Lech Poznań odniósł niezwykle cenne zwycięstwo w Kielcach
W niedzielę, 22 lutego, Lech Poznań mierzył się w stolicy województwa świętokrzyskiego z Koroną Kielce, która rozpoczęła rundę od dwóch wyjazdowych zwycięstw i niespodziewanej domowej porażki z Zagłębiem Lubin. Stawka tego meczu była dla Kolejorza naprawdę spora - z racji na wyniki pozostałych spotkań 22. kolejki lechici stanęli przed szansą nie tylko na awans na pozycję wicelidera PKO BP Ekstraklasy, ale również zmniejszenie dystansu do Jagiellonii, która podzieliła się punktami w spotkaniu z Radomiakiem Radom.
Podopieczni Nielsa Frederiksena wywiązali się ze swojego zadania bardzo dobrze, a gdyby brać pod uwagę jedynie pierwszą połowę niedzielnego starcia, powiedzielibyśmy nawet, że celująco. Przed przerwą gra Lecha zakrawała o perfekcję - piłkarze Kolejorza doskonale radzili sobie zarówno z piłką, jak i bez piłki. Strzelili również dysponującej jedną z najbardziej szczelnych defensyw w lidze Koronie dwa gole - pierwszy padł po znakomitym kontrataku, a drugi - po stałym fragmencie gry.
Obraz gry uległ jednak zmianie po zmianie stron. W 54. minucie gola kontaktowego zdobył po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a zespół gospodarzy nabrał wiatru w żagle. Choć lechici aż do doliczonego czasu gry nie wykreowali już sobie ani jednej dogodnej sytuacji, umiejętnie ugasili zapał podopiecznych Jacka Zielińskiego, którzy byli w stanie zagrozić Kolejorzowi jedynie po dośrodkowaniach ze stojącej piłki. Po końcowym gwizdku niezwykle dumny z postawy swojego zespołu był trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen.
- Tak, muszę powiedzieć, że moim zdaniem pierwsza połowa, którą dziś zagraliśmy, była jedną z najlepszych w tym sezonie. Była ona fantastyczna pod każdym względem - zarówno z piłką, jak i bez piłki. Nasza kultura gry stała na bardzo wysokim poziomie i uważam, że w pełni zasłużyliśmy na dwa gole oraz prowadzenie 2:0 do przerwy. Myślę też, że całkiem dobrze zaczęliśmy drugą połowę. Jak wszyscy jednak wiecie, bramki zmieniają przebieg meczu. Kiedy straciliśmy gola po stałym fragmencie gry, zaczęliśmy się trochę wahać, a rywale podnieśli pressing. Wtedy byliśmy nieco bardziej nerwowi w grze z piłką i musieliśmy walczyć do końca spotkania. Uważam jednak, że zawodnicy właśnie to zrobili. Dlatego ogromne słowa uznania dla nich za dzisiejszy występ - naprawdę zagrali bardzo dobrze. Trzeba też pamiętać, że graliśmy w czwartek i mieliśmy za sobą wiele godzin podróży. Tym bardziej był to bardzo, bardzo dobry występ zespołu - nie ukrywał radości po końcowym gwizdku szkoleniowiec Lecha Poznań.
Lokomotywa wróciła na właściwe tory. Kolejorz wygrał czwarte spotkanie z rzędu
Choć aktualni mistrzowie Polski rozpoczęli rundę wiosenną w najgorszym możliwym stylu, ponosząc całkowicie zasłużoną porażkę w domowej rywalizacji z Lechią Gdańsk, a nastepnie - głównie przez własną nieskuteczność - wracając na tarczy z Gliwic, błyskawicznie udało im się wrócić na właściwe tory. Wydaje się, że duża w tym zasługa sztabu szkoleniowego, który wyciągnał odpowiednie wnioski - Lech zaczął bowiem grać rozważniej, niekiedy porzucając swoje DNA, czego najlepszym przykładem jest wyjazdowy mecz z Górnikiem Zabrze. Swoje zrobili również zawodnicy, którzy (wyłączając końcówkę domowego starcia z Piastem oraz spotkanie z KuPS) wyraźnie poprawili skuteczność.
Nielsa Frederiksena należy natomiast pochwalić za umiejętne zarządzanie powierzonymi mu zasobami ludzkimi - jego decyzje personalne, takie jak posadzenie na ławce rezerwowych znajdujących się w kiepskiej dyspozycji Joela Pereiry i Luisa Palmy kosztem Roberta Gumnego i Leo Bengtssona, po prostu się bronią. Cieszyć może również fakt, że zawodnicy będący w bardzo dobrej formie (Wojciech Mońka, Michał Gurgul, Antoni Kozubal, Pablo Rodriguez) cieszą się zaufaniem Duńczyka, niemal każdy mecz rozpoczynając w wyjściowej jedenastce.
Lechici mogą pochwalić się obecnie passą czterech kolejnych zwycięstw. Obowiązkiem wydaje się przedłużenie jej przynajmniej o jeden mecz - w czwartek do stolicy Wielkopolski przyjedzie bowiem KuPS Kuopio, z którym Kolejorz spokojnie poradził sobie w mroźnym Tampere. Później podopiecznych Nielsa Frederiksena czekają jednak dwa niezwykle kluczowe spotkania - w niedzielę, 1 marca podejmą przy Bułgarskiej Raków Częstochowa, a trzy dni później zagrają przed własną publicznością z Górnikiem Zabrze o półfinał Pucharu Polski.
Komentarze (0)