Enea Basket odrobiła lekcję z gry w defensywie. Koszykarze pokazali właściwy charakter i mentalność
Enea Basket zaczęła mecz prezentując bardzo dobrą postawę w defensywie. Zespół trenera Edmundsa Valeiki nie pozwalał swoim przeciwnikom na łatwe rzuty z dystansu i nie dopuszczał ich do prostych trafień spod kosza. Poznaniacy trzymali się blisko renomowanych rywali, ale i oni nie ułatwiali zadania gospodarzom. Enea Basket była spychana na obwód przez co częściej musieli punktować tacy gracze jak Mąkowski czy Nowicki. Większość ich prób była początkowo nietrafionych, a zbiórki Politechniki utrudniały uzyskanie prowadzenia.
Poznaniacy stawiali na proste środki w ofensywie błyskawicznie operując piłką i częściej decydując się na akcje indywidualne. Politechnika Opolska miała jednak po swojej stronie Piotra Niedźwiedzikiego, który dzięki swoim świetnym warunkom fizycznym wyjątkowo utrudniał grę rywalom zarówno w obronie jak i w ataku. Weteran mierzący 211 centymetrów potrafił budować przewagę swojej drużyny dzięki rozdawanym blokom i rzutom z półdystansu spod kosza. Enea Basket mimo tych trudności przegrywała jednak tylko 17:19 po pierwszej kwarcie. Znaczna część punktów zdobytych przez rywali była jednak po rzutach wolnych.
Gospodarze również na początku drugiej kwarty trzymali się blisko swoich rywali, ale skuteczność Poznaniaków nie była powalająca. Przez pierwsze cztery minuty zdobyli ledwie trzy oczka, a na domiar złego koszykarze Weegree Politechniki nadal regularnie punktowali po rzutach osobistych. Enea Basket ciężko pracowała w defensywie, kryjąc wysoko i bazując w swojej grze na przechwytach, ale to nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Goście seryjnie otrzymywali rzuty wolne i to pchało ich do zwycięstwa.
Tuż przed przerwą podopieczni Edmundsa Valeiki nagle się jednak ożywili i to oni zaczęli sprawiać giantyczne problemy rywalom. Świetną pracę po obu stronach parkietu wykonywał w szczególności Patryk Stankowski, a pomocą w ofensywie służył mu w dodatku Bartosz Mońko, który wraz z Jonaszem Klujem dostarczał Enei Basket masę energii na parkiecie. Ostatnie cztery minuty drugiej kwarty były zdecydowanie najlepszym momentem w pierwszej połowie w wykonaniu gospodarzy, którzy tracili do rywali tylko dwa punkty przy wyniku 39:41.
Poznaniacy byli o setne sekundy od zwycięstwa. Weegree zafundowało Enei Basket traumatyczną końcówkę
Enea Basket nie straciła ognia po przerwie i konsekwentnie przyciskała zespół Weegree Politechniki Opolskiej. Gospodarze imponowali zaciekłością w obronie, a w ataku grali na bardzo wysokiej skuteczności. Goście trzymali się jednak na powierzchni za sprawą kapitalnych akcji Jakuba Kobela. Lider rywali Poznaniaków wziął na siebie ciężar gry, ale świetnie zgrana obrona Enei Basket znacząco utrudniała mu działania.
Na parkiecie Enea Basket miała przewagę ogniw i właśnie to zapewniło im remis 57:57 na półtorej minuty przed końcem trzeciej kwarty. Koszykarze z Poznania wykonywali rewelacyjną pracę przy zbiórkach ofensywnych oraz defensywnych, dzięki czemu kontrolowali przebieg spotkania. Dokładali od siebie także ogrom jakości przy blokach i przechwytach. To wszystko w połączeniu z bardzo odważną grą pod koszem Stopierzyńskiego i Mońko, którzy regularnie punktowali po lay-upach, składało się na solidną zaliczkę w postaci wyniku 60:62.
Żadna z drużyn przez dwie kwarty nie potrafiła zbudować sobie przewagi, ale to koszykarze Enei Basket wyglądali jakby zdecydowanie łapali wiatr w żagle. Fenomenalnie wyglądali w szczególności młodzieżowcy na czele z Bartoszem Mońko, który porywał trybuny kapitalnymi zbiórkami, a także pewnością siebie przy zdobywaniu kolejnych punktów. Po trzech minutach od rozpoczęcia czwartej kwarty Enea Basket wreszcie wyszła na prowadzenie z wynikiem 66:64 i tylko powiększała przewagę za sprawą kolejnych trójek i rzutów z półdystansu.
Poznaniakom udawało się utrzymać prowadzenie, ale powstrzymanie Jordana Forbesa i Jakuba Kobela należało do wyjątkowo trudnych zadań. Enea Basket wyglądała jednak jakby w końcówce dostała skrzydeł, a niemal każde ich zagranie przynosiło korzyść. Podopieczni Edmundsa Valeiki wzajemnie się uzupełniali na parkiecie i działali jak jeden organizm. Na 120 sekund przed końcem Poznaniacy znów przegrywali tylko 77:75, ale jak się jednak okazało było to dopiero preludium pod nieprawdopodobną końcówkę, w której o włos górą byli Poznaniacy.
Na pięć sekund przed końcem kapitalnym rzutem na zwycięstwo popisał się Patryk Stankowski i w tamtej chwili wydawało się, że rozstrzygnie on finalnie wynik tej rywalizacji. Gdy goście zaczynali akcję na zegarze zostało ledwie sześć setnych sekund do końca, a Enea Basket w teorii wydawała się pewna zwycięstwa. Ostatecznie jednak zamiast cudu wydarzył się koszmar. Piłka po time-oucie trafiła w ręce Dominika Rutkowskiego, a były koszykarz Enei oddał kluczowy rzut za trzy, który ustalił końcowy wynik na 84:83. W jednej chwili energia wprost wyparowała z hali, a jakiekolwiek odgłosy słychać było tylko ze strony gości, którzy wpadli w istną euforię. Doprowadzili tym samym do piątej porażki z rzędu Enei Basket.
Enea Basket - Weegree AZS Politechnika Opolska 83:84 (17:19, 22:22, 21:21, 23:22)
Enea: A. Krajewski (7 punktów, 4 zbiórki, 1 asysta), Nowicki (12 punktów, 1 asysta), Washington (5 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty), Mąkowski (8 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Rosiński (12 punktów, 9 zbiórek), Mońko (14 punktów, 2 zbiórki), Stankowski (18 punktów, 6 zbiórek, 7 asyst), Stopierzyński (5 punktów, 3 zbiórki), Kluj (2 punkty, 5 zbiórek).
Weegree: Niedźwiedzki (13 punktów, 6 zbiórek), Kobel (23 punkty, 3 asysty), Kupczyński (4 punkty, 3 zbiórki, 1 asysta), Forbes (18 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst), Wójcicki (2 zbiórki), Kłaczek (1 punkt, 4 zbiórki, 2 asysty), Białachowski (10 punktów, 2 zbiórki), Rutkowski (15 punktów, 4 zbiórek, 3 asysty),
Komentarze (0)