Zmiennokształtna Enea Basket w pierwszej połowie. Poznaniacy wyszli zwycięsko z ciężkiej próby
Enea Basket zaczęła mecz, pokazując swoją świetną postawę przy zbiórkach zarówno w ofensywie jak i defensywie. Zespół trenera Edmundsa Valeiki wkładał dużo pracy w to, by jak najbardziej kontrolować przebieg spotkania i nie dać się rozkręcić rywalom. Spójnia jednak znajdowała sposoby na przedarcie się przez linię defensywną przeciwników częstymi indywidualnymi atakami na obręcz za pomocą lay-upów. Enea Basket miała spore problemy, by powstrzymywać swoich rywali w tym zakresie.
Poznaniaków w pierwszych minutach pchał jednak do przodu Michał Samsonowicz i to jego trójki pozwalały przyjezdnym utrzymywać prowadzenie. Kapitan Enei wykonywał świetną pracę po obu stronach parkietu Niestety, zbyt częste błędy w defensywie przy pojedynkach jego kolegów z Ilią Gromovsem skutkowały kolejnymi celnymi rzutami wolnymi w jego wykonaniu. To głównie z tego powodu Enea Basket nie potrafiła zbudować dość dużej przewagi nad ekipą Spójni Stargard.
Na drugą kwartę goście wychodzili prowadząc zaledwie 22:21 i przede wszystkim musieli postawić na czystszą grą pod swoim koszem, jeśli chcieli zagwarantować sobie spokojniejszy wynik. Spójnia jednak mocno stawiała na swoją fizyczność, budując sobie przewagę, a przyjezdni wciąż nie potrafili na to właściwie zareagować. Problemem okazała się również skuteczność Enei Basket na połowie przeciwników. Poznaniacy zdecydowanie stawiali na rzuty trzypunktowe, mając wyraźne trudności z przejściem przez świetnie zorganizowaną obronę strefową rywali.
Przyjezdni pogubili się w ofensywie, nie mogąc wejść w "pomalowane". Spójnia zmuszała ich do karkołomnych rzutów z półdystansu lub z obwodu, które nie dawały im punktów. Na domiar złego zbierali na swojej desce większość piłek i zaczęli kontrolować przebieg gry. Gospodarze łapali wiatr w żagle, a wszystko na co było stać Eneę po czterech minutach gry to ledwie dwa zdobyte oczka. Na szczęście dla swoich kibiców goście rozkręcili się w drugiej części drugiej kwarty za sprawą ciężkiej pracy Andrzeja Krajewskiego i Patryka Stankowskiego w ataku. Enea Basket zdecydowanie odżyła i ponownie wyszła na prowadzenie tuż przed przerwą na 43:40.
Washington III nie podźwignął Enei Basket w końcówce. Spójnia wypunktowała rywali
Na początku drugiej połowy Poznaniacy powrócili do stylu gry, który prezentowali w pierwszych minutach spotkania. Znów dobrze pracowali przy zbiórkach w defensywie i agresywnie atakowali rywali, gdy ci wyprowadzali akcje. Przyjezdni jednak wciąż nie unikali błędów pod obręczą, które skutkowały częstymi rzutami wolnymi Spójni Stargard. Gospodarze znakomicie wyczuwali momenty spadku energii po stronie Enei Basket i bezwzględnie to wykorzystywali.
Podopieczni trenera Edmundsa Valeiko się jednak nie poddali i ponownie uciekli spod topora w końcówce trzeciej kwarty. Na ostatnie 10 minut wychodzili prowadząc zaledwie 60:59, co było zasługą skuteczności ich liderów: Jamesa Washingtona III, Michała Samsonowicza i Patryka Stankowskiego. W szczególności pierwszy z nich w swoim stylu odgrywał kluczową rolę w ostatnich minutach spotkania.
W czwartej kwarcie walka była naprawdę zacięta, a żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać wyraźnej przewagi. Koszykarze Enei Basket dawali z siebie wszystko w defensywie, harując w każdej części parkietu. Andrzej Krajewski krył najlepiej jak tylko potrafił Ilję Gromovsa, a jego koledzy wysoko naciskali na rywali, ale brak regularnych trafień w ofensywie sprawiał, że szanse na zwycięstwo Poznaniaków się oddalały. Mimo to, imponująca zaciekłość i agresja gości w defensywie, pozwalały utrzymywać się w grze o komplet punktów do samego końca.
James Washington III, Andrzej Krajewski i Patryk Stankowski najbardziej pchali swoja drużynę do przodu w ofensywie. Emocje sięgały zenitu, a obie ekipy przez większość czasu dzielił zaledwie punkt lub dwa. Ostatnie słowo w meczu należało jednak do Spójni Stargard. Gospodarze niesieni rewelacyjną atmosferą w swojej hali bezbłędnie wykorzystali swoje rzuty trzypunktowe i ożywili się pod koszem, wykorzystując zmęczenie Poznaniaków i tym samym kompletnie ich zaskakując.
Enea Basket robiła wszystko, co w jej mocy, by nie dopuścić do porażki dzięki harówce Samsonowicza i Washingtona III, ale zimna krew koszykarzy Spójni pozwoliła ich fanom na radość ze zwycięstwa 82:76. Niewykorzystane rzuty wolne Andrzeja Krajewskiego i zbyt częste momenty przestoju w ofensywie zemściły się na gościach w ostatnich minutach komplikując ich sytuację w kontekście walki o play-offy.
Spójnia Stargard - Enea Basket 82:78 (21:22, 19:21, 19:17, 23:17)
Spójnia: Gromovs (18 punktów, 11 zbiórek, 4 asysty), Rajewicz (7 punktów, 1 zbiórka, 1 asysta), Kopycki (5 zbiórek), Karolak (4 punkty, 5 asyst), Kikowski (13 punktów, 4 zbiórki, 1 asysta), Mokros (15 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty), Czerolonko (16 punktów, 4 zbiórki, 7 asyst), Ray (7 punktów, 1 zbiórka, 1 asysta), Jęch (12 punktów, 3 zbiórki), Szmit (2 punkty, 2 zbiórki, 2 asysty)
Enea: A. Krajewski (12 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta), Samsonowicz (13 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Nowicki (1 punkt, 1 asysta), Kluj (3 punkty, 1 zbiórka), Washington (13 punktów, 5 zbiórek, 8 asyst), Stankowski (14 punktów, 3 zbiórki, 7 asyst), Mąkowski (10 punktów, 3 zbiórki), Rosiński (7 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty), Dydak (4 punkty, 3 zbiórki)
Komentarze (0)