Tegoroczna edycja Enea Poznań Open rozkręciła się na dobre. Za nami wszystkie spotkania I rundy turnieju głównego w grze pojedynczej. Do rywalizacji przystąpiło czterech Polaków, ale niestety awans uzyskał tylko jeden z nich. Pozostali trafili na silnych przeciwników, choć mieli też swoje udane momenty.
Wygrana Kaśnikowskiego! Czeka go piekielnie trudne wyzwanie
Wśród Biało-Czerwonych z awansu do II rundy mógł cieszyć się jedynie Maks Kaśnikowski. 22-letni tenisista w losowaniu trafił na Lorenzo Giustino z Włoch. Mecz rozpoczął się już w poniedziałek, ale ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne, konieczne było dokończenie spotkania we wtorkowe popołudnie. Zanim jednak pojedynek przerwano, Polak prowadził już 4:1 i dwukrotnie przełamał rywala.
Po powrocie na kort następnego dnia, to Giustino lepiej wszedł w mecz i od razu odrobił jedno z przełamań. Kaśnikowski wciąż miał dwugemową przewagę i zachował spokój, utrzymując ją do końca seta. Pierwszą partię wygrał zatem 6:4. W drugim secie obaj zawodnicy szli łeb w łeb i choć to Polak miał szansę, by przełamać rywala, taka sztuka się nie udała. Potrzebny był tie-break, a w nim doskonale poradził sobie reprezentant naszego kraju, zwyciężając 7:6 (7:1).
Drabinka ułożyła się tak, że na Maksa Kaśnikowskiego czekał już rozstawiony z "dwójką" Jan Choinski - jeden z faworytów do zwycięstwa w całym turnieju. Nie będzie to łatwy mecz dla 22-latka, ale jeśli chce powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, musi być gotowy do pokonania każdego przeciwnika.
Dramaturgia w meczu Ważnego. Poza turniejem Berkieta i Michalski
Alan Ważny jako jedyny z Polaków wygrał eliminacje do turnieju głównego, pozostawiając za swoimi plecami Denisa Jewsiejewa oraz Karola Filara. W ubiegłym roku grał w Enea Poznań Open za sprawą "dzikiej karty" i po bardzo obiecującym pojedynku uległ w I rundzie Sumitowi Nagalowi. Po eliminacjach zapowiedział, że tym razem będzie chciał przebić tę barierę i znaleźć się w 1/8 finału.
Jego rywalem tym razem był Martin Krumich. Spotkanie wyglądało jednak bardzo podobnie, jak to przed rokiem. Początek należał do Czecha, który prowadził dwoma gemami. Potem jednak Ważny zagrał znakomitą partię i seta zakończył zwycięstwem 6:3. Drugi set łudząco przypominał pierwszy i znów Polak potrafił odrobić straty po słabszym początku. Nie skończył tego jednak na swoją korzyść, Krumich już tak zaskoczyć się nie dał. Wygrał 7:5 i potrzebny był decydujący set.
Krumich ponownie rozpoczął od prowadzenia 2:0. Reprezentant Polski nie zamierzał się poddać i wygrał aż cztery gemy z rzędu, a do tego miał szansę wyjść na prowadzenie 5:2 przy swoim podaniu. Czeski zawodnik zdołał wrócić do meczu, a przy stanie 5:5 przełamał Ważnego. Przed 19-latkiem to była ostatnia szansa, by pozostać w grze - musiał obronić serwis przeciwnika. Końcówka miała absolutnie dramatyczny przebieg, bo Ważnemu udało się doprowadzić do tie-breaka, a w nim trudno było jednoznacznie wskazać zwycięzcę. Choć obu tenisistów dopadało już zmęczenie i skurcze, ostatnie piłki należały do Krumicha.
- Zabrakło tego, że nie wykorzystałem żadnej szansy, którą miałem w trzecim secie. Nie ukrywam, że jestem mocno wkurzony na siebie, że nie domknąłem tego meczu. Było to na wyciągnięcie ręki, wystarczyło zagrać jedną czy dwie piłki lepiej, nie popełnić błędów i to by się wygrało. Nie udźwignąłem tego mentalnie po prostu, za dużo emocji - mówił po meczu 19-latek cytowany przez biuro prasowe turnieju.
Z turniejem pożegnali się także Tomasz Berkieta i Damian Michalski. Pierwszy z nich nawiązał wyrównaną walkę w pierwszym secie z rozstawionym Gonzalo Bueno. Peruwiańczyk wygrał tę partię po tie-breaku 7:6 (7:4), a w drugim secie był już o wiele bardziej przekonujący i zakończył go wynikiem 6:3. Michalski także trafił na rozstawionego Gustavo Heide z Brazylii. Mecz potrwał godzinę z kwadransem i zakończył się bardzo pewną wygraną faworyta 6:2, 6:2.
Świetna postawa młodego duetu
Po odpadnięciu w kwalifikacjach, Aleksander Błuś i Jan Sadzik wystartowali w turnieju deblowym. Ze względu na wycofania innych zawodników, był to jedyny mecz w grze podwójnej, jaki odbył się we wtorek na kortach Parku Tenisowego Olimpia. Spotkanie rozpoczęło się chwilę przed godz. 22. Po drugiej stronie siatki stanęli Hiszpanie, Mario Mansilla Diez oraz Benjamin Winter Lopez.
Pojedynek był niesamowicie zacięty, czego dowodzi fakt, że w dwóch setach potrzebne były dwa tie-breaki. Pierwszy wygrany na korzyść gości z Półwyspu Iberyjskiego, zaś druga partia po stronie polskiego duetu. Zwycięzców rozstrzygnął mistrzowski tie-break grany do dziesięciu punktów przy zachowaniu dwóch przewagi. Po kwadransie zwycięstwo 10:8 zapewniło awans do ćwierćfinału Biało-Czerwonym, którzy jako pierwsi zameldowali się wśród najlepszych ośmiu duetów tegorocznej edycji.
Swojego rywala poznają w środowe popołudnie. Mogą trafić na duet Oskari Paldanius/Alan Ważny lub Alexander Donski/Andrew Paulson. Rywalizacja na kortach rozpocznie się już od godz. 11, a jako pierwsi w singlu zmierzą się Petr Brunclik oraz Florian Broska.
Komentarze (0)