Warto wierzyć w pozostanie Gholizadeha w Lechu Poznań? Kibice mają dylemat

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Warto wierzyć w pozostanie Gholizadeha w Lechu Poznań? Kibice mają dylemat - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Jedni wierzą w jego pozostanie, inni godzą się z odejściem. Którzy kibice mają więcej racji w swoim podejściu?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaNie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że diagnoza Alego Gholizadeha w postaci zerwanych więzadeł przednich i ośmiu miesięcy rehabilitacji brzmi koszmarnie z czysto sportowego punktu widzenia. Jednak skutki wydarzenia z Lublina z całą pewnością będą znacznie bardziej dalekosiężne, a mowa tu o przyszłości Irańczyka przy Bułgarskiej. Czy jego poważna kontuzja stanie się kurtyną, która zakończy jego występy na scenie Enea Stadionu?
reklama
reklama

Przytłaczająca liczba nieobecności Gholizadeha zaważy na jego przyszłości w Lechu?

Obecna sytuacja Alego Gholizadeha doprowadziła w ostatnich, kilkunastu godzinach do istnej debaty na temat tego, czy Lech Poznań pomimo kolejnej, fatalnej kontuzji powinien dążyć wszelkimi możliwymi sposobami do przedłużenia umowy z byłym zawodnikiem Charleroi. Dyskutanci w tej kwestii dzielą się na dwie grupy: tych, dla których magia zawodnika (nawet chwilowa) jest warta poświęceń oraz tych, dla których skala nieobecności Irańczyka w trakcie jego trzech lat kariery przy Bułgarskiej jest nieakceptowalna. 

To właśnie na tych kwestiach w dużej mierze opiera się cały dylemat w kontekście przyszłości skrzydłowego. Skupiając się na faktach, całą dyskusję należy zacząć od tego, że piłkarz prawieże 2/3 swojego pobytu w klubie spędził w gabinetach lekarskich. Samo za siebie mówiło już to, że Lech Poznań sięgnął po niego wtedy, gdy gracz ten był poważnie kontuzjowany. Przychodził do Kolejorza po artroskopii kolana, co przyczyniło się do ułatwionego transferu do nowego klubu.

reklama

W swoim pierwszym sezonie przy Bułgarskiej gracz ten wystąpił w ledwie dwóch meczach Pucharu Polski wchodząc z ławki i rozegrał 10 spotkań w Ekstraklasie bez żadnych poważnych liczb. Później problemy zdrowotne wróciły do niego także w kwietniu 2024 roku po rywalizacji ze Stalą Mielec, kiedy to został wyeliminowany w kluczowej fazie rozgrywek. Fatalne wyniki drużynowe do spółki z niesamowicie frustrującą sytuacją wtedy najdroższego gracza w historii Ekstraklasy spowodowały, że Gholizadeh zyskał niechlubny przydomek "Rehasport MVP".

fot. Monika Wantoła/X

Obłędnego sezonu 2024/25 nikt Gholizadehowi z pewnością nie zapomni, ale była to jedyna kampania, w której w całości można było na niego liczyć w trakcie trzech lat pozbytu przy Bułgarskiej. Już od razu, na wstępie obecnych rozgrywek piłkarz ten wyleciał z gry na praktycznie całą rundę jesienną z powodu urazu mięśnia uda, powracając dopiero w końcówce listopada. Racjonalnie trzeba przyznać, że to zdecydowanie za mało biorąc pod uwagę koszty inwestycji w niego, a w szczególności rolę jaką pełni. Pierwotne zerwanie łąkotki wcale nie było jedynie nieszczęśliwym wypadkiem, a preludium pod inne, powtarzające się problemy zdrowotne z jego udziałem. 

reklama

fot. Ali Gholizadeh/instagram

Zachowując jednak pełną rzetelność należy także podkreślić fakt, iż w pierwszym sezonie Gholizadeh rozegrał w sumie 13 spotkań, a obecnie ma ich aż 29. W obu tych zestawieniach w grę wchodzą liczby ze wszystkich rozgrywek, a zatem mimo problemów zdrowotnych trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż nie są one równomierne. Obecny sezon w wykonaniu Irańczyka pod względem obecności na boisku nie jest aż tak załamujący jak pierwszy, choć brak Gholizadeha również potrafił odcisnąć na drużynie piętno. 

Na rodrożu pomiędzy przywiązaniem do ojczyzny, a walką dla Lecha

reklama

W takiej sytuacji jest zrozumiałym, że władze Lecha Poznań, nawet biorąc pod uwagę geniusz Irańczyka, nie chcą dla niego rozbijać banku. Czysto racjonalnie dyspozycyjność piłkarza cechuje się kompletną nieprzewidywalnością, co nie dość, że podważa opłacalność przedłużenia kontraktu to w dodatku mocno oddziałuje na fundamenty zespołu. A przecież, kto jak kto, ale Kolejorz boleśnie przekonał się o skali wyzwania zarządzania drużyną, gdy kontuzjowani byli ważni zawodnicy. Stanowiło to jeden z kluczowych argumentów, które przytaczał Niels Frederiksen tłumacząc kiepską dyspozycję Lecha w pierwszej rundzie. 

W dyskusji na temat słuszności pozostawienia Gholizadeha w Lechu niektórzy kibice podnosili kwestię zdrowia Radosława Murawskiego i podpisania z nim umowy mimo tego, że przez rok nie grał w piłkę. W przypadku 32-latka zapomina się jednak o tym, że jest on w Kolejorzu już pięć lat, a ostatni sezon był jedynym, w którym musiał mierzyć się z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi. Wcześniej nie schodził z wynikami poniżej 20 rozegranych spotkań w sezonie, a przez trzy ostatnie lata do momentu jego kontuzji liczba meczów w Ekstraklasie oscylowała wokół 30. Dokładał do tego także grę w rozgrywkach europejskich. Porównywanie tych dwóch przypadków jest zatem zdecydowanie nieuzasadnione. 

Rozwiń

Przykład Radosława Murawskiego i zestawienie go z Gholizadehem to zresztą dobry odnośnik do innej kwestii, a mianowicie podejścia do gry w Kolejorzu. Popularny "Muraś" wedle tego, co mówił i tego, co przekazały media klubowe po podpisaniu nowego kontraktu, dążył jak tylko mógł do tego, by pozostać w Lechu. Nie rozważał innych opcji i koncentrował się na tym, by grać w "domu". Dodatkowo przebywając w Poznaniu ma blisko siebie rodzinę, co jest dla niego kolejnym powodem do tego, by wybrać stolicę Wielkopolski jako miejsce do ustatkowania się i tym samym szczególnie mocno starać się o kontrakt.

- Miałem trudny moment, straciłem rok grania. Jestem jednak szczęśliwy, że cały czas miałem wsparcie całego klubu. Szefostwa, pracowników, a także oczywiście sztabu szkoleniowego i drużyny. Nie było żadnego dnia, żebym czuł, że zwątpili we mnie, że chcą zrezygnować. Wręcz po tym, jak się wydarzyło nieszczęście i był potrzebny zabieg, to dostałem zapewnienie, że rozpoczniemy rozmawiać o nowym kontrakcie. I to było dla mnie wspaniałe uczucie. Jedno to oczywiście słowa, a drugie czyny. Ale po tym, kiedy musiałem mieć drugi zabieg i szła ta rehabilitacja trochę wolniejszym tempem, klub wciąż obstawał przy swoim. Doszliśmy zresztą do porozumienia bardzo szybko. Mi na tym też zależało, bo czuję się tutaj bardzo dobrze, jakbym był w domu - wspominał Radosław Murawski przy przedłużaniu umowy do 2028 roku.

Ali Gholizadeh i tu znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Jego bliscy przebywają zdala od Polski w kraju, w którym trwa wojna, a sam zawodnik ma z nimi przez to znacznie utrudniony kontakt. To właśnie sytuacja zdrowotna jednego z członków jego rodziny powoduje, że piłkarz ma szczególnie na względzie grę w rodzinnych stronach. Ponadto występy dla Kolejorza nie są także szczytem jego marzeń zawodowych, bo już wcześniej nie ukrywał, że chciałby zagrać dla jednej z największych marek w Iranie. Szczytowy moment jego formy może być doskonałą okazją, do tego, by zwróciły one na niego uwagę szczególnie, że piłkarz ten ma już 30 lat. 

O relacjach między Lechem Poznań, a Alim Gholizadehem świadczy też sam fakt chęci przedłużenia umowy o zaledwie rok, co przed kontuzją satysfakcjonowało obie strony. Jednak w obecnej sytuacji wizja przedłużenia jej co najmniej do dwóch sezonów wcale nie jest już dla nich tak optymalna. Kolejorz znów musiałby zaufać regularnie kontuzjowanemu graczowi i liczyć się z jego długotrwałym powrotem do gry, a co dopiero do najwyższej formy, jaką prezentuje teraz.

fot. Przemysław Szyszka 

Z kolei Irańczyk musiałby odłożyć w czasie powrót w rodzinne strony, a szanse na jego zatrudnienie przez czołowe marki mogłyby się zmniejszyć wraz z upływającym czasem. Na dodatek wcale nie miałby pewności czy od razu po powrocie do gry miałby szansę zagrać w europejskich pucharach w tym najprawdopodobniej w Lidze Mistrzów. A to przecież wizja rywalizacji w tych rozgrywkach stanowiła as w rękawie Kolejorza w kontekście przekonywania Gholizadeha do pozostania w klubie na dłużej. 

- Dołącza do nas jakościowy piłkarz z olbrzymim doświadczeniem. Ma nietuzinkowe umiejętności, bo potrafi wygrać na małej przestrzeni pojedynek, potrafi wyjść za plecy obrońców, czy obsłużyć dobrym podaniem swoich kolegów na boisku. Od lat ma liczby, czyli asysty, a także przepiękne bramki. Pamiętamy przecież jego udane występy na mundialu - mówił o Gholizadehu latem 2023 roku dyrektor sportowy Lecha Poznań, Tomasz Rząsa.

Decyzja o pozostaniu musi być obupólna. Czy obie strony siebie wzajemnie potrzebują? 

Decyzja Irańczyka o definitywnym odejściu z Lecha Poznań w gruncie rzeczy i tak będzie dla niego niezwykle ryzykowna, biorąc pod uwagę jego kartotekę kontuzji. Łatwo było mówić o zainteresowanie największych klubów w Iranie, ale pozostaje pytanie czy utrzymają one celownik na piłkarzu nawet w tak kryzysowym momencie. Historia z momentu przenosin z Charleroi do Lecha Poznań znów się powtórza. Gholizadeh i tym razem musi liczyć na to, że któryś z preferowanych przez niego klubów zachowa się tak jak swego czasu Kolejorz. Tym samym nie spojrzy na niego przez pryzmat chwili obecnej, a potencjału, którym dysponuje. Pytanie czy Gholizadeh może sobie pozwolić na to, by latem wypłynąć na wody rynku transferowego i zaryzykować przyszłość w Lechu dla nadziei gry w irańskiej potędze lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich?

Szalę na korzyść Kolejorza mogą w tym momencie przeważyć tylko decyzje Irańczyka w kontekście pójścia na kompromis w związku z kwestiami rodzinnymi, a także zapewne zmiany w kontekście pensji i przedłużenia współpracy z ekipą Lecha Poznań. Być może nawet dojdzie do sytuacji, w której piłkarz sam po przebadaniu swoich opcji na rynku transferowym uzna, że klub z Wielkopolski to dla niego realnie najlepsza opcja w kontekście najbliższej przyszłości.

Rozwiń

W tym wszystkim jednak należy zostawić również furtkę dla włodarzy klubu, bowiem może im nie zależeć na tym, by inwestować w Gholizadeha na dłużej niż rok. Z całą pewnością znów miałoby to związek z jego niepewnym zdrowiem. W końcu nigdzie w przestrzeni publicznej nie pojawiły się informacje, w których to zerwanie porozumienia w kwestii 12-miesięcznego kontraktu wynikało wyłącznie ze strony gracza. Złotym środkiem w kontekście połączenia kwestii kontraktowych i finansowych między stronami w teorii wydaje się oparcie pensji na licznych bonusach, a także długości jednorocznej umowy z opcją przedłużenia o rok. 

Niezależnie od wszystkiego, na ten moment piłkarza wraz z fetą mistrzowską czeka najprawdopodobniej pożegnanie z klubem, w którym cieszył się z gry w europejskich pucharach i z wywalczenia tytułu na krajowym podwórku. Jeśli taki scenariusz się ziści, Gholizadeh zakończy przygodę w Lechu Poznań z wynikiem 75 rozegranych meczów w trakcie trzech sezonów. Zdobył wtedy 14 goli i 10 asyst. Kibice już podnoszą w social-mediach temat uhonorowania jego zasług, a wiodącym pomysłem jest dedykowana oprawa dla irańskiego magika. 

Rozwiń

Sytuację byłego piłkarza Charleroi i władz Lecha Poznań można podsumować porównaniem do młodego małżeństwa, które musi podjąć decyzję czy kontynuować problematyczny związek, dostarczający kilku pięknych chwil, czy jednak w obliczu namnażających się problemów przeplatanych momentami szczęścia, zdecydować się na rozwód. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo