Dramatyczne występy Milicia i Skrzypczaka. Co stało za ich obecnością w pierwszym składzie?
Kibice Lecha Poznań po meczu z Lechią Gdańsk nie szczędzili mocnych słów pod adresem dwóch stoperów Lecha Poznań - Mateusza Skrzypczaka i Antonio Milicia. Obaj zawodnicy rozegrali do spółki jeden z najgorszych meczów w tym sezonie i to właśnie w dużej mierze przez ich błędne decyzje zespół Kolejorza wysoko przegrał 1:3 przy Bułgarskiej w pierwszym starciu w 2026 roku.W pierwszej kolejności fanów negatywnie zaskoczył Antonio Milić, który swoim kompletnie niepotrzebnym zagraniem w 47. minucie doprowadził do gola samobójczego. Chorwat całkowicie zaskoczył Bartosza Mrozka, który był gotowy do prostej interwencji i złapania futbolówki. Tymczasem środkowy obrońca Lecha zdecydował się na nieudany wykop i w tamtym momencie Kolejorz przegrywał już 1:2.
Drużynie w nadrobieniu katastrofalnego wyniku nie pomógł także wspomniany Mateusz Skrzypczak, który pokazał ze swojej strony wszystko, co najgorsze przy bramce Lechii na 1:3. Były obrońca Jagiellonii Białystok najpierw fatalnie pomylił się w rozegraniu, będąc zupełnie nieatakowanym, a później przy sprokurowanym kontrataku nie zrobił nic, by utrudnić Tomasowi Bobckowi oddanie celnego strzału na bramkę Mrozka. Zamiast zaatakować zawodnika przy piłce, skupił się na graczu, którego już pilnował Antonio Milić de facto go podwajając. Środkowy obrońca Lecha kompletnie się wtedy pogubił.
To właśnie po adresem wychowanka Kolejorza wylało się najwięcej mocnych słów ze względu na jego grę w tym meczu kosztem Wojciecha Mońki, który pod koniec rundy jesiennej notował fantastyczny czas. Niels Frederiksen wytłumaczył, dlaczego zdecydował się na posadzenie młodzieżowca na ławce w tym spotkaniu.
- Zgadzam się, że Wojciech Mońka jest bardzo jakościowym zawodnikiem. Mamy przed sobą jeszcze wiele spotkań i może zagra już we wtorek, ale jeszcze nie podjąłem decyzji w tej sprawie. Milić i Skrzypczak wyglądali bardzo dobrze w trakcie zimowego obozu przygotowawczego. Nie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że nie zagrali dzisiaj na swoim najwyższym poziomie, ale nie byli w tej kwestii jedyni - argumentował po spotkaniu trener Lecha Poznań.
Liczby bronią występów Wojciecha Mońki! Dlaczego zatem siedzi na ławce?
Statystyki Wojciecha Mońki mówią jednak same za siebie. 19-letni obrońca Kolejorza wdarł się przebojem do pierwszego składu i od początku swojej przygody z pierwszą drużyną, jeszcze w poprzednim sezonie udowadniał swoją wielką wartość. Wychowanek Lecha Poznań w swoich poczynaniach jest praktycznie nieomylny, a w interwencjach towarzyszy mu spokój i pewność siebie. Nie popełnia prostych strat, a każdy jego wybór jest właściwy.W końcówce poprzedniego sezonu w debiutanckim meczu w wyjściowym składzie przeciwko Legii w rundzie wiosennej był filarem pierwszej linii. Mońka w tym sezonie zagrał zaledwie w czterech meczach PKO BP Ekstraklasy, ale z nim na boisku drużyna ani razu nie przegrała. Jakby tego było mało straciła w sumie tylko cztery gole i raz zachowała czyste konto. Kolejorz z nim w składzie nie dał się pokonać także w Pucharze Polski przez Piast Gliwice. Wyjątek stanowi tylko rywalizacja w Lidze Konferencji przeciwko Lincoln FC, a poza tym również i tam Mońka przez większość czasu okazywał się talizmanem Kolejorza.
Statystyki w zdecydowanej większości stoją po stronie 19-letniego obrońcy mistrza Polski, ale jak widać trener Niels Frederiksen gospodaruje nim w oszczędny sposób. Wychowanek Kolejorza zebrał póki co cztery występy w Ekstraklasie, cztery w Lidze Konferencji, dwa w kwalifikacjach do Ligi Europy i po jednym w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów oraz w Pucharze Polski. Skrzypczak natomiast w samej lidze krajowej odnotował 14 spotkań, a w Lidze Konferencji ma ich sześć, dzięki czemu w dużej mierze zdołał podwoić minuty Mońki, mając ich 2 tysiące.
Niels Frederiksen ma teraz bez wątpienia duży ból głowy w kontekście zestawienia swoich środkowych obrońców przed nadchodzącymi meczami. Szczególnie, że nawet weteran i filar formacji defensywnej - Antonio Milić - udowodnił w sobotę, że po obozie przygotowawczym nie jest wcale w najwyższej formie. Rozwiązanie musi nadejść jak najszybciej bowiem we wtorek 3 lutego o 20:30 lechici zagrają na wyjeździe zaległe spotkanie z Piastem Gliwice w ramach 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Komentarze (0)