Enea AZS nie pozwoliła rywalkom odjechać. Poznanianki wyciągnęły wnioski i poprawiły grę
Trener Wojciech Szawarskiego za wszelką cenę szukał sposobu na zaskoczenie rywalek. W związku z tym do pierwszej piątki powołał Natalię Rutkowską oraz Emilię Koślę. Wróciła też Jovana Popović. Gospodynie wciąż były jednak znakomicie dysponowane w ofensywie, ale Enea AZS Politechnika odpowiadała na to świetną skutecznością Jessiki Carter na półdystansie. Amerykanka była praktycznie bezbłędna w tej kwestii, ale jej partnerki napotykały na duże problemy próbując dostać się pod kosz.
UMCS maksymalnie wykorzystywał swoje okazje na punkty praktycznie z każdej pozycji - zarówno spod kosza jak i zza linii rzutów za trzy. Z kolei, gdy gospodyniom akcja nie wychodziła, koniec końców otrzymywały faule. Lublinianki znów pokazały, że mają w swoich szeregach ogrom jakości i dzięki temu momentami wręcz bawiły się grą. Enea AZS miała duże problemy w obronie, ale niezmienna, znakomita forma Jessiki Carter z półdystansu utrzymywała jej drużynę w grze. Centerka już po dziewięciu minutach miała na koncie 10 punktów, natomiast ogólny wynik jej drużyny wynosił... 13!
Enea AZS Politechnika wchodziła w drugą kwartę przegrywając zaledwie 15:23, co było względnie korzystnym wynikiem biorąc pod uwagę fantastyczną formę rywalek w ataku. Zespół przyjezdnych musiał przede wszystkim koniecznie znaleźć sposób na powstrzymanie pod koszem Dragany Stanković, która statystycznie tworzyła największe zagrożenie pod obręczą Poznanianek. Te jednak krok po kroku odrabiały straty za sprawą trójek Pszczolarskiej i Piaseckiej. UMCS w pewnym momencie zwolnił nieco obroty w swojej grze, a Enea AZS bezwzględnie to wykorzystała doprowadzając do remisu 29:29 w połowie kwarty.
Gospodynie niespodziewanie zaczęły się gubić w rozegraniu prokurując łatwe okazje punktowe dla rywalek. Wczoraj na tym etapie rywalizacji załamała się Enea, a dziś obie ekipy zamieniły się rolami. Poznanianki zaczęły pokazywać wysoką jakość przy rzutach dystansowych, a także świetnie zgrywały się w szybkich akcjach, prezentując bezwzględną, schematyczną grę. Lubliniankom nagle odcięło dopływ mocy, a przyjezdne nie dość, że wychodziły na prowadzenie to w dodatku zaczęły wreszcie kontrolować mecz na zbiórkach. Poznański zespół wyciągnął potrzebne wnioski, wygrywając drugą kwartę jak również doprowadzając do straty tylko sześciu oczek w całym meczu przy wyniku 42:36 dla UMCS-u Lublin.
Enea AZS Politechnika nie odstępowała swoich przeciwniczek. Brak wyjątkowej skuteczności odebrał szanse na zwycięstwo
Po powrocie na parkiet UMCS Lublin znów zaczął nawiązywać do dobrej dyspozycji z pierwszej kwarty. Koszykarki wykazywały się większą koncentracją i znów prezentowały wysoką jakość w ofensywie, zgrywając się na nowo w znakomity sposób. Enea AZS Politechnika potrafiła jednak odpowiadać na zadawane ciosy. Popović, Brown i Carter stawały na wysokości zadania, lecz mimo wszystko drużyna miała problem z przekroczeniem bariery dziesięciu oczek różnicy. Na domiar złego w połowie trzeciej kwarty przyjezdne nieoczekiwanie zacięły się w ofensywie, podczas gdy przeciwniczki wciąż regularnie punktowały.
Podopieczne trenera Karola Kowalewskiego budowały swoją przewagę na zbiórkach, a Poznanianki szukały swoich szans głównie po rzutach z dystansu. Te jednak często nie nadchodziły. Tymczasem zawodniczki UMCS-u Lublin pokazywały po swojej stronie mnóstwo intensywności dociskając pedał gazu w ofensywie. Zagrożenie znów nadchodziło praktycznie z każdej strony, a krycie rywalek i podejmowanie decyzji o podwojeniach nie rozwiązywały większości problemów. Gospodynie znały swoje położenia na parkiecie na pamięć, co w połączeniu z wysoką dynamiką pozwoliło im na rozmontowanie defensywy rywalek.
Enea AZS Politechnika wchodziła w ostatnią kwartę ze stratą dwunastu oczek i musiała ponownie dać z siebie coś ekstra oraz nieszablonowego, by wyprzedzić na finiszu wiceliderki Orlen Basket Ligi Kobiet. Zarówno wysokie zawodniczki jak i rozgrywające robiły wszystko, chcąc przedrzeć się pod obręcz i zwiększyć swoje szanse na punkty, ale pokonanie Wnorowskiej, Borkowskiej czy Stanković było gigantycznym wyzwaniem. Zresztą sama Enea AZS Politechnika również zachwycała w obronie zespołowej, zbierając piłki i regularnie przechwytując podania przeciwniczek w ataku pozycyjnym.
Praca przyjezdnych w tym zakresie zasługiwała na pochwały, ale bez nagłego przebudzenia w ofensywie nie można było myśleć o remisie w serii finałowej Orlen Basket Ligi Kobiet. Jovana Popović i Jessika Carter mocno pchały zespół w końcówce w stronę comebacku, ale brakowało im wyraźnego wsparcia partnerek. To niestety sprawiło, że bardzo dobra obrona przyjezdnych ostatecznym rozrachunku nie przyniosła zwycięstwa, a Enea AZS Politechnika znalazła ię pod ścianą. W Poznaniu koszykarki muszą być już bezbłędne. Oba mecze zostaną rozegrane w sobotę i niedzielę o godzinie 18:00 w hali sportowej na Piotrowie.
Lotto AZS UMCS Lublin - Enea AZS Politechnika Poznań 86:71 (23:15, 19:21, 22:16, 19:16)
UMCS: Williams (16 punktów, 1 zbiórka, 2 asysty), Morawiec (1 asysta), Wojtala (4 punkty, 1 zbiórka), Stanković (8 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst), Borkowska (11 punktów, 5 zbiórek), Ryan (14 punktów, 11 zbiórek, 4 asysty), Gatling (8 punkty, 2 zbiórki, 3 asysty), Ullmann (4 punkty, 3 zbiórki, 1 asysta), Wnorowska (13 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty)
Enea: Popović (21 punktów, 3 zbiórki, 4 asysty), Brown (8 punktów, 3 zbiórki, 5 asyst), Piasecka (5 punktów, 1 zbiórka, 2 asysty), Carter (21 punktów, 7 zbiórek, 1 asysta), Hank (7 punktów, 5 zbiórek, 1 asysta), Pszczolarska (5 punktów, 2 zbiórki, 3 asysty), Kośla (2 punkty, 1 zbiórka), Rutkowska (2 punkty, 3 zbiórki, 4 asysty).
Komentarze (0)