Sprawca ataku na prezydenta Jaśkowiaka jest już znany. Happening miał wyjątkowe znaczenie
Sprawcą zamieszania, o którym mówiła cała Polska okazał się Kamil S. - trener personalny specjalizujący się w sztuce walki Muay Tay. Do tej pory był związany między innymi z renomowanym klubem Czerwony Smok. Nie jest on jednak pierwszym z brzegu zawodnikiem, bowiem zdobył już cztery złote medale Mistrzostw Polski, rywalizując na zawodowych ringach. Swoje umiejętności szlifował nie tylko w Europie, ale też w samej kolebce tego sportu czyli Tajlandii. Tam też nie tylko trenował, ale i walczył.
To wyjątkowo angażująca dyscyplina sportu, bowiem w pojedynkach z innymi zawodnikami wykorzystuje się chociażby kopnięcia, uderzenia kolanami, uderzenia bokserskie czy łokciami. Walczy się też w klinczu, a starcia rozgrywane są w ringach lub też w klatce. Kamil S. nie tylko odnosił sukcesy sportowe, ale też `zainicjował powstanie turnieju Freedom Fighters w Poznaniu z ramienia poznańskiej sekcji anarchistycznej "Rozbratu" . To właśnie w jej ramach zawodnik Muay Tai pozostaje szczególnie aktywny.
W wywiadzie dla "Anarcho-Biblioteki" w 2015 roku wspominał, że wspiera organizacje, jak np. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów czy ACK. Kamil S. jest zaprawiony w boju podczas wszelakich happeningów, bowiem jak zaznaczał brał udział w wielu protestach, demonstracjach czy nawet blokadach eksmisji. Bez ogródek informował, że za to ostatnie przyszło mu nawet zapłacić wyrokami. Nie ukrywa on swoich poglądów twierdząc, że: "kapitalizm i jego formy politycznego zarządzania społeczeństwem są rażąco niesprawiedliwym systemem, w którym garstka bogaci się i decyduje o reszcie społeczeństwa. Nie zgadza się na to i w związku z tym działa w celu jego zniszczenia".
Jego słowa i poglądy znalazły swoje odzwierciedlenie w czynach właśnie wczorajszego popołudnia podczas sesji absolutoryjnej Rady Miasta, która miała zadecydować o wotum zaufania dla Jacka Jaśkowiaka. Wtedy to napastnik wszedł do sali plenarnej, a następnie obrzucił ciastem prezydenta. Jak się okazało, wybór takiej, a nie innej formy happeningu był podyktowany jego... czterdziestymi urodzinami. Jak relacjonowała dla "Rozbratu" na Facebooku jedna z członkin organizacji, Kamil S. był przekonany, że to będzie najlepszy prezent, jaki sprawi mieszkańcom Poznania.
Mężczyzna został schwytany i obezwładniony przez strażników miejskich, ale to nie było szczególnie pocieszającą informacją, biorąc pod uwagę to, że napastnik zdołał wykonać swój plan i zaatakować najwyższego urzędnika w Poznaniu.
Przed napastnikami surowa kara. Przedstawiono im zarzuty
Anarchiści z "Rozbratu" nawet nie ukrywali tego, że odpowiadają za atak. Przed dokonaniem tego czynu, jak informowało Radio Poznań, grupa osób, która niespodziewanie pojawiła się na sesji rady, rozdawała dziennikarzom... ulotki! Podpisywano się na nich jako "Kolektyw Rozbrat" i "Ruch Klimatyczny Jazda". Początkowo protest przebiegał spokojnie, bowiem jeden z podejrzanych - Patryk Sz. - jedynie wręczył prezydentowi tekturowy wilczy bilet, mający być sprzeciwem wobec podnoszenia cen korzystania z komunikacji miejskiej. Wtedy to Kamil S., wykorzystując nieuwagę strażników z bliskiej odległości rzucił tortem w prezydenta Jaśkowiaka.
- To jest wotum nieufności Poznaniaków wobec prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Na to właśnie dzisiaj zasługuje - krzyczał w trakcie zatrzymywania napastnik.
Jak informuje portal "Epoznan.pl" Kamilowi S. już postawiono zarzut znieważenia funkcjonariusza publicznego i naruszenia nietykalności cielesnej. Mówi się o tym, jak o czynnej napaści. Patryk Sz. będzie natomiast odpowiadał za znieważenie funkcjonariusza publicznego, co obejmuje pomocnictwo. Mężczyźni mają także odpowiedzieć za wykroczenie polegające na zakłócaniu porządku i spokoju w miejscu publicznym. Grozi im do 3 lat więzienia, a czyn ten zakwalifikowano jako chuligański.
Klub napastnika zabiera głos w sprawie. Nie zamierzają działać impulsywnie
Środowisko samorządowe jednoznacznie potępiło ten akt przemocy, o czym poinformowali ludzie zrzeszeni ze Związkiem Miast Polskich. Wyrażają oni stanowczy protest i głębokie oburzenie w związku z wtorkowym atakiem na Prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, do którego doszło podczas absolutoryjnej sesji Rady Miasta Poznania.
- Demokracja opiera się na dialogu, wymianie argumentów oraz merytorycznej dyskusji. Istnieją jednak nieprzekraczalne granice debaty publicznej, którymi są nietykalność osobista i szacunek dla drugiego człowieka. Fizyczna agresja oraz próby publicznego upokorzenia kogokolwiek, a w szczególności demokratycznie wybranego reprezentanta mieszkańców, zasługują na bezwzględne potępienie. Nie zgadzamy się na to przede wszystkim jako obywatele. Tolerowanie i bagatelizowanie takich zachowań niesie za sobą ogromne niebezpieczeństwo. Z bolesnych doświadczeń z przeszłości wiemy, jak tragiczny finał może mieć dawanie przyzwolenia na eskalację nienawiści i naruszanie granic w przestrzeni publicznej. Nie ma na to naszej zgody - przedstawiono w oficjalnym komunikacie na stronie Związku Miast Polskich.
Wiceprezydent Marcin Gołek wprost wskazuje na połączenie tego ataku z zabójstwem prezydenta Pawła Adamowicza. Natomiast Bartosz Derech wtórował prezydentowi Jaśkowiakowi za pośrednictwem swoich social-mediów, pisząc, że przekroczono wszelkie granice. Sprawcom udało się jednak tymczasowo zjednoczyć wszystkie strony poznańskiej sceny politycznej, bowiem nawet radny Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Czerwiński czy radna Ewa Jemielity skrytykowali działania aktywistów.
Nie trzeba było także długo czekać na reakcję samego klubu Czerwonego Smoka, bowiem po akcji z udziałem swojego zawodnika postanowił on wydać oświadczenie za pośrednictwem Instagrama. Czytamy w nim, że klub stanowczo sprzeciwa się wszelkim formom przemocy i nruszania nietykalności cielesnej. Takie zachowania są niezgodne z watościami, jakie promują i wyznają członkowie społeczności renomowanej organizacji sportowej.
Przedstawiciele Czerwonego Smoka obecnie wyjaśniają okoliczności zdarzenia i jak zaznaczają: "Nie posiadają pełnej wiedzy o przebiegu sytuacji, więc nie będą komentować jej szczegółów". Jednocześnie wprost informują oni o tym, że wszelkie działania niezgodne ze standardami obowiązującymi w klubie nie są akceptowane. W związku z tym na Kamila S. mogą czekać surowe konsekwencje tego czynu również ze strony Czerwonego Smoka.
Po wydaniu oświadczenia i całej akcji związanej z atakiem na prezydenta Jacka Jaśkowiaka próbowaliśmy się skontaktować z Bartoszem Jezierskim - przedstawicielem klubu. Chcieliśmy dowiedzieć się między innymi tego, jakie niejasności dotyczą całej sprawy, jaka sankcja może spotkać Kamila S. po jego czynie oraz jak ważną rolę pełnił dla organizacji Czerwonego Smoka. Wielokrotny mistrz Polski krótko jednak odniósł się do naszych pytań.
- Kwestia oświadczenia wyczerpuje sprawę, jako organizacja pozarządowa nie powinniśmy być wikłani w politykę. Jak napisaliśmy wyciągniemy konsekwencje.
Poza pojedynczymi osobami, broniącego sprawcy całego zdarzenia tłumaczeniami, że nie zrobił nikomu krzywdy, za Kamilem S. ujęła się tylko jego rodzima organizacja. Tłumaczyła ona jego postępowanie między innymi tym, że nikogo tortem nie uderzył, a jedynie rzucił nim w prezydenta, co jak twierdzą przedstawiciele "Rozbratu" nie należy do aktu przemocu, który miabyłby podlegać surowej karze.
- Gdy władza zamyka przed ludźmi drzwi, tort staje się jednym ze sposobów przebicia się do opinii publicznej. Sięgamy po sprawdzoną „broń komediową”, tak jak w 1970 r. amerykański działacz Thomas King Forçade, który rzucił tortem w twarz szefa rządowej komisji ds. cenzury. Używamy humoru zamiast przemocy. Naszym celem jest krytyka brutalnej władzy Jaśkowiaka, a nie fizyczne skrzywdzenie człowieka. Dzisiejsza akcja miała charakter obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jej celem było zwrócenie uwagi na problemy, które od lat pozostają ignorowane przez władze miasta.Śmietana na garniturze to nieszkodliwe działanie w porównaniu do realnej codziennej, systemowej przemocy poznańskiej władzy: pozbawiania ludzi dachu nad głową, tolerowania korupcji i nieprawidłowości w miejskich instytucjach oraz przerzucania kosztów złego zarządzania na zwykłych ludzi. Prawdziwą przemocą jest to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami urzędu (...) - pisał "Rozbrat" w długim oświadczeniu na Facebooku.
Komentarze (0)