Trener Enei Basket bezlitosny po blamażu ze spadkowiczem. "Niektórzy koszykarze to tylko nazwiska"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Trener Enei Basket bezlitosny po blamażu ze spadkowiczem. "Niektórzy koszykarze to tylko nazwiska" - Zdjęcie główne
Autor: Jakub Wyderski | Opis: Poobijany zespół Enei Basket kończy sezon frustrującą porażką ze spadkowiczem.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
KoszykówkaMówi się, że jak spaść to z wysokiego konia. Kibice Enei Basket z pewnością wyjątkowo mocno odczuli zderzenie z realiami tegorocznych rozgrywek 1. ligi. Ambitny letni projekt poznańskiej drużyny zakończył się jednym z najgorszych wyników w historii organizacji. W ostatnim meczu zespół Edmundsa Valeiki po kuriozalnej końcówce poległ we własnej hali z beniaminkiem, a przy okazji także spadkowiczem 1. ligi - Miners Katowice - 74:79.
reklama
reklama

Młodzież musiała stanąć na wysokości zadania. Miners nie ułatwiło zadania

Enea Basket przystępowała do środowego meczu bez żadnej presji. Poznaniacy nie mogli spaść, ani też awansować do play-offów. Napędzać mogły ich tylko sportowe ambicje oraz godne podziękowanie kibicom za gigantyczne wsparcie w całym sezonie. Mimo tego, że grali z jedną z najgorszych ekip w lidze, gospodarze mieli mocno utrudnione zadanie. W składzie brakowało, bowiem pierwszopiątkowych graczy - kapitana Michała Samsonowicza oraz Jana Nowickiego. Wśród nieobecnych był także super rezerwowy Mikołaj Stopierzyński.

Skład tworzyli w większości młodzieżowcy tacy jak Remigiusz Pawlicki, Jonasz Kluj, Tobiasz Dydak, Mateusz Roszczka, Igor Krajewski czy Bartosz Mońko. Ich energia w połączeniu z pozostałymi weteranami nie pozwoliła jednak zarysować wyraźnej różnicy klas. Mecz od początku był wyrównany, a beniaminek potrafił wychodzić na prowadzenie, które finalnie nieznacznie stracił pod koniec pierwszej kwarty. Obiecująco prezentowali się wtedy Tobiasz Dydak, ale też Kacper Mąkowski czy Mateusz Roszczka

reklama

Natomiast w drugiej części meczu przez pierwsze pięć minut Enea Basket wiodła prym na parkiecie, a koszykarze Miners Katowice musieli gonić swoich przeciwników. W połowie kwarty zdołali jednak doprowadzić do remisu 30:30, a zaledwie chwilę później goście byli już na prowadzeniu dzięki swoim rzutom trzypunktowym. Poznaniacy zrewanżowali się im jednak rzutami Mąkowskiego i Stankowskiego, wychodząc w ostatnich sekundach pierwszej połowy na niewielkie prowadzenie 41:40. Swój wkład we w miarę korzystny wynik mieli też młodzi zawodnicy, którzy nie zawodzili z linii rzutów wolnych. 

Dramatyczna zapaść w czwartej kwarcie. Enea Basket znów wypuszcza zwycięstwo z rąk

Po wznowieniu gry role pozostały te same: Enea Basket prowadziła, a Miners goniło wynik. Spadkowicz 1. ligi pozostawał blisko przeciwnika, ale świetna gra młodzieżowców uniemożliwiała im wyjście na prowadzenie. Mateusz Roszczka oraz Tobiasz Dydak rozdawali karty, a przeciwnicy musieli liczyć na skuteczności Camerona Hamiltona oraz Maksymiliana Szelfera. Obie ekipy również w tej części meczu rywalizowali na równi, ale w końcu dwie trójki z rzędu w ostatnich minutach trzeciej kwarty przy dodatkowej, świetnej pracy Patryka Stankowskiego pozwoliły Enei Basket odskoczyć na osiem punktów. 

reklama

Wydawać się mogło, że ta przewaga na dziesięć minut przed końcem zbytnio rozluźniła gospodarzy, a Miners rozpoczęło ostry atak aby zwiększyć szanse na honorowe zwycięstwo w ostatnim meczu 1. ligi. Maksymilian Szefler i Karol Nowakowski zbili różnicę do trzech oczek, natomiast późniejsza skuteczność Hamiltona w kluczowej fazie meczu dała upragnione prowadzenie.

Na 120 sekund przed końcem Enea Basket wypuściła z rąk to, co w nich trzymała przez 38 z 40 minut na parkiecie. Podopieczni Edmundsa Valeiki zaczęli forsować rzuty za trzy nie trafiając ani razu. Tymczasem Miners małymi krokami budowało sobie przewagę po częstych rzutach wolnych i tym sposobem mecz zakończył się ich sensacyjnym zwycięstwem 79:74. Enea Basket wygrała trzy kwarty, żeby przegrać mecz w ostatnich dziesięciu minutach, zdobywając dziewięć punktów na 22 oczka rywali.

reklama

- Grając w koszykówkę trzeba mieć jaja. Jaja i charakter zwycięzcy. Musimy o tym mówić. Oczywiście - jeden, drugi, trzeci zawodnik jest kontuzjowany, ale to jest też szansa dla każdego. Jeśli nie masz jaj... to przepraszam. Trzeba mieć jaja, charakter i odpowiedzialność za klub, za wszystko. Niektórzy koszykarze to tylko nazwiska - ostro skomentował końcówkę spotkania szkoleniowiec Enei Basket.

Regres zamiast progresu. Wyniki Enei Basket gorsze niż w ostatnich latach

Koszykarze Enei Basket przegrali w sumie 11 meczów z rzędu, a w 19 meczach za kadencji Edmundsa Valeiki zanotowali ledwie sześć zwycięstw. Tymczasem w 13 spotkaniach pod opieką Marcina Klozińskiego udało się pokonać niewiele mniej, bowiem pięciu przeciwników, ale wśród nich były Enea Astoria Bydgoszcz czy spadkowicz z koszykarskiej ekstraklasy Spójnia Stargard.

W ostatniej fazie sezonu ciężko szukać pozytywów. Zespół natknął się na te same jak nie jeszcze większe problemy zdrowotne, co w zeszłym sezonie. Na dodatek z meczu na mecz zespół powielał te same błędy. W szczególności rzucały się tutaj przegrane ostatnie kwarty, w których zespół nie dawał rady wyprzedzać swoich rywali. Jednym z powodów takich sytuacji było to, że Enea Basket miała problemy w obronie i potrafiła regularnie dawać okazje rywalom na blisko 30 punktów z rzutów wolnych. Samemu często potrafiła dobijać w tej kwestii do 15-20 punktów i nie umiała wymuszać fauli. Najlepszym przykładem trudności w tym zakresie był mecz z Żubrami Białystok, którym przypadło 31 oczek z linii osobistych, a Enei Basket... 13. 

Frustrować może szczególnie fakt, że jest to drugi sezon, w którym w kluczowych momentach rozgrywkach Enei Basket towarzyszyło nagromadzenie pecha. Negatywne emocje podsycała także jakość poszczególnych ogniw, które przychodziły do zespołu latem. Do składu dokooptowali przykładowo Jamesa Washingtona III, który był specjalistą od wprowadzania swoich dotychczasowych ekip do pierwszych rund w play-offach. Tymczasem po wielkich, przedsezonowych zapowiedziach Enea Basket zanotowała gorszy wynik niż w poprzednich rozgrywkach.

Wtedy to zajęła 12. miejsce z bilansem 16 zwycięstw i 18 porażek, a jeszcze wcześniej w kampanii 2023/24 otarła się o play-offy na 10. miejscu z bilansem 18-16. Natomiast w sezonie 2022/23 byli natomiast na 13. lokacie ponownie z wynikiem 16 zwycięstw i 18 porażek. Te wyniki wyraźnie pokazują, że Enea Basket poniosła porażkę przy swoim projekcie na ten sezon i pozostaje pytanie, czy klub zdecyduje się na kolejną przebudowę czy stara się budować na obecnych fundamentach, licząc, że za rok dopisze im szczęście. 

- Dziękuje naszym kibicom. W takiej sytuacji być z nami przez cały czas... mogę tylko powiedzieć, że w następnym sezonie musimy zrobić dla nich wszystko i dla klubu, który wkłada we wszystko mnóstwo praca. Na pewno potrzebuję trochę analizy, żeby ocenić jak to wszystko się zaczęło i jak to wyglądało stan na dzień dzisiejszy, ale z pewnością jest to dobra lekcja na całe życie - stwierdził trener Enei Basket, Edmunds Valeiko.

Washington z ważnymi osiągnięciami, ale... co z tego? 

Humory fanom jakkolwiek mogą tylko poprawiać indywidualne wyniki ich zawodników, a w dużej mierze jednego z nich. James Washington III nie doprowadził swojej drużyny do play-offów, ale spośród graczy Enei Basket zajął najwyższe, jedenaste miejsce w klasyfikacji punktujących 1. ligi. Miał ich średnio 16 na mecz, a drugi spośród najskuteczniejszych graczy z Poznania - Patryk Stankowski - miał ich 12. Wspomniany zawodnik był natomiast najlepszym przechwytującym swojej drużyny i 16. w całych rozgrywkach.

Amerykanin spędzał też najwięcej czasu na parkiecie - średnio 31 minut na mecz- co również było 11. najlepszym wynikiem w lidze. Jego największym osiągnięciem zdaje się jednak czwarty najwyższy wskaźnik asyst w tym sezonie, wynoszący 5.6 na mecz spośród wszystkich graczy. 

Do innych najlepszych wyników należy średnia 6.6 zbiórek Andrzeja Krajewskiego (13. wynik w 1. lidze) czy 1.6 trafionych trójek Michała Samsonowicza (30. w lidze). Najlepszą skuteczność w kontekście rzutów zza łuku miał jednak Kacper Mąkowski na poziomie 37,7%, co dało mu 19. miejsce w sezonie zasadniczym. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo