- Trenerzy nie kryją wielkiej dumy ze swoich zawodniczek. "Srebro jest dla mnie dużym zaskoczeniem"
- Liderki drużyny nie kryją rozgoryczenia. Chciały iść po więcej!
- Fantastyczny sezon w wykonaniu najmłodszych koszykarek. "Trenerzy wykonali ogromną pracę"
- Historia się powtarza. Defensywa znów okazała się kluczem do zdobycia wicemistrzostwa
Trenerzy nie kryją wielkiej dumy ze swoich zawodniczek. "Srebro jest dla mnie dużym zaskoczeniem"
Enea AZS Politechnika dokonała sztuki, o której wielu przed sezonem nawet nie śniło biorąc pod uwagę przebieg wcześniejszych sezonów pod wodzą trenera Wojciecha Szawarskiego. Wydawać się mogło, że priorytetem akademiczek będzie jedynie przeskoczenie pierwszej rundy play-offów, a tymczasem rzeczywistość wskazała na kompletnie inne cele, jakim była walka o złoto do samego końca.
- Na pewno to srebro jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Robiliśmy postęp z meczu na mecz i z miesiąca na miesiąc, ale gdyby ktoś powiedział mi przed sezonem jak budowaliśmy ten zespół z problemami między innymi z powodu utraty Laury Miskiniene, która miała być wiodącą postacią podkoszową, to w ogóle nie ma o czym gadać! Teraz to sobie możemy dorabiać ideologię, ale to tylko podkreśla skalę tego sukcesu. On się rozwijał przez proces treningowy i to daje trenerowi największą satysfakcję - zwracał uwagę Tomasz Herkt, asystent trenera Szawarskiego i wicemistrz Polski z 2004 roku z Eneą AZS Politechniką.
Mimo tych wszystkich przeciwności losu, seniorski zespół Enei AZS Politechniki był w stanie nie tylko dotrzeć do finałów i rzucić wyzwanie drugiej, najlepszej drużynie sezonu zasadniczego, ale też zaprezentować niesamowity styl gry. Praktycznie na żadnym etapie, akademiczki nie pokazywały, że są w jakimkolwiek stopniu gorsze od o wiele mocniejszych na papierze rywalek. Heroizm w defensywie, intensywność w ataku, skłonność do poświęcenia swojego ego dla dobra drużyny - to wszystko napawało dumą i jasno wskazywało, dlaczego to właśnie Poznanianki nieoczekiwanie sięgnęły po srebro.
- To jest dla nas ogromny sukces - drugie miejsce i gra w finale. Myślę, że w nim powalczyliśmy i pokazaliśmy, że zasłużyliśmy na ten medal. Dziewczyny zagrały w sobotę świetny mecz. Dziś przegraliśmy, ale po walce i jestem z nich dumny. Zrobiły świetną robotę. To jest właśnie drużyna i pokazaliśmy to na boisku. Dzisiaj mogą być nieco smutne, bo są ambitne - chcieliśmy wykorzystać tę szansę i powalczyć o złoto, ale myślę, że już jutro wszyscy zrozumieją, że osiągnęliśmy coś wyjątkowego - mówił poruszony trener Wojciech Szawarski, trener Enei AZS Politechniki Poznań.
Słowo "waleczność" było odmieniane w niedzielny wieczór przez wszystkie przypadki. Szkoleniowiec Enei AZS Politechniki wskazywał właśnie na zaangażowanie i serce do gry wśród najważniejszych cech, jakie posiadał jego zespół. Czwarty mecz serii był tego najlepszym przykładem choć należy pamiętać, że przez cały sezon zawodniczki prezentowały się na najwyższym poziomie także w starciu z najbardziej renomowanymi rywalkami. W sezonie zasadniczym oprócz Zagłębia Sosnowiec czy UMCS-u potrafiły ograć mistrzynie Polski z Gdyni.
- Oprócz umiejętności koszykarskich, dziewczyny mają też ogromne serce do walki. Są ambitne i stanowią taki kolektyw, który zawsze walczy do samego końca. Jeszcze raz powtórzę - jestem z nich naprawdę dumny i zasłużyły na ten sukces - potwierdzał po czwartym spotkaniu opiekun pierwszej drużyny.
fot. Michał Korek
Liderki drużyny nie kryją rozgoryczenia. Chciały iść po więcej!
To mistrzostwo było wyjątkowe dla każdej z zawodniczek z różnych powodów. Jovana Popović jest w Poznaniu od sześciu sezonów i dopiero teraz po transferze właśnie z Lublina mogła się cieszyć z pierwszego tak ogromnego sukcesu drużynowego w dodatku jako kapitan tego zespołu. Serbka przewodziła swojej ekipie na parkiecie i co ważne była w stanie poświęcić swoją obecność w pierwszych piątkach na rzecz decyzji taktycznych, które opłaciły się drużynie. Hannah Hank stała się jedną z bohaterek ostatnich serii, a Popović stała się żywym przykładem tego, co znaczy być liderem. Nie kryła jednak rozczarowania z powodu srebra na koniec.
- Towarzyszy nam smutek szczególnie, dlatego, że będąc w finale byłyśmy tak blisko i nam to zwycięstwo uciekło. Myślę, że to normalne, ale wiemy, że osiągnęłyśmy ogromny sukces, z którego trzeba się cieszyć. Dzisiaj może jeszcze będzie nam towarzyszyć smutek, ale mam nadzieję, że już jutro uśmiech wróci na nasze twarze - stwierdziła po spotkaniu Jovana Popović, kapitanka ekipy Enei AZS Politechniki Poznań.
W podobnym tonie wypowiadała się Jessika Carter. Amerykanka wykonała nie tylko w trakcie tej serii, ale i w całym sezonie gigantyczny wysiłek, by doprowadzić swoją drużynę do srebrnego medalu. Mimo ogromnego zmęczenia gwiazda drużyny nie czuje jednak ulgi, że wyczerpująca do granic możliwości seria się kończy. Wręcz przeciwnie - twierdziła ona po spotkaniu, że do końca była skoncentrowana na celu i była gotowa grać kolejny mecz na najwyższych obrotach byle tylko sięgnąć po mistrzostwo.
- Bez wątpienia grałam przeciwko bardzo trudnemu przeciwnikowi. Po poprzednich, trzech spotkaniach wiedzieliśmy, że w tym meczu czekać nas będzie twarda walka. Sądzę, że wykonałyśmy dobrą pracę na parkiecie, walcząc tak mocno jak tylko potrafiłyśmy. Końcowy wynik nam nie odpowiada, ale mamy świadomość, że napisałyśmy wielką historię dla poznańskiej koszykówki - wspominała Jessika Carter, skrzydłowa akademiczek.
fot. Michał Korek
Fantastyczny sezon w wykonaniu najmłodszych koszykarek. "Trenerzy wykonali ogromną pracę"
Humory weteranek od razu po meczu nie należały do najlepszych, ale tego samego nie można było powiedzieć o najmłodszych zawodniczkach w składzie. To właśnie koszykarki szkolące się w Enei AZS Politechniki od wczesnych lat odegrały w finale wyjątkowe role, o czym najlepiej świadczyła Malina Piasecka. Po fatalnej kontuzji Leny Brzustowskiej wskoczyła w jej miejsce do pierwszej piątki, popisując się raz za razem celnymi rzutami trzypunktowymi i ogromną intensywnością w ataku. Dokładała od siebie także mnóstwo zaangażowania w obronie, odpłacając się swojemu trenerowi za zaufanie w najlepszym możliwym stylu.
- Na pewno od lat młodzieżowych jestem w tym klubie, więc tym bardziej smakuje to lepiej, że mogłam rosnąć zarówno indywidualnie jak również drużynowo. Wiadomo, że dziś można odczuwać smutek, bo to nie jest złoto, ale sądzę, że wykonałyśmy taką robotę, że za kilka dni naprawdę będziemy to jeszcze bardziej doceniać niż robimy to teraz. Na pewno towarzyszy nam teraz dużo emocji, ale również bardzo dużo tych pozytywnych - dzieliła się odczuciami po spotkaniu rozgrywająca Enei AZS Politechniki Poznań.
fot. Michał Korek
Malina Piasecka wtórowała swojemu szkoleniowcowi mówiąc o tym, że dziewczynom mimo dużych zmian w składzie udało się przede wszystkim stworzyć kolektyw. Bez wątpienia było to odczuwalne na przestrzeni całego sezonu nawet, gdy w drugiej części rozgrywek dołączyła dopiero Hannah Hank. Australijka błyskawicznie zaadaptowała się do warunków, a utrzymanie fundamentów drużyny na przykładzie postaci Jessiki Carter i Jovany Popović również zdaniem Piaseckiej mocno pomogło w tym, aby sięgąć po srebro. Tak samo jak świetne przygotowanie fizyczne, bowiem zespół jak na życzenie trenera Szawarskiego poza Leną Brzustowską uniknął ciężkich kontuzji w trakcie rozgrywek.
- Nie ukrywajmy, że byłyśmy i wciąż jesteśmy bardzo dobrze przygotowane fizycznie. Pokazał to wczorajszy, ale też i dzisiejszy mecz, gdzie mamy już wiele w nogach w tak krótkim czasie. Trenerzy wykonali ogromną pracę przygotowując nas na to wszystko, tak samo zresztą jak i my na treningach. Dzięki temu widowisko mogło być o wiele lepsze, bo intensywność tych meczów była duża - zwracała uwagę Malina Piasecka.
fot. Michał Korek
Najmłodsze koszykarki Enei AZS Politechniki z rocznika 2007 prawie mogły mówić o swoistej "potrójnej koronie", jeśli chodzi o medale: do mistrzostwa i Pucharu Polski w kategorii U-19 w niedzielny wieczór dołożyły też ostatecznie srebro. W trakcie finałowych serii na znaczeniu zyskały właśnie młode koszykarki, a w szczególności: Natalia Rutkowska, Dominika Puzio czy jeszcze wcześniej Wiktoria Haegenbarth. Wszystkie one miały swój wkład w historyczny sukces Enei AZS, udowadniając, że warto było opierać swoją filozofię konstruowania kadry również w dużej mierze na młodzieży
- Na pewno czułam dużą ekscytację przed tym finałem i gotowość do walki. Dzisiejszy mecz to był wóz albo przewóz, a więc towarzyszyła mi taka determinacja. Sezon był dość długi, bywało gorzej i lepiej, ale cieszę się, że w finałowych meczach trener dał mi te minuty i szansę na parkiecie. Myślę, że zagrałam dobrze - mówiła na gorąco po spotkaniu Natalia Rutkowska.
Historia się powtarza. Defensywa znów okazała się kluczem do zdobycia wicemistrzostwa
Wysoki poziom szkolenia podkreślał w swojej wypowiedzi także Tomasz Herkt. Asystent trenera Szawarskiego komplementował swoje podopieczne mówiąc, że robiły one postępy przez cały sezon, a w play-offach od samego początku grały na swoim najwyższym poziomie. Progres, jaki wykonały zawodniczki jako kolektyw doświadczony trener określił wprost jako "szalony".
- W ślad za sukcesami drużyny seniorskiej idą medale młodzieżowe. Drużyna U-19 sięgnęła po mistrzostwo i Puchar Polski. Niezależnie od tego, pięć dziewczyn ze składu U-18 tworzyło juniorską drużynę reprezentacji Polski i zajęły piąte miejsce w Europie. Należy się z tego cieszyć, bo to jest naprawdę zaznaczenie swojej obecności - wspominał zasłużony szkoleniowiec.
Zapytaliśmy trenera Herkta także o to, jakie podobieństwa widzi pomiędzy ostatnią ekipą akademiczek, która sięgała po medale w 2004 roku, a tą obecną. Szkoleniowiec z uśmiechem stwierdził, że obie znakomicie broniły i mocno zaakcentował w swojej wypowiedzi, że to właśnie oparcie gry w tym sezonie na wyjątkowo silnej defensywie pozwoliło akademiczkom zaciekle walczyć o złoto.
- Defensywą zdecydowanie sięga się po najwyższe cele i to bez dwóch zdań. Tylko na tej bazie można myśleć o sukcesach w Polsce. Tak samo w Europie nie ma innego sposobu na wygrywanie jak bardzo solidną obroną. Dziewczyny bardzo mocno pracowały nad tym elementem i przyniosło to określony skutek - podkreślał ten aspekt Tomasz Herkt.
fot. Michał Korek
Komentarze (0)