Rekord zdusił Wartę na jej terenie. Zieloni mieli niewiele do zaoferowania
Warta Poznań walczyła o to, by odzyskać pozycję wicelidera. ale walczący o utrzymanie Rekord Bielsko-Biała nie zamierzał ułatwiać gospodarzom zadania. Podopieczni trenera Piotra Tworka nakładali wysoki pressing na swoich przeciwników, nie dając im wiele czasu i przestrzeni do rozgrywania akcji. Przedmeczowe przewidywania Macieja Tokarczyka się sprawdzały, bowiem rywale prezentowali dobrą organizację gry, co w połączeniu z ich intensywnością potrafiło napsuć Warcie krwi.
Obu drużynom trudno było siebie wzajemnie zaskoczyć, a rywalizację w pierwszej części spotkania naznaczała fizyczna walka w środku pola o utrzymanie posiadania. Bramkarze mieli niewiele pracy, a gracze Warty Poznań i Rekordu Bielsko-Biała szukali okazji strzeleckich po długich podaniach między liniami lub dośrodkowaniach w pole karne. Pierwsza wyjątkowo groźna okazja strzelecka nadeszła w 16. minucie, kiedy to kapitalną interwencją w sytuacji sam na sam popisał się Leo Przybylak. Było to groźne ostrzeżenie, bowiem zespół przyjezdnych ewidentnie nabierał wtedy rozpędu.
Warta nie miała innego pomysłu na wydostawanie się spod pressingu niż za pomocą dalekich przerzutów do przodu, które padały łatwym łupem rywali. Operowanie piłką po ziemi i budowanie akcji po seriach krótkich podań było wyjątkowo utrudnione w przypadku Zielonych. Pressing nakładany przez piłkarzy Rekordu Bielsko-Biała powodował łatwe straty piłki, a gospodarze nie mieli nawet możliwości, by nacieszyć się dłuższym posiadaniem. Pierwsza połowa w wykonaniu podopiecznych trenera Tokarczyka zdecydowanie nie należała do tych z gatunku przebojowych, a na domiar złego rywale coraz śmielej wdzierali się w pole karne Zielonych.
Kibice przy Drodze Dębińskiej musieli czekać aż do 40 minuty, aby ich podopieczni wypracowali sobie dogodną okazję strzelecką. Kapitalną piłkę na dobieg otrzymał Szymon Zalewski i prawie zdołał dotrzeć do niej pierwszy, gdyby nie odważna interwencja bramkarza Wiktora Kaczorowskiego. Jedyna dogodna okazja strzelecka na pięć minut przed końcem pierwszej połowy nie była jednak niczym pozytywnym dla zgromadzonych fanów Zielonych. Wynik 0:0 był najniższym wymiarem kary przy grze warciarzy, która obfitowała w liczne błędy indywidualne.
Obiecujące pół godziny nie wystarczyło do zwycięstwa. Warta wykorzystała spadek sił Rekordu
Problemy Warty Poznań nie ustały po przerwie. Rekord Bielsko-Biała dopiął swego i po trzech minutach drugiej połowy wyszedł na prowadzenie 1:0. Daniel Świderski wykorzystał dalekie podanie na dobieg i skierował piłkę do siatki. Choć wydawało się, że obrońca Warty wybije piłkę po tym, gdy ta odbiła się od słupka, ostatecznie nie dał rady zażegnać niebezpieczeńswa. Tamta sytuacja bynajmniej nie podziałała na Zielonych mobilizująco. W szeregach zespołu Tokarczyka wciąż było dużo chaosu i nie przypominał on dobrze funkcjonującej maszyny. Swoje ataki warciarze opierali niemal wyłącznie na dalekich podaniach.
Rekord Bielsko-Biała zyskiwał pewność siebie i w stu procentach realizował swój plan na grę. Wysoki pressing gości zabierał rywalom potencjalne okazje strzeleckie, a także zmuszał ich do prostych błędów. To właśnie one naznaczyły przebieg sobotniego spotkania po stronie gospodarzy. Podopieczni trenera Tworka przejęli inicjatywę w drugiej części spotkania i grali w takim stylu z jakiego jesienią była znana ekipa Warty Poznań - spychali przeciwników do głębokiej defensywy i zasypywali ich strzałami.
Najbardziej frustrująca była jednak skala błędów indywidualnych po stronie Zielonych. Ich rozegranie kompletnie nie zdawało egzaminu nawet i bez pressingu rywali. Zawodnicy trenera Tokarczyka nie rozumieli siebie nawzajem, a momentami wręcz oddawali piłkę za darmo. Dopiero po 60. minucie spotkania Warta Poznań wreszcie zaczęła dochodzić do częstszych okazji strzeleckich, wykorzystując spadek energii w zespole Rekordu. Ekipa z Bielska-Białej cofnęła się głębiej i przestała wywierać mocną presję na przeciwnikach z czego Warta Poznań regularnie korzystała.
Ostatnie 20 minut upłynęło pod znakiem kruszenia obrony Rekordu w czym kluczową rolę odgrywali dwaj rezerwowi: Szymanek oraz Kusztal. To oni wypracowywali najgroźniejsze okazje dla swojej drużyny, ale Wiktor Kaczorowski był przez większość czasu bezbłędny. W końcu jednak Zieloni złamali defensywę przeciwników w 75. minucie po tym, gdy dośrodkowanie w pole karne precyzyjnie wykończył Tomasz Wojcinowicz. Warta Poznań długo czekała na dogode okazje strzeleckie, ale gdy je otrzymała to zrobiła z nich użytek.
Ostatni kwadrans był naznaczony akcjami w ataku pozycyjnym po obu stronach boiska, ale żadna z drużyn nie zdołała sforsować zasieków obronnych swoich przeciwników. Świetne interwencje obrońców pozwalały na oddalanie zagrożenia. Najlepiej świadczyła o tym interwencja Avdieieva, który do spółki z Leo Przybylakiem uratował skórę Warcie Poznań w sytuacji sam na sam w ostatnich minutach gry. Zieloni mieli swoje okazje strzeleckie po dalekich podaniach na dobieg, ale brak jakości nie pozwolił im na radość z trzech punktów.
Warta Poznań - Rekord Bielsko-Biała 1:1 (0:0)
Gole: Wojcinowicz 75. - Warta - Świderski 49. - Rekord
Warta: Przybylak - Kwiatkowski (Lepczyński 57., Kornonis 78.), Wojcinowicz, Avdieiev, Waluś, Kumoch (Steblecki 61.), Niedzielski, Zylla (Szymanek 57.), Rychert, Zalewski, Smoczyński (Kusztal 57.)
Rekord: Kaczorowski - Sobociński, Ściślak, Łaski (Soszyński 75.), Boczek, Świderski (Kasprzak 75.), Pawłowski, Gibiec (Hornik 75.), Tekieli (Śliwka 64.), Poznański, Ciućka (Sommerfeld 90.).
Kartki: Kumoch 13., Kusztal 71. - Warta - Poznański 36. - Rekord
Sędziował: Mateusz Stępniak (Gdańsk)
Komentarze (0)