Trudne początki Kamińskiego w nowym klubie
Jakub Kamiński stał się bohaterem transferowego hitu tego lata i zamienił niemieckie FC Koeln na jedną z największych marek w europejskim futbolu czyli Benficę. Do momentu rozpoczęcia sezonu wszystko dla Polaka układało się wręcz bajkowo, ale pierwsze problemy w nowym klubie dosięgnęły go niemalże równie szybko. 24-latek przychodził do Portugalii jako czołowa postać zespołu z Bundesligi z dorobkiem siedmiu goli i pięciu asyst w 34 meczach, a tymczasem w Benfice prawieże z miejsca trafił na ławkę.
Początki Jakuba Kamińskiego w Benfice były jeszcze tymi z gatunku obiecujących, bowiem w dwumeczu kwalifikacji do Ligi Europy z FC St. Gallen odnotował asystę, spędzając na boisku ponad godzinę w obu starciach. Potem jednak w tych rozgrywkach zaczął zaliczać epizodyczne występy, które nie przekraczały nawet dziesięciu minut w kolejnych trzech meczach. Jakby tego było mało trener w ogóle nie dawał mu szans na grę w lidze portugalskiej.
Przyspawany do ławki Jakub Kamiński rozegrał jak dotąd ledwie 73 minuty w jednym spotkaniu przeciwko Martimo, gdzie nie odnotował żadnej znaczącej statystyki. Jeden mecz i to w dodatku w niepełnym wymiarze czasowym zdecydowanie nie napawał optymizmem kibiców z Polski, którzy liczyli na to, że lider naszej reprezentacji podąży drogą Bednarka i Pietuszewskiego, rozkochując trybuny. Tymczasem wątpliwości oraz znaki zapytania tylko narastały.
Wychowanek Lecha Poznań poprowadził swój zespół do zwycięstwa
Z tego właśnie względu wielu fanom towarzyszyło ogromne zdziwienie widząc Polaka w wyjściowym składzie na niezwykle prestiżowy, premierowy mecz w tym sezonie Ligi Europy przeciwko AC Milanowi i to w dodatku na legendarnym San Siro. Jakub Kamiński w wybitnej formie meczowej ostatnimi czasy nie był, ale szansa dana mu przez Marco Silvę była niepowtarzalna. Mimo presji oczekiwań oraz jakości przeciwnika Kamiński zyskał doskonałe warunki, by udowodnić swoją jakość i wartość dla drużyny.
Reprezentant Polski wykorzystał swoją szansę w najlepszy możliwy sposób. To dzięki jego podaniu Benfica mogła wyjść na prowadzenie. "Kamyk" już w 16. minucie rozpoczął jedną ze swoich wielu akcji skrzydłem i pod polem karnym Milanu inteligentnie przerzucił piłkę na sąsiednie skrzydło do Dodiego Lukebakio. Ten bez problemu urwał się towarzyszącemu mu Bartesaghiemu i oddał strzał będący poza zasięgiem Mike'a Maignan.
Był to pierwszy tak ważny szlif wychowanka Lecha Poznań zostawiony w pierwszej połowie. Drugim natomiast była sytuacja z 30. minuty, kiedy to skrzydłowy mógł podwyższyć prowadzenie strzałem z woleja. Niestety, przyblokował go wtedy Samuel Chukwueze uniemożliwiając czyste uderzenie.
Milan przekonał się jednak o tym, że co się odwlecze to nie uciecze, bowiem Jakub Kamiński finalnie zdołał pokonać bramkarza, ale dopiero w drugiej połowie. Dawna gwiazda Lecha Poznań w 53. minucie najpierw oddała groźny strzał na bramkę, który odbił się od muru obrońców, a później już bezwzględnie wykorzystała swoją okazję po precyzyjnym podaniu Souffiana El Karouaniego. Obrońcy Milanu kompletnie stracili z radaru Polaka, który popisał się mocnym strzałem pod poprzeczkę tuż nad głową bezradnego Mike'a Maignana.
Była gwiazda Lecha zachwyciła nie tylko w ofensywie. Zasłużyła na więcej szans?
Po zejściu z boiska w 80. minucie komentatorzy nie szczędzili mu pochwał i rzeczywiście mieli ku temu wszelkie powody. Jakub Kamiński zaliczył występ kompletny. Oprócz gola i asysty świetnie spisywał się w defensywie całkowicie eliminując zagrożenie ze strony Samuela Chukwueze, który nie miał nic do powiedzenia pod bramką Trubina. "Kamyk" nie spuszczał go z oka doskonale wyłączając z gry prawą flankę Milanu.
Wychowanek Lecha Poznań był zawsze tam, gdzie tego od niego akurat wymagano i skutecznie zamykał bok boiska przy groźnych dośrodkowaniach. Dokładał od siebie także ogrom pracy w wyprowadzaniu kontrataków skrzydłem po przechwytach, stanowiąc główną broń swojej drużyny. Regularnie zmuszał obrońców Rossonerich do pojedynków biegowych oraz wyjątkowo dużej koncentracji przy dryblingach. Widać było, że rywale mieli duże problemy z odbudowywaniem formacji co było spowodowane dynamiką Polaka.
Statystyki być może nie wskażą na wybitne spotkanie w wykonaniu "Kamyka", ale każdy kto oglądał mecz, doskonale widział, ile znaczy w grze dla swoich partnerów. Jego znakomity występ idealnie zbiegł się w czasie z czasem powołań selekcjonera Jana Urbana na wrześniowe mecze Ligi Narodów. Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości co do tego czy Jakub Kamiński nie zatracił zjawiskowej formy z FC Koeln, w środowy wieczór, to otrzymał najlepsze potwierdzenie tego, że tak nie jest.
- To normalne, że jestem krytykowany, gdy nie gram dobrze na boisku i nie pokazuję tego, co potrafię. Nie stanowi to dla mnie problemu, ale wiem, że moja forma nieco spadła. Muszę też popracować nad kondycją. Na razie uważam, że jest w porządku, udaje mi się lepiej pokazywać pewne rzeczy. Ogólnie jest dobrze. Jestem bardzo szczęśliwy, wygraliśmy 2:0 na San Siro, to był świetny występ drużyny. Stworzyliśmy historię, ponieważ Benfica nigdy wcześniej nie wygrała z Milanem, dlatego jestem bardzo szczęśliwy z dzisiejszego dnia.” - wskazywał po spotkaniu Jakub Kamiński cytowany przez portal "Cabine Desportiva".
Opinia publiczna może zadawać sobie teraz ważne pytanie: czy wieczór na San Siro spowoduje, że trener Marco Silva będzie częściej korzystał z byłego gracza Lecha, czy może raczej był to tylko epizod w długiej drodze Jakuba Kamińskiego do wywalczenia sobie pozycji w nowym klubie?
- Kamiński rozegrał świetny mecz pod względem taktycznym. To skrzydłowy, który w razie potrzeby potrafi zagrać na pozycji "piątki". Cieszę się z jego powodu - nie była to łatwa droga. Odegrał decydującą rolę, pomagając drużynie zarówno z piłką jak i bez niej - mówił cytowany przez profil "Vai Benfica" trener Marco Silva.
Jedno jest pewne - widząc taki pokaz umiejętności na pewno nie będzie łatwo wytłumaczyć się z potencjalnego, ponownego posadzenia reprezentanta Polski na ławce. Szczególnie, że jeżeli "Kamyk" poradził sobie przeciwko Milanowi, to czemu miałby nie dać rady zachwycić kibiców 20 września o 21:30 w kolejnym wielkim hicie przeciwko FC Porto?
Komentarze (0)