystyki jest również skuteczność jego partnerów. Kilkukrotnie zdarzało się, że okradali go z asyst, których piłkarz powinien mieć o wiele więcej w tym sezonie. Przykład Yannicka Agnero w starciu z Górnikiem to tylko jeden z tych świeższych. Zresztą Hiszpan wykreował w tamtym meczu sytuacje na poziomie oczekiwanych goli wynoszących 0,75. W dodatku miał też największy wkład w okazje strzeleckie Lecha w rywalizacji z Piastem Gliwice. Piłkarz już udowadniał, że posiada właściwą inteligencję oraz technikę, by za sprawą jednego podania zdecydować o golu dla swojej drużyny
Casus Pablo Rodrigueza z tego sezonu to przykład na to, że najprostsze statystyki mogą mocno przekłamać rzeczywisty obraz umiejętności danego piłkarza. Obecnie i tak jego wyniki są całkiem niezłe: posiada on trzy asysty w pięciu meczach Ligi Konferencji i dwa trafienia w 15 meczach PKO BP Ekstraklasy. Łącznie w 26 spotkaniach w tym sezonie odnotował już 1,6 tys. minut na boisku.
Komentarze (0)