Enea Basket ma za sobą wymagający sparing. Poznaliśmy tożsamość nowego kapitana?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Enea Basket ma za sobą wymagający sparing. Poznaliśmy tożsamość nowego kapitana? - Zdjęcie główne
Autor: Jakub Wyderski | Opis: Enea Basket Poznań ma za sobą pierwszy, wymagający mecz.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
KoszykówkaEnea Basket wczoraj wieczorem zakończyła swój pierwszy sparing przed nowym sezonem 1. ligi mężczyzn. Drużyna Edmundsa Valeiki zawiesiła sobie poprzeczkę dość wysoko, bowiem rywalizowała ze świeżo upieczonymi, brązowymi medalistami zeszłego sezonu Basket Ligi - Dzikami Warszawa. Mimo tego, że spotkanie było bardzo wymagające, finalnie udało się odnotować kilka pozytywnych wniosków.
reklama
reklama

Poznaniacy wysoko postawili sobie poprzeczkę. Nie uniknęli trudności

Enea Basket Poznań swój pierwszy sparing rozegrała przeciwko drużynie, która w poprzednim sezonie Basket Ligi zaliczyła 18 zwycięstw i 12 porażek na najwyższym poziomie w polskiej klasie rozgrywkowej. Dziki Warszawa po fazie zasadniczej uplasowały się na piątym miejscu, a w pierwszej rundzie play-offów odnotowały wysokie zwycięstwo odniesione nad Treflem Sopot.

Potem co prawda gładko po rywalach zza miedzy przejechał się późniejszy mistrz - Legia Warszawa - lecz Dziki odbiły sobie niepowodzenie w starciu o wspomniane już trzecie miejsce z Arką Gdynia. Tam jednak pojedynek był już zdecydowanie bardziej zacięty. Z tego powodu na Eneę Basket Poznań w niedzielne popołudnie czekało wyjątkowo trudne wyzwanie. 

reklama

Sytuacji nie ułatwiał też bardzo wysoki poziom jakości w zespole Dzików Warszawa ze względu na transfery chociażby: Zane'a Watermana, Osuna Osunniyi'ego, Tima Adetukasiego, Ta'Lon Coopera i Makaia Ashton-Langforda. Trener Edmunds Valeiko, informując nas ostatnim razem w rozmowie o tym przeciwko komu zagra jego drużyna w pierwszym sparingu, nie krył jednak radości na twarzy. Taka potyczka bez wątpienia pozwoliłaby nabrać jego drużynie ważnego doświadczenia w starciu z elitarną ekipą oraz pomogłaby przygotować się do trudów tego sezonu, gdzie sześć drużyn będzie walczyć o awans, a kolejne sześć lub siedem o play-offy. 

Enea Basket Poznań przystępowała do rywalizacji w Warszawie w zasadzie tylko bez Jana Malesy, któremu towarzyszyły drobne problemy mięśniowe. Cała reszta zawodników była gotowa do rywalizacji choć z pewnością warunki nie były dla nich najbardziej komfortowe - wszystko to w związku z "ciężkimi" nogami, które były efektem wymagających treningów na początku przygotowań. 

reklama

Nowe nabytki Enei Basket nie zawiodły. Zdrowi liderzy, to silni liderzy

Wynik meczu finalnie nie przyniósł żadnej niespodzianki kibicom gości. Faworyt z Warszawy wygrał na własnym terenie 96:66, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Statystyki wskazują na to, że Devontae Blanton - nowy nabytek Poznaniaków - szybko zaadaptował się do warunków gry w Polsce. Amerykanin był jednym z liderów punktowych notując 10 oczek i trzy asysty. Na parkiecie spędził 24:30 minut trafiając cztery z dziesięciu rzutów z gry i dokładając od siebie dwie zbiórki. 

Oprócz obiecujących liczb "Tae" wnosił od siebie na parkietu bardzo dużo dobrej energii, a w grze dało się w nim zauważyć, że ma zadatki na lidera tej drużyny. Nowy nabytek Enei Basket Poznań nie odpuszczał przy zbiórkach i nie unikał fizycznej walki pod koszem dając tym samym impuls swojej ekipie. Kibice gości nie powinni narzekać na jego etykę pracy czy zaangażowanie, a przecież te cechy mocno ceni sobie Edmunds Valeiko.

reklama

Solidne występy zaliczyli też inni nowi gracze. Arkadiusz Adamczyk spędził na parkiecie 23:34 minut, otnotowując w tym czasie 4/9 celnych rzutów z gry, z czego 3/5 było za dwa punkty. Zebrał też trzy piłki i rozdał jedną asystę. W sumie na jego konto powędrowało 10 oczek, a nieznacznie gorszy wynik zanotował Filip Siewruk.

Zawodnik ten miał ich dziewięć, spędzając na parkiecie 21:20 minut. U niego skuteczność wynosiła 4/5 z gry w związku z tym, że okazał się bezbłędny przy rzutach dwupunktowych, których miał trzy. Tyle samo co zresztą zbiórek. Mecz zakończył natomiast również z jedną asystą. W przypadku byłego gracza FC Barcelony mogliśmy w szczególności wyróżnić dobrą wizję gry i solidną pracę na nogach. Do pełni szczęścia brakuje tylko tego, by wstrzelił się z rzutami. To jednak zapewne tylko kwestia czasu aż zacznie bardziej błyszczeć w tym zakresie.

Zespół dźwignęli także dwaj liderzy: Michał Samsonowicz i Patryk Stankowski. Co ciekawe to właśnie ten drugi z wymienionych graczy... pełnił w meczu rolę kapitana! Paweł Jonik - rzecznik prasowy Enei Basket Poznań - poinformował nas jednak, że oficjalny wybór kapitana klub będzie jeszcze ogłaszać. Niezależnie od tego, obaj bardzo mocno starali się przejąć odpowiedzialność za zespół. "Samson" w trakcie 21:37 minut rozegranych na parkiecie zdobył jedenaście oczek (najwięcej w drużynie), zebrał pięć piłek (najwięcej w drużynie) i rozdał dwie asysty. Nikt poza nim nie trafił trzech trójek dla Enei Basket Poznań w tym spotkaniu.

Patryk Stankowski rozegrał wczoraj bliźniaczą liczbę minut dokładając do tego tyle samo punktów, co jego partner. Lider gości sprawdził się znakomicie trafiając pięć na osiem z gry i cztery na pięć za dwa. Dodatkowo zanotował też cztery asysty - najwyższy wynik w drużynie i drugi w całym meczu biorąc pod uwagę także ekipę Dzików Warszawa. Taka współpraca między dwoma filarami Enei Basket Poznań może tylko cieszyć jej kibiców przed nadchodzącym sezonem.

Teraz będzie łatwiej? Enea Basket daje powody do optymizmu po ciężkiej próbie

Tak duża różnica w końcowym wyniku była spowodowana głównie brakiem odpowiedzi koszykarzy ze stolicy Wielkopolski na potężnych podkoszowych drużyny Dzików Warszawa. To oni głównie zarysowywali różnicę klas w tym spotkaniu dzięki swojemu atletyzmowi. Energia w ekipie Edmundsa Valeiki była jednak bardzo dobra, co pokazywała chociażby aktywna, zaangażowana ławka rezerwowych, która żywiołowo reagowała po każdej udanej akcji. A to obiecujący prognostyk.

- Pierwszy mecz zawsze jest stresujący. To spotkanie wyglądało bardzo dobrze przez 18 minut, ale tak jest zawsze, że po tygodniu treningów, po przerwie, te 10 minut trzeciej kwarty było... dobre do analizy. W czwartej kwarcie wyszliśmy i pokazaliśmy, że możemy grać dalej i że to wszystko jest do poprawy czy analizy. Przed nami dużo pracy: były dobre momenty i te niezbyt dobre - mówił na gorąco po sparingu trener Edmunds Valeiko. 

Podobnie jak postawa młodych zawodników, którzy od swojego szkoleniowca otrzymali blisko cztery minuty ciągłej gry tuż przed końcem meczu. Punktowo szału nie zrobili, ale pokazywali, że chcą wywalczyć sobie minuty w 1. lidze dzięki swojej nieustępliwości przy odbiorach oraz na zbiórkach. To właśnie w tym drugim aspekcie najmłodsi podopieczni Edmundsa Valeiki najmocniej zaznaczali swoją obecność. 

Wydaje się, że najtrudniejszy sparing jest już za Eneą Basket Poznań, która wkrótce, bo już za tydzień, przystąpi do towarzyskiego turnieju w Opolu. Będzie to kolejny sprawdzian umiejętności koszykarzy ze stolicy Wielkopolski, który wykaże jaki progres udało się poczynić od starcia z Dzikami Warszawa. Póki co możemy stwierdzić, że jeżeli szkoleniowiec w wywiadzie z nami zapowiadał, że chce widzieć w drużynie ogień, głód gry i pasję, to po starciu z brązowymi medalistami nie powinien narzekać na brak tych czynników. 

 

Dziki Warszawa - Enea Basket Poznań 96:66 (24:17, 31:21, 24:2, 17:26)

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo