Enea Basket Poznań pracuje nad złapaniem właściwej formy
Enea Basket Poznań przystępowała do turnieju w Opolu po ciężkiej próbie w Warszawie przeciwko tamtejszym Dzikom. Brązowi medaliści Basket Ligi pokazali rywalom, gdzie leży pole do poprawy choć trzeba przyznać, że pierwszoligowiec trzymał się całkiem nieźle w tamtej rywalizacji. Gdyby nie trzecia kwarta i nagłe zacięcie się w ofensywie, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Tymczasem Enea Basket Poznań musiała zaakceptować porażkę wynikiem 66:96.
Na papierze pojedynek z Dzikami Warszawa miał być mimo wszystko jedyną tak ciężką próbą, jaką musiał przejść w trakcie sparingów pierwszoligowiec. Turniej o Puchar Marszałka Województwa Opolskiego dostarczał raczej łatwiejszych przeciwników, których Enea Basket Poznań dobrze zna z rozgrywek 1. ligi. Na początek ich przeciwnikiem był zeszłoroczny beniaminek - Polonia Leszno - a w dalszej kolejności podopieczni Edmundsa Valeiki natrafiliby na kogoś z pary Weegree Politechnika Opolska-WKK Wrocław.
Koszykarze z Poznania gonili wynik przez cały mecz
Koszykarze Enei Basket Poznań nie mogli jednak cieszyć się z awansu do finału, a zamiast tego znów musieli wyciągać wnioski po drugiej porażce w trakcie meczów towarzyskich. Znów o wyniku całego spotkania zdawała się przesądzać jedna kwarta. Tym razem była to pierwsza z nich, bowiem ekipa ze stolicy Wielkopolski przegrała w niej aż 15:33. Skalę problemu potęgował wtedy fakt, że zeszłoroczny beniaminek po pięciu minutach potrafił prowadzić ze swoimi przeciwnikami aż 20:2.
Enea Basket Poznań zdołała jednak przetrwać swój kryzysowy moment po pierwszej kwarcie ze Zdrovo Polonią Leszno i zaczęła krok po kroku nadrabiać straty. Podopieczni Edmundsa Valeiki się obudzili i wyrównali rywalizację na parkiecie. W drugiej kwarcie Leszno zdobyło już nieznacznie więcej oczek od rywali, a bilans dla niego wynosił już tylko 22:21. Mimo to, Enea Basket Poznań schodziła na przerwę tracąc aż 19 punktów do rywali w całym meczu przy wyniku 36:55.
Dopiero w trzeciej kwarcie wahadło formy wreszcie lekko przechyliło się na stronę drużyny trenera Valeiki. Poznaniacy zakończyli ją z dodatnim wynikiem punktowym 23:22, pokazując zgromadzonym kibicom, że końcówka spotkania może być bardzo ciekawa. Drużyna Enei Basket Poznań wykonywała ewidentny progres i małymi krokami zbijała różnice punktowe. Pozostawało pytanie czy wystarczy im czasu, by przedłużyć swoje szanse na zwycięstwo. W ostatnie 10 minut zespół ze stolicy Wielkopolski wchodził przegrywając 59:77.
Enea Basket Poznań potrzebowała nagłego, potężnego wystrzału punktowego i odwrócenia wyniku z pierwszej kwarty na swoją korzyść. Tak się jednak nie stało choć emocje sięgały zenitu po pierwszych pięciu minutach gry w ostatniej części spotkania, gdy podopieczni Edmundsa Valeiki zbliżyli się na zaledwie siedem punktów straty do rywala przy wyniku 74:81! Niestety dla nich, Zdrovo Polonia Leszno się otrząsnęło i choć przegrało czwartą kwartę 12:19 to dowiozło zwycięstwo w całym meczu, wygrywając go 89:78.
Krystalizują się nowi liderzy punktowi? Wiemy jak poszło debiutantowi
Choć Enea Basket Poznań przegrała mecz z zeszłorocznym beniaminkiem 1. ligi mężczyzn, zespół udowodnił, że na pewno łatwo się nie poddaje. To może stanowić pozytyw dla trenera Edmundsa Valeiki, że jego podopieczni byli w stanie pokazać na parkiecie na tyle dużo jakości, że zbili różnicę w wyniku z 18-19 oczek straty do zaledwie 11 w końcowych minutach. Dwukrotnie obejmowali prowadzenie w poszczególnych kwartach, a rezultat, tak samo jak z Dzikami Warszawa, mógłby być pozytywny, gdy udało się ustabilizować formę w trakcie meczu. To właśnie wyeliminowanie momentów przestojowych w meczach ma być priorytetem trenera przed nadchodzącym sezonem.
Mimo to, ze spotkania z Polonią Leszno można wyciągnąć jeszcze kilka innych pozytywów takich jak wysoka dyspozycja poszczególnych graczy.
Znakomite wejście do drużyny notuje póki co Devontae Blanton. Amerykanin bez problemu odnajduje się w nowym środowisku, a wczorajszego wieczoru spędził na parkiecie 28:30 minut, trafiając 4/9 rzutów za dwa punkty oraz 1/5 za trzy. Dodatkowo dołożył od siebie łącznie dwie zbiórki i pięć asyst. W drużynie Enei Basket Poznań uzyskał drugi najwyższy wynik punktowy zaraz po Patryku Stankowskim, który prezentuje się znakomicie na początku przygotowań. Imponował liczbowo już przeciwko Dzikom Warszawa, a teraz dał od siebie 18 oczek, zbiórkę i asystę przeciwko Polonii Leszno.
Wyniki innych pierwszoplanowych postaci w drużynie Enei Basket Poznań w większości przypadków oscylowały wokół dziesięciu punktów. Własnie tyle zdobył dla swojej drużyny Arkadiusz Adamczyk, a Filip Siewruk wraz z Sebastianem Rompą i Michałem Samsonowiczem zaliczyli kolejno po osiem i dziewięć oczek. Kibiców mogło cieszyć, że drużyna Edmundsa Valeiki zaczyna przypominać kolektyw, w którym to odpowiedzialność za punkty jest rozłożona równomiernie, ale wciąż te wyniki muszą być wyższe. W zespole Polonii Leszno dwóch graczy zdobyło 14 punktów, jeden 18 i jeden 10, co stanowi pewien wzorzec dyspozycji.
Kibiców Enei Basket Poznań z pewnością najbardziej ciekawiło jak w debiutanckim meczu zaprezentował się ich nowy nabytek - Somto Dimanochie, który jeszcze na początku tego tygodnia przechodził przez badania. Na parkiecie spędził wczoraj 18:28 minut, dając od siebie w sumie pięć oczek. Trafił dwa rzuty z dwóch możliwych prób za dwa i dołożył do tego jeden rzut osobisty. Największe wrażenie zrobił jednak w fazie defensywnej. Zebrał aż dziewięć piłek, czyszcząc tablice w defensywie, gdzie pod własnym koszem miał ich osiem. Zanotował najwyższy wynik zbiórek w meczu ex aequo z Adrianem Boguckim z Polonii Leszno.
Komentarze (0)