Awans Warty Poznań to nie tylko kwestia szczęścia. "To jest grupa ludzi skazana na sukces"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Awans Warty Poznań to nie tylko kwestia szczęścia. "To jest grupa ludzi skazana na sukces" - Zdjęcie główne
Autor: Jakub Wyderski | Opis: Radość Warty będzie trwała jeszcze długo. Napisali oni niesamowitą historię.
Zobacz
galerię
36
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaW sobotnie popołudnie Warta Poznań zwieńczyła swój długi i wyczerpujący sezon upragnioną nagrodą. Zespół trenera Macieja Tokarczyka w dramatycznych okolicznościach ostatecznie uplasował się na drugim miejscu w tabeli Betclic 2. ligi i awansował na zaplecze Ekstraklasy bez udziału w barażach. Radość i emocje w ostatnich sekundach spotkania były gigantyczne, a zespół Zielonych wyglądał jakby na boisku osiągnął o wiele więcej niż przeskok na wyższy szczebel rozgrywkowy.
reklama

Warciarze nie stracili wiary w sukces nawet na moment. Ostatni mecz odzwierciedlił cały sezon

reklama

Choć Warta Poznań wypracowała sobie awans do Betclic 1. ligi wspólnymi siłami, to szczególnie jedno nazwisko jeszcze długo będzie na ustach kibiców, którzy mogli obserwować zmagania przy Drodze Dębińskiej z Resovią Rzeszów. Mowa o Dmytro Avdieievie, który swoim uderzeniem głową przesądził o wyniku spotkania na kilkadziesiąt sekund przed końcowym gwizdkiem. Jego gol zakrawał w tamtej chwili o piłkarski cud, co podkreślały też słowa kapitana Kamila Kumocha o tym, że Ukrainiec zazwyczaj... zabezpiecza przedpole. Tymczasem w 95. minucie niemalże wjechał z piłką do siatki, zdobywając prawdopodobnie najważniejszą bramkę w swoim życiu.

- Zdecydowałem się wejść w pole karne, bo w końcu mam trochę tego wzrostu. Rzadko tam się pojawiam, ale w końcówce musieliśmy gonić wynik, więc zrobiłem, co do mnie należało (...) Taka bramka zawsze wyjątkowo smakuje. W pierwszej połowie gdzieś tam wyczuwaliśmy tę nerwówkę i może zbytnio się martwiliśmy. Za mało przechwytywaliśmy drugich piłek. W drugiej połowie to poprawiliśmy - szkoda, że drugi raz ze stałego fragmentu gry straciliśmy kolejną bramkę, ale nasza drużyna pokazała charakter. Pokazaliśmy, że zasługujemy na awans, potrafimy odwracać wyniki i to wszystko jest najważniejsze - podsumował przebieg spotkania jeden z głównych bohaterów Warty Poznań. 

reklama

Przebieg tego spotkania dobitnie udowodnił, że Warta Poznań jest w pełni gotowa na Betclic 1. ligę pod względem sportowym. Faktem jest, że końcówka spotkania wystawiła nerwy kibiców Zielonych na ciężką próbę, ale pokazała równocześnie główny atut ekipy trenera Macieja Tokarczyka - nieprawdopodobną mentalność. Drużyna ani na moment się nie załamała i pokazała, że słowo "niemoc" nie występuje w jej słowniku. Świadczą o tym dobitnie słowa Marcela Stefaniaka - jednej z największych rewelacji tego sezonu Betclic 2. ligi i bezsprzecznie jednej z najważniejszych postaci w ekipie Warty, która najpewniej pozostanie w niej na dłużej. Awans zespołu sprawił bowiem, że kontrakt wahadłowego z klubem został automatycznie przedłużony. 

reklama

- Myślę, że wiele osób mogło wątpić, biorąc pod uwagę jak to wszystko wyglądało w tym meczu, ale ta drużyna pokazywała już niejednokrotnie, że jest zdolna do wielkich rzeczy. Tak naprawdę dzisiaj to potwierdziliśmy i jestem przeszczęśliwy, że jestem częścią tej drużyny i cieszymy się tym awansem. Przeżywamy cudowne chwile i szkoda, że nie mogą trwać wiecznie. Powoli trzeba będzie myśleć o tym, żeby grać jak najlepiej w pierwszej lidze - przyznał zawodnik Zielonych po spotkaniu. 

Chęć pozostania na dłużej w Warcie wyraził także w rozmowie z nami Michał Smoczyński. Przyznał, że bardzo dużo zawdzięcza swojemu obecnemu klubowi szczególnie, że jak twierdził osiągnął tu swój największy sukces piłkarski. Ponadto to właśnie ekipa grająca przy Drodze Dębińskiej sprawiła, że mógł się niezwykle mocno rozwinąć, co dla zawodnika wiele znaczy. Młody napastnik nie ukrywał, że tuż po zdobyciu gola na wagę awansu przez Dmytro Avdeeva ogarnęło go mocne wzruszenie, a przebieg tego meczu odzwierciedlał całą dramaturgię tego sezonu.

reklama

- Tak jak pamiętamy początki były trudne - zaczęliśmy od dwóch porażek, potem przeszliśmy przez remisy aż w końcu rozkręcliśmy całą tę karuzelę i było coraz lepiej. To samo towarzyszyło nam dzisiaj - na początku przegrywaliśmy, a jednak ostatecznie dobiliśmy swego. Tak naprawdę ten proces przez który pracowaliśmy cały sezon dał nam odzwierciedlenie z pozytywnym efektem - zaobserwował w rozmowie z nami Michał Smoczyński, napastnik Warty Poznań. 

Po meczu na usta cisnęło się pytanie, jak finalnie traktować taki rollercoaster emocji w końcówce? Czy było to coś czego należało uniknąć, a może dzięki niemu zwycięstwo smakowało jeszcze lepiej? Marcel Stefaniak stwierdził, że w gruncie rzeczy w związku ze zwycięstwem traktuje taki rollercoaster emocji w końcówce spotkania jako coś pozytywnego również dla kibiców. Dzięki nieprawdopodobnemu scenariuszowi meczu, trwale zapisał się on w ich pamięci i sprawił, że tryumf zasmakował jeszcze lepiej. Mocno podkreślał to także sam kapitan Warty Poznań - Kamil Kumoch.

- Uważam, że są momenty w życiu piłkarza, w których się czuje, że to się zrobi. Myślę, że tak jak w rundzie jesiennej mieliśmy kilka takich meczów, gdzie goniliśmy wynik i udawało nam się to zrobić z Podbeskidziem czy tutaj z Kaliszem, tak przez całą obecną rundę wiosenną, gdzie też zaczęliśmy od potknięć, wierzyliśmy, że ten sukces jest nam pisany. Stworzyliśmy tak fajnie zgraną ekipę, która świetnie funkcjonowała, że to się czuje, że to jest grupa ludzi skazana na sukces. Jeśli chodzi o moje zdanie to wierzyłem i czułem, że uda nam się awansować - deklarował Kamil Kumoch, lider Warty Poznań.

Pomocnik Zielonych zdawał sobie sprawę, że mecz nie potoczył się po myśli jego drużyny i był w gruncie rzeczy rozczarowujący, biorąc pod uwagę postawę warciarzy. Gospodarze mieli poważne problemy w starciu z Resovią, która walczyła o życie, ale piłkarz był świadomy tego, że aby wygrać i móc tak bardzo cieszyć się ze zwycięstwa, należało swoje wycierpieć.

- Przed meczem nie skupialiśmy się zbytnio na jego ciężarze i chcieliśmy grać o zwycięstwo. Natomiast nie będę owijał w bawełnę, że towarzyszyła nam ta presja. Koniec końców myślę, że to nam się troszkę udzieliło - ten mecz był brzydki dla kibiców, ale jeśli mamy robić awans to chyba w takim stylu - podsumował Kamil Kumoch. 

Upadnij, żeby powstać. "Nieustanna walka" to hasło podsumowujące ten sezon Warty Poznań

Głos po spotkaniu zabrał także rzecz jasna trener Maciej Tokarczyk, odpowiadając między innymi na pytanie dotyczące tego, na ile finalne zwycięstwo w samej końcówce było zasługą sztabu i jego wskazówek taktycznych, a na ile piłkarzy i ich żądzy odwetu. Szkoleniowiec jasno stwierdził, że ten comeback był w stu procentach efektem pracy zawodników, podkreślając to, że jego zespół jest niesamowicie mocny mentalnie. Z tego powodu nikt nie boi się wyzwania, jakie czeka w przyszłym sezonie na wyższym szczeblu rozgrywkowym

- W sporcie liczy się głównie głowa i to kto walczy do końca. To niby prosta fraza, ale taka jest prawda. Kto walczy do ostatniego gwizdka, ten ma nagrodę i takową otrzymaliśmy. Dla wielu z nas są to najpiękniejsze sportowe chwile w życiu. Awans do 1. ligi, gdzie jest 18 zespołów to jest naprawdę elita. Teraz, gdy do niej wchodzimy podnosimy sobie poprzeczkę, ale musimy pamiętać cały czas o tym naszym DNA, filozofii i wartości - właśnie one nas tutaj doprowadziły. To, że idziemy w jednym kierunku, małymi krokami, nie chcemy jeść dużą łyżką, aby się nie zadławić tylko skupiać się na każdym kolejnym kroku, mamy niskie oczekiwania i wysokie standardy... tak do sprawy będziemy podchodzić także w 1. lidze - przekonywał Maciej Tokarczyk. 

Choć filozofia pierwszego szkoleniowca Warty Poznań była od samego początku oparta na pokorze, słowa Sebastiana Stebleckiego po spotkaniu dobitnie podkreślają, że ambicje Macieja Tokarczyka były bardzo duże od samego początku. Weteran Zielonych wspominał w rozmowie dla TVP Sport jak bardzo był zaskoczony tym, co powiedział mu w rozmowie telefonicznej szkoleniowiec przy próbie rekrutacji "Stebela" do zespołu. Słowa lidera drużyny po spotkaniu z Resovią Rzeszów jasno podkreślają to, że wszystko to, czego doświadczyła Warta Poznań nie było dziełem przypadku, a zespół zwyczajnie, ponad wszelką miarę zasługiwał na awans do Betclic 1. ligi. Zielonym udało się stworzyć w tym sezonie perfekcyjnie współpracującą grupę, która stała się kompletną odwrotnością tego zespołu, który oglądaliśmy przed rokiem. 

- Po awansie Polonii Bytom przez dwa miesiące leżałem na kanapie, byłem na Openerze, dobrze się bawiłem, było spoko i miałem już takie uczucie, że to chyba ten czas - piłka się kończy. Nagle dzwoni do mnie telefon i dostaję pytanie: "Nie chciałbyś przyjechać do Warty pograć w piłkę?". Powiedziałem wtedy "dobra, pakuje mandżur i przyjeżdżam". Wtedy mieliśmy sześć kolejek bez zwycięstwa. Przyznaję, chapeau bas dla trenera i wszystkich, którzy tym zarządzają. Trener mówił do mnie przez telefon: "wiesz, w pierwszych meczach nam nie szło, nie mieliśmy wyników, ale my - wiem, że bedziesz się z tego śmiał - celujemy normalnie w miejsca 1-6 i chcemy grać o awans". Przysięgam, że wtedy się rozłączyłem zadzwoniłem do mojego najlepszego przyjaciela i mówię: "Gościowi sufit spadł na głowę, odkleiło mu się. Przecież oni zwycięstwa nie mają w sześciu kolejkach. Jak oni chcą grać o awans?". Jednak kiedy przyszedłem, zaczęliśmy wygrywać. Oczywiście to nie tylko moja zasługa, bo chłopaki wyciskali z siebie maksimum. Obserwowałem tę drużynę jako bardziej doświadczony zawodnik i widziałem, że oni orali na tych treningach, starali się, ambicja wręcz kipiała i wylatywała uszami. Wiem, że tak to we wszystkich sztabach w Polsce funkcjonuje, ale trener Grzegorz Adamski o trzeciej nad ranem wysyłał nam na grupę klipy ze zrobioną analizą - dzielił się wspomnieniami po wielkim zwycięstwie Sebastian Steblecki.  

Na sam koniec należy także zwrócić uwagę na fakt, iż sukcesy Warty Poznań z tego sezonu nie skupiają się wyłącznie na awansie do Betclic 1. ligi. To także ogrom pracy wykonanej przy budowaniu infrastruktury jak i samej tożsamości klubu: powrót do "Ogródka" i restauracja starego obiektu dzięki ogromnemu wsparciu kibiców, stworzenie dodatkowej trybuny na własną rękę również przy ogromnej pomocy całej społeczności Zielonych, umocnienie swojej pozycji w Poznaniu budową nowych boisk treningowych przy Drodze Dębińskiej, by scentralizować klubowe środowisko.

O tym także nie można zapominać w kontekście ogromu pracy Warty Poznań w tym sezonie jak również samej budowy całej kadry latem i stworzenie od zera sukcesywnego projektu z perfekcyjnie dobranymi ludźmi. Tak jak miniony sezon okazał się klęską żywiołową Zielonych, tak w tym sezonie doszło do kompletnego odrodzenia i odkupienia wszelkich win. Słusznym zatem okazało się pytanie na konferencji prasowej, czy wszystko, co najgorsze jest już definitywnie za Wartą?

- Gdybym mógł tak powiedzieć, to nie pracowałbym w Warcie Poznań. To jest taki klub, w którym, gdy rozwiąże się jeden problem, to wygenerują się w cudowny sposób cztery kolejne. Ta nasza historia jest chyba taka, że zawsze trzeba te płotki, przeszkody przeskakiwać. Jeśli ktoś teraz oczekuje, że będzie z górki, to prawdopodobnie nie. Czeka nas mnóstwo roboty przy opanowywaniu kwestii infrastrukturalnych. Wiadomo, że 1. liga to są kolejne wymagania i kolejne rzeczy, które musimy teraz poprawić, wykonać lepiej lub zrobić więcej albo po prostu zrobić. To na pewno generować problemy i nasz ból głowy, ale myślę, że ten sezon pokazał, że my mnóśtwo osiągnęliśmy poza boiskiem. Wiadomo, że awans to jest nasz największy sukces, ale... powrót do Poznania, uporanie się z kwestią finansów, nową trybuną itd. myślę, że pokazało, że wszyscy w tym klubie bardzo ciężko pracują i mają wielkie wsparcie kibiców, żeby przeskakiwać kolejne problemy. Czy będzie lżej? Nie wiem i nie sądzę, ale damy sobie radę z czymkolwiek przyjdzie nam się zmierzyć - deklarował rzecznik prasowy klubu Piotr Komorowski. 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo