Warta była daleka od ideału w pierwszej połowie. Hutnik mógł sobie tylko pluć w brodę
Zespół Hutnika Kraków zdecydowanie nie przestraszył się przyjezdnych i od pierwszego gwizdka wysoko naciskał na nich w pressingu. Jego cel był jasny - za wszelką cenę, jak najszybciej przenieść piłkę pod pole karne Leo Przybylaka. Natomiast Warta Poznań wyszła na mecz zdecydowanie bez pewności siebie, zahukana i roztargniona. Gospodarze raz za razem nacierali na bramkę, a Zielonych ratowały albo desperckie interwencje ich obrońców, albo rażąca nieskuteczność rywali przy dogodnych sytuacjach.
Warta nie potrafiła zapanować nad przebiegiem spotkania, mając trudności już przy samym wyprowadzeniu piłki. Uciekała ona spod nóg kolejnych zawodników, a Hutnik Kraków przechwytywał zdecydowaną większość zagrań. Było to w dużej mierze spowodowane tym, że goście próbowali napędzać swoje ataki niemal wyłącznie za pomocą dalekich podań prostopadłych. Padały one łatwym łupem graczy z Krakowa, którzy zdecydowanie wiedli prym na tle wyraźnie zagubionej Warty, która łamała się pod ich silnym pressingiem.
Przez większość czasu w pierwszej połowie Wartę Poznań stać było tylko na niewielkie zrywy w ofensywie głównie po stałych fragmentach gry. Zespół trenera Jędrzeja Łągiewki nie odwzajemniał ostrych nacisków, grając bez piłki, a zamiast tego na murawie wyglądał tak jakby tylko czekał na cios. Zieloni ustawiali się nisko w obronie, dopuszczając Krakowian do licznych strzałów. Schemat ofensywnych akcji gospodarzy się powtarzał, a mimo to Warta Poznań zupełnie nie wyciągała z tego wniosków.
Wszystko to jednak przestało mieć znaczenie w 37. minucie. Wtedy to Zieloni w końcu wyprowadzili pierwszy skuteczny atak po przechwycie Stebleckiego na połowie rywala, a zdobywcą pierwszego gola został Filip Waluś. Jedna z najjaśniejszych postaci w zespole trenera Łągiewki nie zawiodła w kluczowym momencie i pokazała, że optyczna przewaga nie ma znaczenia, jeśli drużyna nie jest skuteczna w ofensywie.
Goście dość szczęśliwie wyszli na prowadzenie w pierwszej połowie, ale sztab szkoleniowy zdecydowanie miał powody, by czuć niesmak w związku z postawą swojego zespołu. Wynik Zielonych kompletnie nie odzwierciedlał przebiegu spotkania, w którym to Hutnik Kraków przez większość czasu był najbliżej prowadzenia. Gospodarze dawali z siebie wszystko na boisku jednak bez skuteczności pod polem karnym Przybylaka nie było o czym mówić. Warta Poznań potrzebowała natomiast przejąć wreszcie kontrolę nad spotkaniem - to było największym mankamentem po ich stronie.
Defensywa Warty stanęła na wysokości zadania. Hutnik nie zdołał przełamać gardy Poznaniaków
W drugiej części spotkania ekipa gospodarzy już nie prezentowała tak wysokiego poziomu jak wcześniej, a Warta Poznań wreszcie przebudziła się w pressingu. Ponadto długie podania prostopadłe w końcu zaczęły przynosić efekty w postaci częstszych okazji strzeleckich dla Zielonych. Wszystko wskazywało na to, że sztab szkoleniowy gości poukładał zespół w przerwie. Zieloni pokazywali na początku drugiej połowy, że są o wiele lepiej zorganizowani w grze bez piłki.
To jednak nie sprawiało, że przyjezdni optycznie wyglądali na stronę wyraźnie dominującą. Hutnik Kraków postawił wyjątkowo trudne wyzwanie w ofensywie, a przyjezdni najzwyczajniej w świecie dobrze reagowali na wszelkie reagowali na wszelkie niebezpieczeństwa. Kibice Warty Poznań pierwszy raz w drugiej połowie wstrzymali oddech dopiero w 63. minucie. Wtedy to katastrofalną "asystę" przy trafieniu rywala mógł odnotować Sebastian Steblecki, lecz Leo Przybylak w sytuacji sam na sam popisał się rewelacyjną interwencją.
Zieloni naturalnie próbowali różnych sposobów na to, by stworzyć sobie dogodną okazję strzelecką, ale Hutnik świetnie się bronił za sprawą zwartego bloku obronnego pod swoim polem karnym. Podopieczni trenera Łągiewki próbowali różnych sposobów na jego minięcie, ale kolejne gole nie nadchodziły. Na dziesięć minut przed końcem było niemalże pewne, że komplet punktów Warcie Poznań zapewni zaciśnięta garda i najwyższa koncentracja w obronie.
Postawiony pod ścianą Hutnik Kraków ostro napierał na przeciwników, którzy nie zajmowali się niczym innym jak oddalaniem kolejnych zagrożeń. Gospodarze kilkukrotnie mieli przed sobą doskonałe okazje na wyrównanie, ale ponownie ich rażąca nieskuteczność odbierała im szanse przynajmniej na remis. Warta dobrze wywiązywała się ze swoich zadań i utrzymała wynik aż do ostatniego gwizdka, meldując się na pozycji wicelidera Betclic 2. ligi. Tym samym znów na cztery kolejki przed końcem stanęli przed szansą na bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy. Ostatnie minuty niedzielnego meczu były jednak niesamowicie nerwowe zarówno dla piłkarzy Warty jak również ich kibiców.
Hutnik Kraków - Warta Poznań 0:1 (0:1)
Gol: Waluś 37. - Warta
Hutnik: Wróblewski - Hołuj, Kędziora (Hoyo Kowalski 66.), Urbańczyk (Bil 50.), Jopek (Rzepka 77.), Sowiński (Szablowski 66.), Bracik, Basse (Gałązka 46.), Zawada, Kieliś, Prusiński.
Warta: Przybylak - Lepczyński, Avdeev, Jakubowski - Rychert, Kumoch (Dziedzic 57.), Steblecki (Michalski 87.), Stefaniak (Kornobis 87.) - Waluś, Kusztal - Stanek (Smoczyński 46.).
Kartki: Urbańczyk 39. - Hutnik - Jakubowski 60., Dziedzic 68., Steblecki 77. - Warta
Sędziował: Arkadiusz Nestorowicz (Biała Podlaska)
Komentarze (0)